Druga część fanfiction o Niallu Horanie i Chloe Woods. Pierwsza część: emotive-emotions.blogspot.com

sobota, 5 kwietnia 2014

14

Przeciągnęłam się leniwie i spojrzałam na Matta. Był w trakcie opowiadania jakiejś historii, ale nie słuchałam go. Zaczęłam przesypywać piasek między palcami, obserwując jakim chłopak stał się innym człowiekiem odkąd ze sobą „chodzimy”. Zupełnie, jakby spełniło się jego najskrytsze marzenie. Było mi go cholernie żal czasami, że go tak perfidnie wykorzystuję. To było okropne, za każdym razem kiedy na niego patrzyłam, widziałam tylko to, jak będzie wyglądał za miesiąc, kiedy tak po prostu z nim zerwę, a zaraz potem wrócę do Nialla. Nasze pocałunki ograniczam do minimum, głównie ze względu na to, że jest mi niedobrze za każdym razem, gdy chociaż o tym myślę.
Na szczęście jak na razie Alice jeszcze nie zauważyła co jest grane, być może dlatego, że ma nowego chłopaka i brak jej czasu, żeby zwrócić uwagę na moje częste przebywanie z Mattem. Dotrzymała obietnicy blondynowi i zaprowadziła mnie na wszystkie badania, jakie miałam zrobić. A dzisiaj muszę iść z wynikami do lekarza. Muszę przyznać, że się boję, bo wciąż wymiotuję, często boli mnie też głowa . Nie mam pojęcia co mi jest, ale czuję, że jest coraz gorzej. Nie mówiłam Mattowi o moich problemach, więc jak na razie wie o nich tylko Alice i Niall.  
Z Emmą też nie rozmawiałam dość długi czas, bo pojechała sobie na Bahamy z Liamem. Tak im zazdrościłam, że mieli normalny związek i tak naprawdę tylko my z Niallem ciągle mieliśmy jakieś problemy. Ciągle coś stawało nam na przeszkodzie, jakby los celowo chciał nas rozdzielić, albo wystawić na próbę.
Z zamyślenia wyrwało mnie nagle imię mojego prawdziwego chłopaka, wypowiedziane przez Matta. 
-Co? – spojrzałam na niego, mrugając oczami. 
On tylko się zaśmiał, patrząc na mnie jak na małe dziecko.
-Mówię, że wiedziałem od początku, że coś jest nie tak z tym kolesiem. Mówiłem ci już dawno, że kogoś ma, a ty głupia nie chciałaś mi uwierzyć – pokręcił głową z dezaprobatą, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
Zamknij się.
– Powinnaś już dawno go zostawić. Bawił się tobą, jak zabawką. Przez cały ten czas. A ty wciąż naiwnie mu wierzyłaś…
Nie mogłam uwierzyć, że powiedział coś takiego. Byłam na niego wściekła i miałam wrażenie, że mówi to specjalnie, żeby mnie zranić. Bez słowa wstałam, a on popatrzył na mnie zdziwiony. Jego wyraz twarzy z triumfalnego, zmienił się na skruszony.
-Co robisz? – zapytał cicho. Zachowywał się, jakby miał jakieś rozdwojenie jaźni i to zdarzało się mu już niejednokrotnie. Był szczęśliwy, za chwilę zamieniał się w jakiegoś wariata, który mówił wszystko, co myślał i jeszcze czerpał z tego radość, a chwilę potem znowu stawał się jakimś pieprzonym kotem ze Shreka, któremu nikt nie mógł ulec. Oprócz mnie oczywiście.
-Idę do domu. – odpowiedziałam krótko, zabrałam swoją torebkę z piasku i odwróciłam się tyłem do niego. Nie zdążyłam zrobić nawet jednego kroku i chłopak mocno, zdecydowanie za mocno, ścisnął mój nadgarstek. Odwróciłam się więc znów do niego i spojrzałam zdezorientowana na swoją rękę.
-Puść mnie.
-Nie obrażaj się.
To przestań obrażać mojego chłopaka.
