Druga część fanfiction o Niallu Horanie i Chloe Woods. Pierwsza część: emotive-emotions.blogspot.com

poniedziałek, 12 maja 2014

18

-Naprawdę czuję się dobrze. - powiedziałam zirytowana, odwracając głowę w stronę szyby. Wracałam z Mattem ze szpitala i ten oczywiście za wszelką cenę chciał zabronić mi pójść na bal. Nie wiem jak znalazłam się w szpitalu, ale kiedy się obudziłam, Matt siedział obok mnie i patrzył na mnie wzrokiem, jakbym wybudziła się z wieloletniej śpiączki, a lekarze nie dawali mi żadnych szans na przeżycie.
Co za ironia, Matt tam był i czuwał nad moim bezpieczeństwem. Matt, nie Niall.
Patologia.  
Byłam zła, że blondyn ma mnie przez ten czas w dupie i nawet nie potrafi się ze mną skontaktować. Byłoby śmiesznie, jakby się okazało, że Niall jednak zakochał się w Bercie i mnie rzuci. No dobra, to wcale nie byłoby śmieszne, przynajmniej nie dla mnie. Może dla osób trzecich, ale ja pewnie bym tego nie przeżyła. Co prawda ciągle się rozstajemy i wracamy do siebie, ale nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy się rozejść już na zawsze. Nie, nie myślę o tym.
Nic takiego się nie stanie. Nie wiem skąd coś takiego w ogóle przyszło mi do głowy. 
Matt wciąż próbował mnie przekonać, żebyśmy dzisiaj zostali w hotelu, przez cały czas, nawet kiedy już przebrałam się w sukienkę i robiłam ostatnie poprawki swojego makijażu, ale byłam nieugięta. Wiedziałam, że coś się wydarzy na tym balu. Coś się wyjaśni. Musiałam tam iść. Choćby nie wiem co. Wcale nie obchodziło mnie to, że poprzedniego wieczoru zemdlałam, nie mając dostępu do powietrza. Nie wiem jakim cudem przeżyłam, Matt musiał wejść do pokoju zaraz po tym, jak straciłam przytomność. 
Ale skąd by się tam wziął, skoro miał jechać do rodziny? Może znowu mnie śledził. A może… Zamarłam patrząc w lustro i otworzyłam szeroko oczy. Jak mogłam być taka głupia. Wszystko w mojej głowie poskładało się w jedną całość.
To Matt zabrał telefon. Mówiąc, że musi coś załatwić, miał wystarczająco dużo czasu, żeby jechać do hotelu i zostawić tam telefon, zanim wrócę. A potem schował się gdzieś w pobliżu. Chciał mnie nastraszyć, bo wkurzyło go to, że go zdradzam, więc zrobił zdjęcie. A potem zobaczył jak reaguję, duszę się i tracę przytomność, więc się nade mną zlitował i uratował mi życie. Innej opcji nie ma. No bo jak inaczej mógłby się tam znaleźć akurat wtedy? Z drugiej strony, bałam się pytać, dlatego zręcznie omijałam ten temat. Oczywiście nie powiedziałam mu ani o telefonie, ani o kimś, kto mnie obserwuje. Ale skoro stwierdziłam, że to on jest tą osobą, to po co miałam z nim o tym rozmawiać? Jest dobrym aktorem. Jestem tylko ciekawa kiedy w końcu wybuchnie. Na razie jestem bezpieczna, bo na balu będzie dużo osób. A potem najwyżej ucieknę.
Przejechałam dłońmi wzdłuż swojej talii po materiale sukienki, założyłam maskę i uśmiechnęłam się do siebie. Wcześniej byłam u fryzjera, więc włosy miałam upięte w ładnego koka, z którego wystawało kilka pojedynczych skręconych kosmyków włosów. Nie przypięłam broszki do sukienki, bo zniszczyłabym delikatny materiał, ale wpięłam ją do włosów. Wyglądałam nawet ładnie. Byłam gotowa.  
Moje życie nie może być już bardziej pojebane. 
Wyszłam z łazienki i Matt stał oparty o ścianę, w czarnym garniturze i czerwonej muszce na szyi. Wyglądał seksownie. Nawet bardzo. Od razu odrzuciłam od siebie tą myśl, przypominając sobie, że to on jest złodziejem telefonu, to on mnie prześladuje, to on prawdopodobnie jest chory psychicznie. Jednocześnie jednak wydawało mi się to mało realne. Był zbyt spokojny, żeby być psychopatą. No ale cóż, niektórzy potrafią nakładać na siebie różne maski. Zapragnęłam jak najszybciej wyjść z tego pomieszczenia gdzieś, gdzie będziemy w towarzystwie ludzi. Gdzie potencjalnie będę bezpieczna, bo wątpię, żeby ktoś chciałby mnie skrzywdzić przy świadkach. 
-Na pewno jesteś pewna, że chcesz…
-Tak. Jestem pewna, Matt. – odpowiedziałam, zanim jeszcze skończył zdanie i zabrałam złotą kopertówkę, po czym ruszyłam przodem do drzwi. Wyobraziłam sobie, jak wbija mi teraz nóż w plecy, a moja krew plami mu koszulę, która kolorem zlewa się z muchą. Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym i odwróciłam się, czekając na niego. Ruszyłam dopiero, gdy dorównał mi kroku. 
Już nie poczuję się przy nim bezpiecznie. 



Budynek był ogromny. Wyglądał jak jakiś pałac wyjęty prosto z bajki Disneya. Wszystko błyszczało w świetle księżyca. Wokół posesji co 5 metrów stali ochroniarze, a wszyscy wyglądali identycznie. Wysocy na 2 metry, o szerokich barkach i ogolonych głowach. Wpatrywali się w każdego wrogo. Wyciągnęłam nasze bilety z torebki i pokazałam mężczyźnie przy wejściu. Było strasznie głośno, wokół stało pełno ludzi z aparatami, nas jednak ignorowali. Myślę, że po prostu szukali kogoś sławnego, kogo mogliby przyłapać. Weszliśmy na teren pałacu. Stresowałam się. Serce biło mi jak oszalałe, chociaż nawet nie wiedziałam czemu. Złapałam Matta pod rękę i ruszyłam z nim po schodach w stronę drzwi.
Stanęliśmy w progu i oniemiałam z wrażenia. W środku było jeszcze piękniej niż na zewnątrz. Weszliśmy w głąb obszernego holu, gdzie co kilka metrów stały grupki elegancko ubranych osób , pogrążonych w rozmowie. Wyczułam pieniądze. Wszyscy wyglądali jak milion dolarów. Czułam, że to będzie impreza dla snobów, ale w tym momencie poczułam się tym wszystkim przytłoczona. Ja i Matt nie pasowaliśmy tutaj i kompletnie nie wiedziałam jaki był cel naszego przybycia. Rozejrzałam się wokół. Wszyscy byli zajęci sobą i choć staliśmy zaraz przy wejściu, nie było tak jak w bajkach. Czas się nie zatrzymał, rozmowy nie ucichły. Ani jedna osoba nie zawróciła sobie głowy by spojrzeć w naszą stronę. A ja poczułam się jak intruz. Jedyną przyjazną dla nas osobą okazał się kelner, który szarmancko podszedł z tacą pełną kieliszków z szampanem, a gdy już wzięliśmy po jednym, pokierował nas w stronę sali balowej. Minęliśmy salę, gdzie znajdowały się stoliki, a przy nich jeszcze większa iść osób i jeszcze większa ilość obsługi. Kelnerki biegały z homarami, a arystokraci w maskach świetnie się bawili, chociaż dla mnie siedzenie przy stole i wpierniczanie rybich jaj, zwanych kawiorem, było wręcz nudne. Mijając co chwilę greckie rzeźby dotarliśmy do Sali balowej. Ona okazała się być jeszcze piękniejsza. Wszystko było w stonowanych kolorach, ale równocześnie panował przepych, być może wszechobecnym złotem, zarówno na ścianach jak i dekoracjach. A na samym środku z sufitu zwisał przepiękny, ogromny żyrandol, który mienił się wszystkimi kolorami tęczy. Tutaj stało około dwudziestu osób, z kieliszkami szampana w dłoniach i kulturalnie gawędziło w mniejszych grupach. Na szczęście ci byli zdecydowanie młodsi niż snoby przy stolikach i w holu i wyglądali w miarę normalnie, w przeciwieństwie do niektórych pań, które widziałam w ogromnych kapeluszach, chustach, welonach, wiankach i innych dziwnych rzeczach. W oddali zauważyłam orkiestrę. I to nie orkiestrę, jaką widuje się na weselach wiejskich, ale potężną orkiestrę symfoniczną z dyrygentem na czele. Z ich instrumentów wydobywała się delikatna muzyka. Uśmiechnęłam się, słysząc dźwięk skrzypiec. Sala była ogromna i tutaj oczywiście również były stoliki. Myślę, że niedługo całe towarzystwo przeniesie się tutaj. Były też schody, pnące się wzdłuż prawie całej jednej ściany. Na górze balkon, na którym stało już parę osób i obserwowało sytuację pod nimi. Balkon znajdował się centralnie nad orkiestrą. Nie wiem czy to miało sens dla akustyki, ale niewiele mnie to obchodziło. Było tutaj naprawdę pięknie. A byłoby idealnie, gdyby obok mnie zamiast Matta stał Niall. Rozejrzałam się wokół. Swoją drogą, będzie mi trudno go znaleźć. Zawsze śmiałam się z filmów, na których był bal maskowy i kawałek kartonu sprawiał, że nikt nikogo nie rozpoznawał. Wydawało mi się to zawsze idiotyczne, ale teraz patrzyłam na tych ludzi i stwierdziłam, że przy takiej ilości osób znalezienie Nialla będzie graniczyło z cudem.
-Miłej zabawy życzę. Za około 15 minut rozpocznie się uroczysty taniec. – powiedział kelner i odszedł, częstując innych gości szampanem.
Uniosłam gwałtownie wzrok i spojrzałam na mężczyznę, który już odszedł. Jaki taniec? Zerknęłam na Matta, który pustym wzrokiem obserwował wszystkich dookoła.
-O czym on mówił? – zapytałam, ale on tylko wzruszył ramionami.
-Nie mam pojęcia. Mam iść zapytać? – spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się do niego słodko.
Idealnie.
-Mógłbyś? – zapytałam niewinnie, a on tylko się zaśmiał, cmoknął mnie w usta i odszedł. Odprowadziłam go kawałek wzrokiem, a później odwróciłam się na pięcie, wytarłam usta wierzchem dłoni, krzywiąc się i ruszyłam w stronę stolika z ponczem. Nie miałam pojęcia gdzie zacząć poszukiwania. Miałam mało czasu, bo Matt pewnie zaraz wróci i już nie opuści mnie do końca wieczoru. Poprawiłam swoją maskę i nagle usłyszałam jak ktoś obok mnie uporczywie kaszle. Spojrzałam w tamtą stronę i otworzyłam momentalnie szeroko oczy. Obok mnie stała Emma. Wyglądała przepięknie w długiej, dopasowanej granatowej sukni. Włosy miała upięte w warkocz francuski.
-Emma. – wydukałam i podeszłam do niej, od razu ją przytulając.
-Śledzimy cię odkąd tu weszłaś. – powiedziała i rozejrzała się wokół.
-Śledzicie? Kto tu jeszcze jest?
-Nie mamy czasu na takie pogaduszki. – spojrzała na mnie karcąco.
-O co w ogóle chodzi z tym balem? – zapytałam, przechylając głowę na bok. – I skąd mam bilety?
-Niall wam je podsunął. To bal charytatywny, bilety kosztowały fortunę, a on je wam zafundował. Na pewno niedługo cię znajdzie, bo też gdzieś się tutaj kręci.
Moje serce zabiło szybciej.
-Niall tu jest? – zapytałam, uśmiechając się do siebie.
-Tak. Z Berthą. – mój entuzjazm nieco opadł, tak samo jak uśmiech na mojej twarzy - Ale to nieistotne. Powiedz mi szybko o co chodzi z tym telefonem.
Zmarszczyłam czoło, nic już nie rozumiejąc.
-Więc… Ktoś ukradł mój telefon, a wczoraj mi go oddał. Myślę, że to Matt.
-Dlaczego akurat on? – przechyliła głowę na bok.
Westchnęłam.
-Wczoraj wieczorem wróciłam do hotelu i był tam mój telefon. Dostałam smsa, mówiącego o tym, że ktoś wie o moim sekrecie, a potem ktoś wysłał mi zdjęcie, na którym byłam ja, parę minut wcześniej. Ktoś był ze mną w tym pokoju i zrobił mi zdjęcie. Poza tym przez cały czas czułam się obserwowana, wszędzie, nawet pod prysznicem. A potem dostałam ataku i zemdlałam. Emma, przecież ja bym tam umarła, a obudziłam się cała i zdrowa w szpitalu. Matta nie było ze mną, a jednak w szpitalu siedział obok mnie. To on zrobił mi zdjęcie, obserwował mnie, a jak zobaczył, że mdleję to się nade mną zlitował i zabrał mnie do szpitala.
-Coś mi tu nie pasuje. Chwila, czułaś się obserwowana?
-Tak. A raz nawet Matt mnie śledził.
-Śledził cię?!
-No. Cała ta sytuacja jest porąbana, ja wiem, że on wie, a jednak sprawia wrażenie bardzo spokojnego, jakby wciąż żył w błogiej nieświadomości.
-Chloe, musisz dokładnie przejrzeć swój pokój hotelowy. Każdy kąt. Każdego głupiego kwiatka doniczkowego.
-Co, dlaczego?
Emma rozejrzała się wokół i znów spojrzała na mnie.
-Posłuchaj, to jest dużo bardziej skomplikowane. Niall też dostał smsa, że ktoś wie. Dodatkowo znalazł ukrytą kamerę w swoim mieszkaniu.
-Co?! – krzyknęłam, otwierając szeroko oczy, a parę osób odwróciło się w naszą stronę. Zerknęłam na nich zażenowana, po czym obie z Emmą odwróciłyśmy się do nich tyłem i zniżyłyśmy głosy do szeptu.
-Mówię serio. Przez cały czas próbował odgadnąć kim jest ten gość, czy dziewczyna, sama już nie wiem. Dlatego żadne z nas się z tobą nie kontaktowało, bo wszyscy wiedzieliśmy, że jesteście obserwowani 24/h. To jest popierdolone i chore, nie wiem czym kieruje się ta osoba, może ma jakąś obsesję na waszym punkcie. Dziwi mnie tylko, dlaczego jeszcze was nie wydała producentom.
Wzięłam głębszy wdech. Przez cały czas myślałam, że tylko ja mam problemy z tym „kimś”, ale okazuje się, że Niall też jest prześladowany. Szumiało mi w głowie od nadmiaru nowych informacji. A jeśli naprawdę mam zainstalowane kamery w pokoju?
-Matt miałby powód do zemsty, w końcu go przecież zdradzam. – spojrzałam na nią poważnie, coraz bardziej wierząc w to, że mój „chłopak” jest odpowiedzialny za to wszystko. Emma jednak pokręciła głową przecząco.
-Nie sądzę, żeby to był Matt.
-Więc kto inny?
-Bardziej byłabym skłonna powiedzieć, że to… - urwała, patrząc gdzieś ponad moją głową, nagle się wyprostowała i uśmiechnęła się szeroko – Świetnie, że się spotkałyśmy. Naprawdę nie sądziłam, że cię tutaj zobaczę. – powiedziała i znów przytuliła mnie do siebie. Domyśliłam się, że ktoś stoi za mną. Prawdopodobnie Matt. Odwzajemniłam więc uśmiech, po czym spojrzałam na nią znacząco wzrokiem, mówiącym, że jeszcze z nią nie skończyłam i wtedy ktoś objął mnie w talii. Zerknęłam na bok i ujrzałam Matta.
-O, Matt. Poznaj Emmę. – uśmiechnęłam się, a oni uprzejmie podali sobie dłonie. Wciąż przetwarzałam w głowie wszystko, co przed chwilą usłyszałam. Ktoś przez mikrofon zaczął mówić o tańcu, a kilka osób pobiegło na środek. Spojrzałam w tamtą stronę. W jednym szeregu stały kobiety, a naprzeciwko nich w pewnej odległości stali mężczyźni. Ocknęłam się, gdy Matt pociągnął mnie za rękę w tamtą stronę. Zdezorientowana spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Co robisz?
-Idziemy tańczyć.
Zerknęłam przelotnie na Emmę, a ta tylko pokiwała głową do mnie, uśmiechnęła się i odeszła. Jak w jakimś horrorze.
-Nie umiem układu!
-Ja też nie. Ale ten kelner powiedział, że może tańczyć kto chce. – odparł, po czym puścił mnie i sam podążył do szeregu mężczyzn. Rozejrzałam się wokół. Po obu moich stronach miałam około 10 dziewczyn, które stały wyprostowane i patrzyły przed siebie. Przełknęłam z trudem ślinę. Nie minęły dwie sekundy i zabrzmiała muzyka.
http://youtu.be/GzMk4a45rSQ (włącz dla lepszego efektu)
Tango. Ścisnęło mnie w żołądku. Tancerze zostali otoczeni przez innych. Byli tam wszyscy, przypuszczam, że snoby w kapeluszach również. Zauważyłam, że kobiety zaczęły się posuwać do przodu. No dobra, muszę improwizować. Zaczęłam robić to co one, robiąc powolne kroki w stronę Matta. Nagle stanęłam przed nim, a on zrobił krok w moją stronę tak, że nasze ciała się stykały. Zauważyłam, że reszta również tak zrobiła. Zerknęłam na Matta. Objął mnie w talii, a drugą ręką złapał moją dłoń. Spojrzałam w prawo, a on w lewo i zaczęliśmy iść. Po trzech krokach obróciliśmy głowy w drugą stronę, a potem z powrotem. Obrócił mną i pochylił moje ciało w dół. Serce biło mi jak oszalałe. Podniósł mnie z powrotem do góry. I znów zaczęliśmy iść. W kółko. Po chwili wszyscy stanęli, więc my również. Uniosłam wyprostowaną lewą nogę do góry, a potem znów obrót. Kompletnie nie wiedzieliśmy co robimy. Kątem oka zauważyłam, że jakaś dziewczyna zaczęła robić obrót w naszą stronę. Reszta robiła to samo. Puściłam chłopaka i zaczęłam się obracać, idąc w prawo, aż wpadłam w czyjeś ramiona. Uniosłam wzrok i zamarłam, widząc błękitne oczy. Od razu rozpoznałam jego zapach.
-Niall.
-Mam cię. – szepnął, a mój żołądek już przewrócił się do góry nogami. Zapomniałam o wszystkim. O Macie, o tych wszystkich ludziach wokół. O wszystkim. Byliśmy tylko my. Złapał moją dłoń, a ja aż poczułam prąd elektryczny między naszymi palcami. Zaczęliśmy iść, on do przodu, a ja się cofałam. Patrzyliśmy tylko na siebie. Obrócił mnie, a później przyciągnął do siebie, obejmując ramieniem. Oddychałam głośno tuż przy jego ustach. I wtedy odepchnął mnie jak jojo, zaczęłam się obracać, by w końcu stanąć daleko od niego, jednak byliśmy wciąż złączeni rękami. Stanęłam na jednej nodze, a drugą zgięłam w kolanie i unosząc rękę, pochyliłam się jeszcze bardziej w bok. Ludzie z zewnątrz zaczęli klaskać. Cóż, musiało to wyglądać efektywnie kiedy wszyscy zrobili to równocześnie. A potem zanim się zorientowałam, chłopak znów przyciągnął mnie do siebie. Uśmiechnęłam się i zaczęłam się przysuwać w jego stronę, ale wtedy on zaczął się cofać, a ja szłam przodem. Biło od nas gorąco. Wymieniliśmy się z jakąś parą miejscem. Uniósł mnie tak, że oplotłam go nogami w pasie, a zaraz potem zabrałam je, prawą wyprostowaną nogą zataczając koło do tyłu i znów wylądowałam na ziemi obok niego. Stojąc obok siebie zaczęliśmy iść do tyłu po obwodzie koła razem z innymi parami. Zaśmiałam się cicho, a Niall uśmiechnął się do mnie. Nawet nie wiedziałam, że potrafi tak tańczyć. Znów stanęłam naprzeciwko niego, kładąc dłoń na jego ramieniu. Odwróciłam głowę w prawo, a on w lewo i znów zaczęliśmy iść. Po chwili uniosłam nogi do góry, zginając je, a Niall pochylił moje ciało lekko w dół, po czym znów postawił mnie na ziemi. Znów szliśmy, aż chłopak stanął, przyciągnął mnie do siebie jak jojo, a na koniec pochylił moje ciało w dół, trzymając mnie za udo. Piosenka się skończyła, wszyscy zaczęli klaskać. Podniosłam się powoli i oddychając głośno, spojrzałam mu w oczy. Niall bez słowa pociągnął mnie za rękę w głąb tłumu, póki było zamieszanie i nikt nie mógł zauważyć, że zniknęliśmy. Skierowaliśmy się na schody.
-Gdzie idziemy? – zapytałam, ale nie odpowiedział. Biegliśmy w górę, a gdy dotarliśmy na balkon, myślałam, że się zatrzymamy, ale Niall pociągnął mnie na boczne schody. Wyszliśmy jeszcze wyżej. Stamtąd muzyka była ledwo słyszalna, a korytarz pusty. Zupełnie pusty. Tutaj już nie było aż tak wiele złota. Przeważała raczej sterylna biel. Zerknęłam na blondyna, ale zanim zdążyłam się odezwać, on już położył ręce na moich policzkach i mocno mnie pocałował. Cofnęłam się, ale sekundę później oparłam dłonie na jego klatce piersiowej i oddałam pocałunek z całą swoją tęsknotą. Uniósł mnie w górę, a ja oplotłam go nogami w pasie. Miałam mu tyle do powiedzenia. Ale teraz najważniejsze było to, że był tutaj ze mną.
-Tak bardzo tęskniłem. – wyszeptał i zniżył się ustami na moją szyję. Przygwoździł mnie do ściany, składając pocałunki na moim dekolcie. Jedną dłonią sięgnął za moje plecy i odpiął mi suwak sukienki. Bez wahania odplątałam mu krawat i rzuciłam na podłogę, po czym przyciągnęłam go za koszulę jeszcze bliżej. Niall zaczął całował moje piersi, a ja automatycznie zaczęłam oddychać szybciej. Zsunęłam z niego marynarkę, próbowałam rozpiąć jego koszulę, ale szło mi to wyjątkowo kiepsko, więc w końcu się wkurzyłam i pociągnęłam tak, że guziki odpadły i posypały się po ziemi. Usłyszałam chichot blondyna przy swojej skórze. Wplotłam dłoń w jego włosy, a on zrzucił z siebie koszulę, a potem zsunął ze mnie sukienkę. Znów zaczął mnie całować i przylgnął do mnie swoim ciałem. Sięgnęłam dłońmi do jego spodni i zsunęłam je. Zostaliśmy w samej bieliźnie. Spojrzałam mu w oczy, oddychając, ciężko, podczas gdy on ściągał moje majtki, a później swoje bokserki. Nie odrywał ode mnie wzroku, nawet, gdy powoli we mnie wszedł i szybko złączył nasze usta, skutecznie nie pozwalając mi głośno jęknąć. Tak bardzo tęskniłam za jego bliskością. Wbiłam paznokcie w rozgrzaną skórę jego pleców, a on zaczął poruszać biodrami. Przygryzłam jego wargę, na co on zamruczał gardłowo i wbił się we mnie jeszcze mocniej. Jęknęłam cicho. Poruszał się we mnie coraz szybciej, a ja mocniej objęłam go nogami. Znów zjechał ustami na moją szyję. Czułam jego gorący oddech na swojej skórze. Wplotłam dłoń w jego włosy i pociągnęłam za nie, gdy z moich ust znów wydobył się jęk. Starałam się być cicho, ale mimo wszystko nie potrafiłam. Tak bardzo za nim tęskniłam, że nie trzeba było długo czekać, żebym doszła.
Wtuliłam się w niego, pogrążając się w ekstazie, a on również doszedł i odetchnął głośno przy mojej szyi. Stał tak, ze mną na rękach, przez dobre 5 minut, zanim wyrównaliśmy oddechy. Szybko poszło. Spojrzałam mu w oczy i zaśmiałam się.
-Kto by pomyślał, że będziemy tak zdesperowani, żeby pieprzyć się przy ścianie.
Niall zachichotał w odpowiedzi i pocałował mnie przeciągle.
  