-Nie obraziłam się, po prostu muszę iść.
Popatrzył jeszcze chwilę na mnie bez słowa, chyba przetwarzając w głowie wszystkie „za” i „przeciw”.
-To mnie boli.
To wystarczyło, żeby odpuścił. Puścił moją rękę i uśmiechnął się lekko, a ja pocałowałam go w policzek. Do niczego więcej nie mogłam się zmusić. Ale wolałam dojść przynajmniej do jakiegoś kompromisu, tylko do końca grudnia.
-Zadzwonię. – powiedziałam tylko i czym prędzej stamtąd odeszłam.  Nie mogłam go już dłużej znieść. O boże, niby chodzimy ze sobą tydzień, a ja czuję się tak wykończona, jak po 25 letnim małżeństwie z jakimś pojebem.
Codziennie rozmawiam z Niallem przez telefon, więc myślę, że nawet nie ma żadnej szansy na to, żebym poczuła cokolwiek do Matta, bo blondyn wciąż mi o sobie przypomina. Nie rozmawiamy o swoich „partnerach”. Nie mogłabym znieść jego opowieści jak świetnie bawił się z Berthą. Byłam cholernie zazdrosna i nieszczęśliwa. Omijałam szerokim łukiem dostęp do jakichkolwiek informacji na ich temat. Nie mogłam na to patrzeć. Mimo wszystko ja naprawdę strasznie to przeżywałam. No bo błagam, która normalna dziewczyna chodzi z przyjacielem, którego nie kocha, żeby utrzymać swój sekretny związek ze sławnym chłopakiem?  
Żadna.  
Skoczyłam tylko do domu po wyniki badań, po czym ruszyłam prosto do lekarza. Chciałam zabrać ze sobą Alice, ale niestety nie zastałam jej w domu, więc byłam zdana na siebie. Stojąc przed gabinetem, wahałam się czy nacisnąć klamkę, czy uciec. Naprawdę nie chciałam tam wchodzić, nie chciałam słuchać jego idiotycznych teorii na temat mojej samooceny, a już przede wszystkim nie chciałam wiedzieć co oznaczają te wyniki i co tak naprawdę mi jest. Cofnęłam się o krok, ale w tym samym momencie drzwi się otworzyły i stanął w nich zaskoczony doktor.
Kurwa.
Uśmiechnęłam się jak gdyby nigdy nic.
-Można?
Lekarz cofnął się i wpuścił mnie do środka, po czym zamknął za mną drzwi i usiadł przy biurku.
-Panno Woods.
Popatrzyłam na niego chwilę zdezorientowana i dopiero sekundę potem zauważyłam, że wysuwa w moją stronę rękę. Bynajmniej nie, żeby się przywitać. Chciał wyniki. 
O, nie, nie dostaniesz ich dziadku, są moje. 
 No dobra, ostatecznie dałam mu do ręki te cholerne kartki i prześwietlenia rentgenowskie. Mężczyzna przez dobre parę minut przeglądał uważnie każdy wyraz, podczas gdy ja bawiłam się palcami i wierciłam na krześle. Lekarz wstał i przez chwilę pomyślałam, że chce mnie wywalić za drzwi, mówiąc „Niewdzięczna dziewko, wiedziałem, że masz bulimię!”. Ale ja wcale nie miałam bulimii, nigdy w życiu nie siedziałam przed kiblem, siląc się, żeby zwymiotować. Jednak doktor nie podszedł do mnie, ale do jakiejś tablicy i przyczepił tam rentgen mojej głowy. Przez chwilę patrzył na niego w skupieniu, a ja coraz bardziej zaczynałam się pocić i denerwować. A potem odwrócił się, zamknął długopis kliknięciem i spojrzał czujnym wzrokiem znad okularów na moją sylwetkę. To było dziwne spojrzenie, jakieś takie podejrzliwe. Poza tym czemu on nic nie mówi, tylko się patrzy? Może chce mnie zgwałcić. O boże, znów muszę obmyślić plan ucieczki.