Ubraliśmy się i stanęliśmy oboje przy oknie. Oparłam głowę na jego ramieniu, a on mnie objął.
-Emma ci pewnie mówiła o tym, że miałem kamerę w domu. Widziałem was, ale nie mogłem podejść, bo stałem z Berthą.
Przytaknęłam, a on westchnął.
-Nie wiem jakim cudem ktoś wlazł do mojego mieszkania i zdążył zostawić tam kamerę. Musisz koniecznie wynieść się z tego hotelu.
Przytuliłam się mocniej do niego.
-Niall, myślę, że to Matt.
Chłopak spojrzał na mnie pytająco z góry, a ja się skrzywiłam.
-Dzisiaj, jak obudziłam się w szpitalu…
-Byłaś w szpitalu?! – krzyknął i otwierając szeroko oczy, złapał mnie za ramiona. – Nic ci nie jest?
Uśmiechnęłam się lekko.
-Miałam po prostu atak… Może od początku. Wczoraj byłam z Mattem na zakupach. Kiedy wracaliśmy, on powiedział, że musi jechać do rodziny, więc wracałam sama. Pojechałam najpierw do Emmy, ale jej nie zastałam. Jak wróciłam do hotelu, telefon leżał na komodzie. Spójrz, Matt miał wystarczająco dużo czasu, żeby go podrzucić zanim tam dotarłam. Potem odczytałam smsa, że ktoś wie. Byłam przekonana, że jestem w pokoju sama, ale wtedy dostałam mmsa. Zdjęcie, z na którym byłam ja, czytając smsa minutę wcześniej i rozglądając się na boki. Spanikowałam, dostałam ataku i zemdlałam. Sam wiesz, że gdyby ktoś nie zabrał mnie do szpitala w ciągu 10 minut, zginęłabym na miejscu. A nie zginęłam. Obudziłam się w łóżku szpitalnym, a obok mnie siedział Matt. To logiczne, że to on musiał zrobić mi zdjęcie, bo chciał mnie przestraszyć, a potem zemdlałam, więc mnie zabrał do szpitala, bo mimo wszystko nie jest tak popierdolony, żeby chciał mnie zabić.
-To ma sens. Ale i tak nie wierzę, żeby to był on. – odparł Niall, krzywiąc się przy tym.
-Więc kto?
-Nie wiem. Ale sama zobacz, chodziłby z tobą na głupie bale? Po co miałby ukrywać to, że wie?
Westchnęłam. To było zbyt skomplikowane.
-Nie chcę już o tym myśleć. Powiedz mi, dlaczego dałeś mi tą broszkę? – pokazałam na złotą ważkę w moich włosach, a Niall się uśmiechnął.
-To miał być znak rozpoznawczy, żebym mógł cię rozpoznać. Ale nie był potrzebny. Zauważyłem cię już w momencie, kiedy stanęłaś w drzwiach.
Uśmiechnęłam się szeroko.
-Kocham cię, wiesz?
-Wiem. – odparł zadowolony. – Musimy iść. Pewnie nas szukają. Spotkamy się jeszcze. Coś wymyślę. Pewnie Emma się z tobą skontaktuje.
Postanowiliśmy, że pójdziemy osobno, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Poszłam pierwsza, odwracając się jeszcze i uśmiechnęłam się do niego szeroko, po czym założyłam maskę i zniknęłam za ścianą. Zbiegłam po schodach na salę balową i zaczęłam się rozglądać za Mattem. Jednak nigdzie go nie widziałam. Zerknęłam w stronę orkiestry. Na podeście stała Adele i śpiewała. Uśmiechnęłam się lekko na ten widok, ale szybko wróciłam do rzeczywistości. Chodziłam w kółko, ale nie widziałam go nigdzie. Kątem oka zauważyłam, że Niall schodzi ze schodów. Przygryzłam wargę i rozejrzałam się wokół. Gdzie on może być? Ruszyłam do sąsiedniej Sali. Tam również go nie było. Poszłam do holu, a potem nawet na zewnątrz do ogrodów. Nigdzie nie mogłam go znaleźć, a utrudniał mi to fakt, że było ciemno i wszyscy byli w maskach. Poza tym wszyscy faceci wyglądali niemal identycznie. Jedynie wyróżniała go czerwona mucha. Wróciłam na salę balową cała roztrzęsiona. Sama nie wiedziałam czy z zimna, bo w końcu chodziłam po ogrodach bez płaszcza na mrozie, czy może ze strachu. A jeśli nas widział i tak bardzo go zraniłam, że uciekł? Rozglądałam się, bojąc się coraz bardziej, aż na kogoś wpadłam. Bąknęłam pod nosem słowa przeprosin, ale ktoś mnie nie puszczał. Uniosłam wzrok i zobaczyłam Nialla.
-Nie możesz go znaleźć. – bardziej stwierdził niż zapytał. Przytaknęłam, a on przeklął pod nosem.
-Kurwa. Berthy też nigdzie nie ma. Coś mi tu śmierdzi.
-To tylko przypalony homar. – uśmiechnęłam się słabo, ale Niall nie zrozumiał widocznie mojego żartu. Puścił moje ramiona.
-Wracam do domu. Chodź, odwiozę cię pod hotel. Wątpię, żeby tutaj byli. Myślę, że pojechali do domu. Tylko jeszcze nie wiem dlaczego. – westchnął, po czy dodał już ciszej – Wolę nie wiedzieć.

  
Okryłam się płaszczem i pomachałam jeszcze Niallowi na pożegnanie, po czym modląc się, sama nie wiem o co, ruszyłam do hotelu. Wyjechałam na górę, po czym stanęłam przed drzwiami. Cóż, z jednej strony chciałam, żeby były otwarte, bo wtedy Matt byłby w środku, ale to mogłoby oznaczać, że nas widział. Miałam złe przeczucia i obawiałam się, że sprawdzą się, kiedy wejdę do środka. Westchnęłam i nacisnęłam klamkę. Otwarte. Czułam, jak bije mi serce. Nieśmiało weszłam do pokoju. Matt stał tyłem do mnie przy oknie. Ten widok z jakiegoś powodu wcale mnie nie uspokoił. Zamknęłam drzwi.
-Szukałam cię. – powiedziałam, a on odwrócił się i spojrzał na mnie. Miał pusty wyraz twarzy.
-Jesteś pewna, że mnie szukałaś? – odparł kpiąco, a mi szybciej zabiło serce – Bo mi się wydaje, że świetnie spędziłaś czas beze mnie.
Wie.
O kurwa, on wie.
Zaczęłam panikować.
-Posłuchaj Matt. To naprawdę nie wygląda tak jak myślisz. – zaczęłam, ale byłam kompletnie nieprzygotowana do tej rozmowy. On w odpowiedzi rzucił szklanką, którą miał w ręce, o ścianę, a ta roztrzaskała się na drobne kawałeczki. Wzdrygnęłam się i odruchowo cofnęłam się do drzwi. Dobra, to już zaczynało mnie przerażać. Chłopak podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona, po czym przygwoździł mnie boleśnie do drzwi. Syknęłam, ale on nie zwracał na to uwagi. Patrzył na mnie tym wzrokiem. Tym samym, którym patrzył na mnie, kiedy jedliśmy u niego spaghetti i powiedział, że Niall mnie zdradza.
-Wiem wszystko, suko. Wszystko. Wiem, że jestem tylko przykrywką i wiem, że dalej się z nim spotykasz.
Zmarszczyłam brwi.
-Skoro wiedziałeś, to dlaczego dopiero teraz wybuchłeś, co? – odparłam, nagle pewniejsza siebie, a on popatrzył na mnie zdziwiony.
-O czym ty mówisz?
-Dobrze wiesz o czym mówię. To ty ukradłeś mój telefon i to ty mnie obserwowałeś.
-Jesteś jakaś popierdolona. Jeszcze dzisiaj rano o niczym nie wiedziałem.
-Więc jakim cudem byłeś wczoraj w hotelu na czas, kiedy zemdlałam i zawiozłeś mnie do szpitala?!
-Nie zawiozłem cię do szpitala, idiotko! Zadzwonili do mnie lekarze, że tam wylądowałaś.
Zamarłam.
Jak to? W takim razie kto do cholery to zrobił?!
Przełknęłam z trudem ślinę. Zajmę się tym później.
-W takim razie skąd wiesz?
Matt zaśmiał się ironicznie i przysunął się jeszcze bliżej mnie, dotykając ręką mojego uda. Chciałam strzepnąć jego rękę, ale był silniejszy.
-Naprawdę myślisz, że ci powiem? Nie zamierzam. Potraktowałaś mnie jak śmiecia. – splunął – I ja teraz zamierzam potraktować cię tak samo.
Zanim zdążyłam nawet zastanowić się co miał na myśli, Matt jednym ruchem zdarł ze mnie sukienkę, pozostawiając mnie w samej bieliźnie. Otworzyłam szeroko oczy i chciałam go odepchnąć, ale bezskutecznie.
-Co ty robisz?! – wrzasnęłam, na co uderzył mnie w twarz. Mimowolnie przechyliłam głowę w bok. Nie czułam bólu. Byłam zbyt zaskoczona, żeby czuć cokolwiek.
-Dziewicą pewnie też nie jesteś. – powiedział jak gdyby nigdy nic i zaczął mnie całować, wpychając na siłę język do moich ust. Kręciłam głową, aż w końcu ugryzłam go w język. Chłopak wyciągnął go z mojej buzi.
-Ty suko. – syknął i zanim się zorientowałam, on rzucił mną o ziemię. Zaczęłam się cofać na rękach, szukając potencjalnej broni. Szybko jednak Matt mnie dorwał i zaczął się do mnie dobierać. To było obrzydliwe, próbowałam go bić, ale to na niego nie działało. Kiedy położył rękę na moim kroczu, zaczęłam płakać. Kopnęłam go i na szczęście trafiłam w jego łydkę tak mocno, że poluźnił uścisk na moim ciele. Nie czekając na nic więcej wstałam i sięgnęłam po pierwszy lepszy wazon. Zanim jednak zdążyłam się odwrócić, chłopak mi go zabrał i uderzył nim w moją głowę tak mocno, że przed oczami zrobiło mi się ciemno i spadłam na ziemię, tracąc przytomność.