-Panno Woods. – zaczął, po czym usiadł na krześle naprzeciwko mnie i oparł łokcie na biurku, splatając palce. – Czy miała pani w ostatnim czasie kłopoty ze słuchem? Słabo pani słyszała, albo szumiało pani w uszach?
Zmarszczyłam brwi.
Co to do cholery ma wspólnego z moimi wymiotami?
-Yymm… Raczej nie, chociaż parę pary szumiało mi w uszach. Ale nie było to szczególnie kłopotliwe.
Lekarz pokiwał głową i wziął głębszy oddech.
-Rozumiem. Badania wykazały więc, że choruje pani na chorobę Ménière'a. To bardzo rzadka choroba.
Jezu, brzmi jakby nie było na nią żadnego lekarstwa.
Doktor widząc moją reakcję uśmiechnął się lekko.
-Spokojnie, na razie wszystko jest w porządku. Ma pani szczęście, że przyszła pani teraz. Gdyby chorobę zdiagnozowano parę miesięcy później, mogłaby pani stracić słuch.
Otworzyłam szeroko oczy.
-No dobrze, ale na czym w ogóle polega ta choroba?
-Jest spowodowana wzrostem ciśnienia endolimfy w błędniku. Objawia się, tak jak u pani, zawrotami głowy, szumem usznym, wymiotami  i w późniejszych stadiach choroby utratą słuchu.
-Czyli mam rozumieć, że nic mi nie grozi?
-Może być pani spokojna. Wystarczy przyjmowanie leków. – zaczął pisać coś na karcie pacjenta – W przypadku, gdyby sytuacja się nie zmieniała, wtedy proszę znowu przyjść.
Oderwał w końcu receptę i wręczył mi do ręki.
-Naprawdę nic pani nie zagraża, panno Woods. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli się już tutaj znowu widzieć.
-Ja też. – bąknęłam i wzięłam od niego receptę. Pożegnałam się z nim kulturalnie, po czym wyszłam z gabinetu. Spojrzałam na kartkę. Szarpały mną jakieś sprzeczne uczucia.
Mam jakąś chorobę, o której nawet nigdy nie słyszałam? No cóż, powinnam się cieszyć, że to nie jest nic poważniejszego.
Od razu poszłam do apteki, ignorując smsa od Alice, żebym natychmiast wracała do domu, nieważne gdzie jestem. Położyłam kartkę na ladzie i odpisałam dziewczynie, że zaraz przyjdę, podczas, gdy aptekarka chodziła tam i z powrotem, szukając dla mnie leków.
-To będzie 228.5$.
Spojrzałam na nią znad telefonu jak na wariatkę.
-Słucham?
-228.5$
No to już wiem dlaczego tak łatwo poszło z tą chorobą, skoro leki są tak potwornie drogie. Ciekawe za co ja mam za nie zapłacić, skoro nawet nie mam tutaj żadnej pracy. Dostaję tylko marne stypendium, które starcza akurat na podstawowe utrzymanie i nic poza tym. Zamrugałam parę razy, patrząc na aptekarkę i w końcu wyciągnęłam portfel. Miałam tylko 100$. Super.
-Wie pani co.. Ja wezmę tylko połowę z tych lekarstw, a po resztę wrócę kiedy indziej.
Aptekarka kiwnęła głową i wstukała coś na kasie fiskalnej, po czym zabrała połowę pudełeczek, a resztę włożyła do siatki. Podałam jej banknot i uśmiechnęłam się ostatni raz, zamykając pusty portfel. No to ekstra. Zostałam bez grosza.

Otworzyłam drzwi do mieszkania i zrezygnowana weszłam do środka. Nawet nie zdążyłam odłożyć siatki z lekami, a Alice stała już przy mnie.
-Wybacz, że tak piszę i w ogóle, ale nie uwierzysz co znalazłam! – krzyknęła, wymachując gazetą w ręce, podczas gdy ja ściągałam spokojnie buty. Po chwili obie poszłyśmy do pokoju i dziewczyna popchnęła mnie, żeby usiadła, po czym sama usadowiła się obok mnie i rzuciła gazetę na moje kolana. Spojrzałam na okładkę i poczułam ucisk w żołądku. Tak jak przypuszczałam, na zdjęciu stał Niall, obejmując Berthę ramieniem.