Obudziłam się na ziemi. Pierwsze co zrobiłam to złapałam się za głowę, która mocno pulsowała z bólu. Dopiero po chwili dotarły do mnie ostatnie wydarzenia. Rozejrzałam się wokół, ale chłopaka nigdzie nie było. Ale za to połowa rzeczy była porozwalana po pokoju, krzesła, pościel, rozbity szklany wazon i szklanka. Oparłam się rękami by wstać i syknęłam z bólu czując, jak kawałek szkła wbił się w mój nadgarstek. Wyciągnęłam go i podniosłam się. Zerknęłam mimowolnie do lustra na szafie i cofnęłam się, przestraszona. Byłam całkiem naga, a na moim ciele widziałam liczne sińce. Oplotłam się ramionami, czując jak łzy napływają mi do oczu.
Zgwałcił mnie. Matt, ten sam, którego uważałam za uroczego chłopaka.
Zaczęłam płakać i wzięłam pierwsze lepsze ubrania. Założyłam je na siebie, nie mogąc więcej patrzyć na swoje ciało. Zrobiło mi się niedobrze i zakręciło mi się w głowie. Od razu pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam do toalety.
Co jest? Przecież biorę leki.
Uklękłam na ziemi i dotknęłam czołem zimnych kafelek na ścianie. A po chwili zwymiotowałam znowu.
I wtedy do mnie dotarło.
Otworzyłam szeroko oczy, będąc przerażona samej siebie. Szybko wstałam i wróciłam do pokoju. Musiałam się stąd jak najszybciej wynieść. Wciąż płakałam, ale starałam się o tym nie myśleć. Podniosłam swoją walizkę, ale zauważyłam, że przecież ma zepsute zapięcie. Nie miałam czasu go naprawiać. Rozejrzałam się, po czym wzięłam walizkę Matta, wywaliłam z niej wszystkie rzeczy i przepakowałam do niej byle jak swoje. Upewniając się, że niczego nie zapomniałam, zapięłam torbę i ruszyłam do wyjścia, wycierając oczy. Założyłam płaszcz i wyszłam z mieszkania, trzaskając drzwiami. Wyszłam z hotelu, w ogóle nie mówiąc recepcjonistce, że już nie wrócę. Myślałam tylko o tym, żeby znaleźć jak najszybciej sklep. Starałam się być silna, chociaż nogi same się pode mną uginały.
Jak mógł zrobić coś takiego…
Dotarłam w końcu do jakiegoś czynnego sklepu, kupiłam karton soku i dwa testy ciążowe, po czym zapytałam, czy mogę skorzystać z toalety. Mężczyzna już miał zaprzeczyć, ale widząc zdruzgotaną, zapłakaną dziewczynę, poprowadził mnie na zaplecze. Weszłam do łazienki i postawiłam walizkę. Wypiłam cały karton, po czym zrobiłam test. Przez cały czas modliłam się, żeby był negatywny. Czas dłużył się niemiłosiernie. A potem wzięłam urządzenie do ręki i widząc wynik, z brzękiem puściłam go na ziemię. Drżącą dłoń przystawiłam do ust i czułam jak jeszcze więcej łez spływa po moich policzkach.
Nie, to niemożliwe. Nie teraz.
Czym prędzej zrobiłam drugi test, ale i na nim widniały dwie kreski. Ukryłam twarz w dłoniach. Cała się trzęsłam.
Jestem w ciąży.
I do tego nie wiem z kim.
Wybiegłam ze sklepu, nawet nie dziękując mężczyźnie za możliwość skorzystania z toalety. Była jeszcze noc, ale wiedziałam gdzie pójdę. Musiałam do niego iść i aktualnie nie obchodziło mnie nawet to, że ktoś nas zauważy razem. Potrzebowałam go teraz najbardziej na świecie.
Wyjechałam windą na jego piętro i stanęłam przed drzwiami. Wytarłam policzki od łez i nacisnęłam dzwonek, po czym objęłam się ramionami. Usłyszałam kroki, a później drzwi się otworzyły i już miałam się na niego rzucić, ale stanęłam w miejscu, zamierając. W progu stała Bertha, w samym szlafroku. Uśmiechnęła się do mnie ironicznie i mogłabym przysiąc, że spodziewała się mojej wizyty. Co oznacza, że ona również wie.
-Niall! To do ciebie, kotku. – powiedziała, odwracając głowę w głąb mieszkania, po czym posłała mi jeszcze jedno spojrzenie i odeszła.
http://youtu.be/-2U0Ivkn2Ds (włącz dla lepszego efektu )
Kiedy Niall pojawił się w zasięgu mojego wzroku, otworzyłam szeroko oczy. Był w samych bokserkach. Poukładałam wszystko w jedną całość. Zauważył, że coś się stało i już chciał zapytać o co chodzi, ale ja już wszystko zrozumiałam i wyprzedziłam go.
-Powiedz, że to nieprawda. – szepnęłam ostatkami sił i zamknęłam oczy. Nie odezwał się. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem.
Nie. Nie zrobiłby tego.
-Powiedz, że z nią nie spałeś! – krzyknęłam, czując jak kolejne łzy napływają do moich oczu. Blondyn westchnął i spojrzał na mnie, jakby właśnie chciał mi powiedzieć, że ukochany szczeniaczek zdechł.
-Przepraszam Chloe. – szepnął tylko i sięgnął do mnie ręką, ale się cofnęłam. Załkałam i zakryłam usta dłonią, kręcąc głową.
Nie. To nieprawda. Nie zrobił tego. Nie zrobiłby mi tego.
-Nie. – szepnęłam tylko. Znów próbował mnie dotknąć, ale się odsunęłam.
-To nie tak, naprawdę. Wytłumaczę ci. – powiedział, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem, ale chwyciłam za walizkę i cofnęłam się jeszcze bardziej, wciąż kręcąc głową.
-Obiecałeś mi. – szepnęłam, patrząc mu w oczy. – Ufałam ci.
Czułam, jak moje łzy kapią na podłogę. Odwróciłam się i czym prędzej ruszyłam do windy, ciągnąc za sobą walizkę.
-Chloe, poczekaj! – krzyknął za mną. Słyszałam jak podbiegł do mnie i złapał mnie za nadgarstek, ale wyrwałam mu się i z całej siły go odepchnęłam.
-Nie zbliżaj się do mnie! – krzyknęłam, wciąż płacząc, a on zaskoczony się cofnął.
-Nienawidzę cię. – szepnęłam jeszcze i ruszyłam do windy, zostawiając go samego na korytarzu. Wyszłam na zewnątrz i ruszyłam chodnikiem ciągnąc za sobą walizkę, ale tylko parę metrów. Później zatrzymałam się w miejscu i wzięłam parę wdechów. Z całej siły rzuciłam telefonem o ścianę budynku tak, że roztrzaskał się na małe kawałki. I wtedy wybuchłam. Miałam nogi jak z waty. Usiadłam na krawężniku i zaczęłam płakać jak małe dziecko. Jak on mógł mnie zdradzić? Wciąż w to nie wierzyłam. Płakałam tak mocno, że aż zaczynałam się zapowietrzać i musiałam sięgnąć po inhalator. Poczułam się taka mała. Jakby cały świat był przeciwko mnie. Moje serce z każdą kolejną łzą rozpadało się na mniejsze kawałeczki. Najgorsze jest to, że wcale najbardziej nie załamał mnie gwałt, ani ciąża. Najbardziej dotknęło mnie to, że osoba, którą kochałam nad życie mnie oszukała. Okłamała. Zdradziła. Niall mnie zdradził. Naprawdę to zrobił. Objęłam się ramionami, czując, jak się trzęsę. Tak, jak wcześniej serce biło mi jak oszalałe, tak teraz miałam wrażenie, że w ogóle nie bije. Nie miało dla kogo bić. Czułam się martwa. I prawda jest taka, że równie dobrze mogłabym umrzeć.
Nie wiem ile czasu minęło, zanim pozbierałam się w sobie i wstałam z krawężnika, ale zaczynało się robić już jasno, a na ulicy pojawiało się coraz więcej aut. Ruszyłam, ciągnąc za sobą walizkę i patrzyłam przed siebie pustym wzrokiem. Nie było już we mnie nawet małej iskierki życia. Dotarłam w końcu na miejsce i nacisnęłam dzwonek. Myślałam, że wylałam już wszystkie łzy, ale gdy Emma otworzyła drzwi, zaczęłam płakać z powrotem. Zaskoczona mocno przytuliła mnie do siebie.
-Co się stało?
-Mogę się u was zatrzymać?





MYŚLAŁAM ŻE NIGDY GO NIE SKOŃCZĘ 
TYLE EMOCJI WIEM 
SCENA Z TAŃCEM JEST ZERŻNIĘTA ZE STEP UP 3 
CO DO ROZDZIAŁU. OSOBIŚCIE TWIERDZĘ, ŻE JEST TO NAJWAŻNIEJSZY ROZDZIAŁ W CAŁYM ESCAPE. NAPRAWDĘ. JEDNOCZEŚNIE JEST ON TEŻ NAJDŁUŻSZY ZE WSZYSTKICH JAKIE W ŻYCIU NAPISAŁAM. WIEM, ŻE JEST TROCHĘ BŁĘDÓW I W OGÓLE, ALE PO RAZ PIERWSZY WZRUSZYŁAM SIĘ CZYTAJĄC COŚ, CO SAMA NAPISAŁAM, A UWAŻAM TO ZA WIELKI SUKCES. 
PROSZĘ, PISZCIE SWOJE OPINIE :)

piątek, 2 maja 2014

17

I co teraz?
Niall mnie chyba zabije. Może do niego pójdę, zanim do mnie zadzwoni i odbierze złodziej. Ale z drugiej strony, nie chcę ryzykować. No i sama myśl chodzenia samej po Londynie w nocy sprawiała, że robiło mi się niedobrze, a ledwo załatana dziura w płucach dała o sobie znać.
Wzięłam głębszy wdech i jeszcze raz rozejrzałam się spanikowana po pokoju.
Co ja mam teraz do cholery zrobić?
Krążyłam po pokoju w tą i z powrotem, ale nic to oczywiście nie dało. Wszystkie moje teorie sprowadzały się do Matta. No bo kto inny mógłby ukraść telefon? Tylko on miał klucze do pokoju, więc bez problemu mógł zabrać urządzenie, ale w takim razie po co otwierał okno? To wszystko wydawało mi się bez sensu.
Stwierdziłam, że będę udawać, że poszłam spać kiedy przyjdzie, potem jak już zaśnie, przeszukam jego rzeczy, czy nie ma w nich mojego telefonu. Tak, świetny plan. Gorzej będzie, jak go nie znajdę.
Na pewno znajdę, jestem pewna, że to on go zabrał.
Tylko co chciał tym osiągnąć? Może dowiedział się już wcześniej o mnie i Niallu, a teraz próbował tylko się upewnić.
Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane?
Zgodnie z moim planem, położyłam się na łóżku i leżałam tak, patrząc na drzwi i czekając aż Matt wróci. Minuty dłużyły mi się niemiłosiernie, nudziłam się potwornie, a tykający zegar irytował mnie najbardziej. Nie zgasiłam lampki nocnej, bo bałam się zostać tutaj sama w ciemności, ze świadomością ostatnich zdarzeń.
Nagle usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach, więc szybko przykryłam się kołdrą i zamknęłam oczy w momencie, kiedy drzwi się otworzyły. Usłyszałam kroki, skrzypienie zamykanych drzwi.
A może to nie Matt, tylko znowu włamywacz?  
Jezu, sama ustaliłam, że Matt i włamywacz to ta sama osoba. Spokojnie, spokojnie. To tylko Matt.
Podszedł do mojego łóżka i zgasił lampkę, po czym sam chyba położył się na swoim łóżku.
I skąd ja będę wiedziała, że już śpi? Czemu nawet nie poszedł się przebrać? Fuj.
Leżałam i leżałam, starając się oddychać najciszej jak mogłam. Nie wiem ile czasu minęło, może pół godziny. Zdrętwiała mi noga. Przewróciłam się na drugi bok w stronę chłopaka i otworzyłam delikatnie oczy. Mój wzrok już przyzwyczaił się do ciemności, więc bez trudu zauważyłam, że Matt śpi. Po cichu wstałam i powoli, ostrożnie zabrałam jego telefon z szafki nocnej. Odblokowałam go, wyciszyłam, żeby czasem nie wydawał z siebie jakiś niepożądanych odgłosów. Schowałam go częściowo pod kołdrę, żeby nie świecił zbyt mocno. Włączyłam kontakty i wyszukałam w nich swój numer. Wzięłam głębszy wdech, czując, że moje serce przyspiesza. No dobra. Jeśli moja komórka zacznie dzwonić i będzie schowana w jego rzeczach, to to zaważy o wszystkim. Tzn. że Matt wie o wszystkim, od razu się obudzi i będę musiała od razu z nim porozmawiać, a potem się wynieść. Ale i tak wolałam, żeby to on miał mój telefon. Kliknęłam w końcu zieloną słuchawkę i czekałam. Jeden sygnał. Drugi. Nic nie dzwoniło. Mojego telefonu tu nie ma. Ale Matt i tak mógł go zabrać, tylko po prostu schował gdzieś indziej.
Moje rozmyślania przerwał głos kobiety z telefonu, mówiący, że abonent jest czasowo niedostępny. Ktoś odrzucił połączenie.
Przełknęłam ślinę i odwróciłam się w stronę Matta. Spał. Nawet nie ruszył się z miejsca.
A to oznacza, że ktoś inny ma mój telefon.
No dobra, tego się nie spodziewałam. Musiałam coś szybko zrobić. Rzuciłam telefon na łóżko i uklękłam znów przed walizką, powoli ją otwierając. Oczywiście dzięki mojemu wrodzonemu szczęściu suwak zaciął się w połowie i nie chciał współpracować. Szarpnęłam raz, ale to nic nie dało. Spróbowałam drugi, ale i tym razem się nie odblokował. Wzięłam głęboki oddech, po czym szarpnęłam z całej siły tak, że zamek odleciał i przetoczył się po drewnianej podłodze, robiąc przy tym cichy hałas. Zamknęłam oczy i skrzywiłam się, słysząc za sobą jakieś mamrotanie Matta. Wstrzymałam oddech i powoli, bardzo powoli odwróciłam się i spojrzałam na chłopaka. Ale ten tylko przewrócił się na drugi bok i dalej spał. Odetchnęłam z ulgą. Rozwaliłam do końca całe zapięcie walizki i wyciągnęłam z niej po omacku stary telefon. Zamknęłam walizkę i poszłam do łazienki, zamykając za sobą drzwi. Dopiero tam włączyłam telefon i zasłoniłam rękami głośnik. Dobra, na tym telefonie nie mam nowego numeru Nialla, a i wolałabym z nim się nie kontaktować, bo to zbyt niebezpieczne. Znalazłam więc numer Emmy, przepisałam go do telefonu Matta i napisałam krótkiego, treściwego smsa.

„CZERWONY ALARM!!!!!! UKRADLI MI TELEFON! NIE WIEM JAK I CZEMU ALE GO NIE MA, PRZEKAŻ TO PROSZĘ NIALLOWI JAK NAJSZYBCIEJ. NIE WIEM CO MAM ROBIĆ! WYMYŚLCIE JAK KONTAKTOWAĆ SIĘ ZE MNĄ W INNY SPOSÓB. POSPIESZCIE SIĘ.
NIE ODPISUJ, BO TO NUMER MATTA. CHLOE X
PS: JESTEM PRZERAŻONA”

Odczekałam chwilę, a gdy miałam pewność, że sms doszedł, usunęłam go ze skrzynki. Zablokowałam telefon Matta, a swój wyłączyłam. Wyszłam po cichu z łazienki, odłożyłam wszystko na miejsce, po czym położyłam się i poszłam spać.
I tak ciężko było mi zasnąć. Nie miałam żadnego pomysłu co do tego, kto mógłby zadać sobie tyle trudu, żeby tutaj wleźć przez okno tylko po mój telefon. Martwiło mnie to. Tak bardzo chciałam skontaktować się z Niallem, zapytać co mam robić, ale wiedziałam, że nie jest to możliwe. Najbardziej bałam się, że złodziej pójdzie z tym do Modestu, Niall będzie miał przerąbane i obwini o wszystko mnie. No bo w sumie to moja wina. Byłam taka głupia, zostawiając telefon, idealne źródło naszego sekretu, na samym wierzchu. Gdybym wzięła go wtedy ze sobą, całej tej sytuacji by nie było. Pocieszam się, że zostało jeszcze tylko pół miesiąca. Część z tego to święta, więc mam nadzieję, że się uda.
Oby tylko nic nie wydarzyło się do tej pory.



3 dni później
   
Ostatnie dni spędzam tylko z Mattem. Zła wiadomość jest taka, że mój telefon dalej się nie znalazł i wciąż nie wiem gdzie jest, ani kto go zabrał. Dobra wiadomość natomiast jest taka, że jak na razie media nie dowiedziały się o mnie i Niallu. Z którym nawiasem mówiąc nie widziałam się od czasu, kiedy rozstaliśmy się przy helikopterze. Szczerze… nie miałam pojęcia co mam robić, bo w dalszym ciągu nie miałam od niego żadnej wiadomości, Emma też się nie odezwała, nawet zaczęłam myśleć, że po prostu ten sms nie doszedł do niej z telefonu Matta.
Aż do chwili, kiedy w południe ktoś zapukał do pokoju. Spojrzałam na Matta, a on tylko wzruszył ramionami i chciał wstać, ale powiedziałam, że ja otworzę. Podeszłam więc do drzwi i otworzyłam je, ale nikogo nie zastałam przed nimi. Rozejrzałam się po bokach i kątem oka zauważyłam, jak winda się zamyka, a w środku ktoś jest, ale nie zdążyłam rozpoznać kto. Westchnęłam i już miałam zamknąć drzwi, gdy zauważyłam, że na podłodze w korytarzu coś leży. Koperta. Czarna koperta, a obok niej złota maska. Zmarszczyłam brwi i kucnęłam. Usłyszałam jak Matt z głębi pokoju pyta o co chodzi, ale go zignorowałam. Podniosłam kopertę z ziemi i zauważyłam na niej ładny, złoty napis Chloe Woods. Uśmiechnęłam się do siebie i ostrożnie otworzyłam kopertę, po czym wyciągnęłam z niej jakiś prostokątny papierek. Przyjrzałam się złotym napisom. Bilet na bal. A właściwie dwa bilety. Zerknęłam na maskę, a później na zamknięte drzwi windy.
Pytanie tylko, kto to przyniósł? Niall? Emma? A może złodziej telefonu, a to tylko pułapka? Nie, gdyby to była pułapka, nie dostałabym dwóch biletów.
Przygryzłam dolną wargę i już chciałam wsunąć je z powrotem do koperty, gdy zauważyłam, że coś jeszcze w niej jest. Zajrzałam do środka i wyciągnęłam ostrożnie z niej niewielkiej wielkości złotą broszkę w kształcie ważki. Uśmiechnęłam się do siebie, zabrałam wszystkie rzeczy, włącznie z maską i wróciłam do pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi i usiadłam na łóżku Matta.
-Co tam masz? – zapytał i usiadł obok mnie, obejmując mnie w talii. Na moment moje ciało spięło się pod wpływem jego dotyku, ale kazałam sobie się uspokoić.
-Bilety. Na bal maskowy. Bilety są dwa, ale maska jedna. Musimy ci kupić. – odparłam, uśmiechając się szeroko.
Chłopak zmarszczył czoło i zabrał ode mnie jeden bilet. Zgrabnie schowałam broszkę do kieszeni spodni. Przyglądał się mu chwilę, a potem spojrzał na mnie.
-Od kogo to?
Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się.
-Nie wiem. Musimy iść na zakupy.
-Czemu?
-Bo bal jest jutro. Umiesz w ogóle czytać? – zapytałam, przewracając oczami, na co chłopak objął mnie ręką i przyciągnął do siebie, dusząc w uścisku. Pisnęłam, próbując go odepchnąć i zaczęłam się śmiać. Po chwili Matt pokręcił przecząco głową i stanowczo odłożył bilet na łóżko.
-Nie idę na żadne zakupy.


-Nienawidzę cię. – bąknął, patrząc na moje odbicie w lustrze. Zaśmiałam się i poklepałam go po ramieniu, po czym wręczyłam mu kolejny garnitur i wyszłam z przymierzalni. Z uśmiechem na twarzy przeglądałam wieszaki, ale nie mogłam znaleźć niczego, co pasowałoby do złotej maski. Co chwilę brałam coś do przymierzalni, a zaraz z powrotem odkładałam na swoje miejsce. Wszystko na mnie… wisiało. Ale i tak nie mogłam się doczekać tego balu. Byłam prawie pewna, że to Niall zostawił bilety i w ten sposób chce się ze mną zobaczyć. Boję się, że będzie zły na mnie za ten incydent z telefonem. Nawet nie miałam ochoty o tym myśleć, bo od razu miałam gęsią skórkę. Ta nieświadomość mnie przerażała. Ciekawa jestem, czy jeszcze kiedykolwiek odzyskam ten telefon i najważniejsze, czy dowiem się kto go zabrał. Od pewnego czasu czuję się obserwowana, może właśnie dlatego, że ktoś ma ten telefon i wie o nas. Oczywiście, jeżeli jest na tyle inteligentny i jeśli go to w ogóle cokolwiek obchodzi. Wślizgnęłam się do przymierzalni Matta i uśmiechnęłam się do niego szeroko, po czym założyłam mu na głowę jakiś wieśniacki kapelusz. Nawet w czymś tak okropnym wyglądał jak model z okładki jakiegoś magazynu. Blada cera kontrastująca z atramentowymi włosami i to przenikliwe, błękitne spojrzenie. Był cholernie przystojny i wcale nie zdziwiło mnie, jak ekspedientka, odchodząc od nas z garniturem, spojrzała na niego tęsknym wzrokiem. Miałam już za nią krzyknąć, że jeszcze ma szansę, bo Matt jest wolny i do wzięcia, ale na szczęście się powstrzymałam.
Szczerze mówiąc, to ja nawet nie wiem jak on może ze mną „chodzić”. Ograniczam nasze kontakty intymne do minimum, naprawdę minimum, a jemu widocznie w ogóle to nie przeszkadza. Myślałam, że będzie próbował dobierać się do mnie czy coś i tego najbardziej się obawiałam, ale ku mojemu zdziwieniu na nic nie naciskał, a mi jak najbardziej to pasowało.
Stanęłam obok Matta w jakiejś czerwonej sukience i spojrzałam na nas w lustrze. Byliśmy do siebie nawet podobni, można by było wziąć nas za rodzeństwo.
Nagle wydawało mi się, że zobaczyłam kogoś między manekinami, kto nam się przyglądał. Zmarszczyłam czoło, a zaraz potem otworzyłam szeroko oczy.
Niemożliwe, żeby... Nie. Niemożliwe.
Odwróciłam się gwałtownie przestraszona, ale postać, którą przed chwilą widziałam, zniknęła. Moje serce szybciej zabiło.
Przewidziało mi się. To tylko moja wyobraźnia.
Wzięłam głębszy wdech i zamaszystym ruchem zamknęłam zasłonę przymierzalni.
-Wszystko ok? - usłyszałam głos Matta, ale tylko uśmiechnęłam się lekko i przytaknęłam. Przechyliłam głowę na bok, gdy Matt objął mnie w talii i przysunął bliżej siebie. Uśmiechnęłam się do jego odbicia, a on wtedy przeniósł wzrok na mnie i pochylił się nade mną. Przełknęłam ślinę, widząc jak zamyka oczy i przybliża się jeszcze bardziej. Odruchowo nieznacznie się odsunęłam, ale i tak czekałam na nieuniknione. W momencie, kiedy nasze usta dzieliło nie więcej niż 2 milimetry, nagle zasłona przymierzalni zamaszyście się odsunęła, a my odskoczyliśmy od siebie ja oparzeni. Momentalnie moja twarz zrobiła się cała czerwona, chociaż tak naprawdę do niczego nie doszło i nie miałam powodu, żeby się rumienić. Na szczęście. Dziewczyna, ta sama, która przed chwilą wychodziła, teraz weszła z nowym zestawem dla Matta i podała mu  wieszak, starając się złapać z nim kontakt wzrokowy. Przewróciłam oczami widząc, jak na siłę próbuje z nami jeszcze trochę zostać. Zaczęła układać na wieszak poprzedni garnitur i robiła to tak wolno, że miałam ochotę osobiście ją stamtąd wypchnąć. Nie to, żebym chciała zostać z nim sam na sam, ale po prostu dziewczyna mnie zaczynała denerwować. A Matt najwyraźniej w ogóle nawet nie zwracał na nią uwagi. W końcu wyszła, a ja spojrzałam na ilość ciuchów, jakie nas otaczały. Nie wiem po jaką cholerę on tak długo wybiera głupi garnitur. Dla mnie wszystkie wyglądały tak samo. Zresztą nie po to tutaj przyszliśmy. Mieliśmy tylko kupić mu maskę, którą nawiasem mówiąc znaleźliśmy już w pierwszym lepszym sklepie. Chciałam też zainwestować w jakąś fajną, pasującą sukienkę, ale jak na złość we wszystkich wyglądałam jak ziemniak.
-A ten? - zapytał Matt, poprawiając mankiety. Kiedy on się zdążył przebrać?
-Weź który chcesz. - bąknęłam i zirytowana wyszłam z przymierzalni, prawie wpadając na upierdliwą ekspedientkę. Uśmiechnęłam się do niej sztucznie i wyminęłam ją. Wyszłam z całego sklepu i rozejrzałam się po galerii. Zaczęłam iść wzdłuż sklepów, ale do żadnego nie chciało mi się wejść, bo czułam, że i tak nic tam nie znajdę ciekawego. Zerknęłam na jakąś wystawę i odwróciłam wzrok, ale sekundę później zatrzymałam się i spojrzałam na nią jeszcze raz. Przez chwilę miałam wrażenie, że wystawę rozświetliło światło, a w głowie usłyszałam cichą muzykę objawienia. Uśmiechnęłam się do ślicznej, czarnej sukienki i od razu weszłam do sklepu.


W końcu odnalazłam Matta, a ten powiedział mi, że jednak nic nie kupił. Normalnie pewnie bym go udusiła na miejscu, ale miałam zbyt dobry humor po zakupie idealnej sukienki. Okazało się, że brunet chce jechać do swojej rodziny i zapytał, czy dam radę wrócić do hotelu sama. Taka z niego cipa, że nawet nie zapytał czy chcę jechać z nim. Ale bez wahania powiedziałam, że sobie poradzę. Szczerze mówiąc zdziwiłam się, że nagle zaczął gdzieś wychodzić.
Zamówiłam taksówkę i wsiadłam do samochodu, uprzednio żegnając się z Mattem delikatnym całusem w usta. Jak zwykle ledwo wsiadłam do taksówki i z obrzydzeniem wytarłam wierzchem dłoni buzię. Nienawidziłam tego uczucia. Zdrady jednocześnie wobec Nialla i Matta. Wcale nie czułam się dobrze z takim oszukiwaniem. I wciąż nie wyobrażam sobie, jak nagle zerwę z Mattem i wrócę do Nialla. Nie chciałam go ranić. Był taki sympatyczny, nie narzucał się, zazwyczaj, nie licząc tego, że mnie śledził, jadąc za mną samochodem. Ale mogę mu to wybaczyć. Tak samo mogę  mu wybaczyć nadopiekuńczość, jaką mnie obdarza. Po prostu się troszczy. Lepsze to, niż jakby mnie bił i wykorzystywał seksualnie, nie?
-Dokąd jedziemy? - zapytał taksówkarz, patrząc na mnie przez lusterko. Otworzyłam usta, ale od razu je zamknęłam. Gdyby nie złodziej telefonu, prawdopodobnie pojechałabym teraz do Nialla, ale w obecnej sytuacji wiedziałam, że to zbyt niebezpieczne. Poza tym cały czas czułam się obserwowana. Do hotelu też nie chciałam wracać i siedzieć tam sama. Pomyślałam o mamie. Ale znowu zaczną się pytania dotyczące Nialla, na które nie będę potrafiła odpowiedzieć, bo ona o niczym nie wie.
W końcu westchnęłam i podałam mężczyźnie adres Emmy. Wreszcie muszę z nią pogadać, może ona będzie coś wiedziała na temat balu maskowego. Może sama też się na niego wybiera. Byłoby świetnie, przynajmniej nie czułabym się tak nieswojo, dodatkowo z fałszywym chłopakiem u boku.
Chwilę potem stałam już pod jej mieszkaniem i zadzwoniłam do drzwi. Odczekałam chwilę, ale nikt mi nie otworzył. Zadzwoniłam jeszcze raz i znowu nic. No bez jaj, żeby nawet nie było ich oboje w domu, akurat wtedy, kiedy muszę się z nimi spotkać. Zirytowana zaczęłam naciskać uparcie dzwonek, ale doskonale wiedziałam, że mieszkanie jest puste. W końcu zrezygnowana westchnęłam i chciałam jej napisać smsa, ale zorientowałam się z opóźnieniem, że przecież nie mam telefonu. Napisałabym kartkę, ale nie miałam czym… i na czym. Rozejrzałam się wokół po korytarzu, przygryzając dolną wargę, aż w końcu mój wzrok padł na drzwiach do mieszkania naprzeciwko. Stwierdziłam, że zaryzykuję i nacisnęłam dzwonek. Usłyszałam kroki, a parę sekund później drzwi się otworzyły i stanął w nich jakiś starszy mężczyzna. Uśmiechnęłam się do niego i uprzejmie zapytałam czy mógłby przekazać sąsiadce z naprzeciwka, że byłam i nie zastałam jej w domu, i żeby się ze mną jak najszybciej skontaktowała. Mężczyzna zgodził się bez problemu i po chwili wrócił do swojego mieszkania, zamykając drzwi, a ja udałam się do hotelu.
Pewnie Alice też próbowała się ze mną wielokrotnie skontaktować. tak bardzo chciałam jej o wszystkim opowiedzieć, ale niestety nie miałam możliwości. Cała ta sytuacja była nieźle pokręcona, a miałam ciche wrażenie, że jutro na tym cholernym balu wszystko skomplikuje się jeszcze bardziej. Tylko nie miałam pojęcia w jaki sposób i jakie będą tego skutki.

Wchodząc do hotelu od razu recepcjonistka wyskoczyła zza lady i zawołała mnie do siebie. Może znaleziono mój telefon?
Z iskierką nadziei podeszłam do kobiety, opierając się łokciami o ladę.
-Słucham.
-Pani... - zrobiła przerwę, szukając czegoś pod ladą - Emma McCain chciała panią odwiedzić, ale niestety pani nie zastała. Kazała przekazać, że była i  że "jutro wszystko pani wyjaśni".
Emma tu była? Akurat wtedy kiedy ja byłam u niej? No serio? Ugh, ja i moje wrodzone szczęście.
-Dziękuję. - mruknęłam i odwróciłam się od recepcjonistki, podążając w stronę windy.
Skoro powiedziała, że jutro wszystko mi wyjaśni, tzn. że bal się odbędzie i ona na niego przyjdzie. Tak myślę. No bo jak inaczej miałaby się ze mną skontaktować? Znowu by tutaj przyszła?
Tyle pytań, żadnej odpowiedzi.
Mam nadzieje, że jutro zdecydujemy co w końcu robimy z całą tą sytuacją.
Westchnęłam, otworzyłam kluczem drzwi i weszłam do środka, niemal od razu rzucając się na łóżko, a obok siebie kładąc torbę z nowym nabytkiem w postaci ślicznej sukienki. Zmęczyłam się. Nawet nie wiedziałam czym, ale się zmęczyłam. Miałam ochotę iść spać, oczy same mi się zamykały... Gdy nagle usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Burknęłam coś pod nosem, ignorując dźwięk, ale po chwili zorientowałam się, że przecież ja nie mam telefonu. Podniosłam się gwałtownie z łóżka i rozejrzałam się wokół, po czym mój wzrok spoczął na komodzie. Wstałam i podeszłam do niej.
Mój telefon. Leżał w tym samym miejscu, w którym go zostawiłam. Czyli to oznacza, że znów ktoś się tu włamał.
Rozejrzałam się, czując jak moje serce przyspiesza swój ruch. Znów czułam się obserwowana. Tak jak ostatnio, pozamykałam wszystkie okna i drzwi, zajrzałam do szaf, pod łóżko, do łazienki, ale nikogo nie było. Znów znajdowałam się w mieszkaniu sama z nieodgadnioną zagadką.
Znowu usłyszałam dźwięk smsa. Wzięłam telefon i usiadłam z nim na łóżku. Oddychałam coraz płycej, czując jak moje ciśnienie się podwyższa. Odblokowałam go, otworzyłam skrzynkę odbiorczą i zobaczyłam na dwa smsy. Właściwie jeden sms, z drugi mms. Najpierw otworzyłam smsa.

Od: Nieznany
Uważaj. Znam twój sekret.

Otworzyłam szeroko oczy i przełknęłam ślinę. Słyszałam tylko własny oddech i bicie serca, ale i tak miałam wrażenie, że jestem obserwowana przez kogoś właśnie w tym pokoju. MMS potwierdził moje przypuszczenia. Otworzyłam go i przed oczami zobaczyłam zdjęcie, na którym stoję ja przed komodą i ze strachem rozglądam się wokół siebie. Zdjęcie zrobiono przed jakimiś dwoma minutami. Ktoś mnie obserwuje. Ktoś wie. Zaczęłam brać urwane oddechy, czując jak coraz trudniej jest mi złapać powietrze. Wypuściłam telefon z ręki przestraszona. Ktoś mnie prześladuje. Ktoś mnie obserwuje. Ktoś wie. Zaczęłam się dusić, próbując ostatkiem sił sięgnąć torebki z inhalatorem, ale bez powodzenia. Przed oczami pojawiły mi się czarne kropki. Ktoś mnie obserwuje. Ktoś wie. Nagle zapadła ciemność i osunęłam się bezwładnie na łóżko. Ktoś wie.
Tylko kto?





Przepraszam was, nie mam w ogóle czasu bo teraz jeszcze dodatkowo chodzę do pracy :/
Dziękuję za tak dużą ilość komentarzy pod poprzednim postem <3
Jak myślicie, co wydarzy się na balu? :)
Szablon by S1K