To powinnam być ja. Nie ona.
To ja powinnam być z nim teraz.
To ja powinnam być z nim teraz szczęśliwa.
Ale jestem tu. Samotna, z fałszywym chłopakiem i przyjaciółką, która o niczym nie wie. I do tego bez kasy. Przełknęłam ślinę i podniosłam wzrok na Alice, która patrzyła na mnie wyczekująco.
-No co?
W odpowiedzi współlokatorka zmarszczyła czoło i spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Spodziewałam się zupełnie innej reakcji. Myślałam, że wybuchniesz płaczem, czy coś.
Wzruszyłam tylko ramionami, unikając kontaktu wzrokowego i odłożyłam gazetę na bok. Nie byłam w stanie patrzeć na to choćby przez sekundę dłużej.
-Czegoś mi nie powiedziałaś, prawda..?
Wiedziałam, że sama się zorientuje, była zbyt mądra, żeby pomyśleć, że tak po prostu się rozstaliśmy. Obie to wiedziałyśmy. Ale nie odpowiedziałam jej. Nie miałam pojęcia co jej powiem. Czy mam jej wytłumaczyć całą sytuację? Przecież miałam być cicho. Im więcej osób wie, tym gorzej i bardziej narażamy się z Niallem na radar Modestu.
-Co wy kombinujecie do cholery? – zapytała w końcu, zmuszając mnie, żebym na nią spojrzała.
Mam już dość tego dnia.
-Musieliśmy chwilowo się rozstać, bo Modest nie chce, żebyśmy byli razem. To długa historia. Naprawdę nie mam ochoty o tym rozmawiać.
-Ale dlaczego on jest z tą dziewczyną, której tak nie lubisz?
Westchnęłam.
-Ja jestem z Mattem. – powiedziałam niechętnie pod nosem.
-CO?! – krzyknęła Alice i spojrzała na mnie, szeroko otwierając oczy ze zdziwienia. Skrzywiłam się. No tak, tego już nie przewidziała. Nie wycofam cię. Muszę jej powiedzieć wszystko.


Po opowiedzeniu całej historii z Modestem i kiepskim planem Nialla, spojrzałam na Alice ze smutkiem w oczach. Cała moja opowieść brzmiała, jakbym sobie ją wymyśliła i tak naprawdę ukrywała prawdę. Na przykład, że mnie zdradził. No bo to wyglądało, jak kiepskie kłamstwo. Było mało realne i nie zdziwiłabym się, gdyby współlokatorka mi nie uwierzyła.
-Rozumiem.
Och. No dobra.
-I co teraz?
-Nic. Po prostu muszę tak poczekać do końca miesiąca. A potem zerwać z Mattem.
Alice machnęła ręką.
-Nie przejmuj się, on i tak jest dziwny. No bo proszę cię, jak on mógł odrzucić mnie?
Zaśmiałam się i pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Właśnie, byłam dzisiaj u lekarza.
-Tak? I co? Wiesz już co ci jest?
-Tak. To jakaś dziwna choroba, której nazwy nie potrafię wypowiedzieć. Ale lekarz powiedział, że to nic takiego. Dopóki nie dowiedziałam się ile kosztują leki. – przejechałam palcami po włosach i wypuściłam głośno powietrze z ust – Starczyło mi tylko na połowę.
-To ile one kosztują?
Westchnęłam.
-Ponad 200$.
-Nie mówisz serio.
-Mówię śmiertelnie poważnie. A dawka starcza na miesiąc. Mogłabyś... pożyczyć mi trochę kasy? – spojrzałam na nią, przygryzając dolną wargę. Musiałam kupić te leki, a nie zamierzam zwracać się z tym do Nialla, żeby za mnie płacił. Nie chcę go wykorzystywać, wolę sama sobie na wszystko zapracować.
-Twój chłopak ma pełno forsy, czemu do niego nie zadzwonisz?
-Głupio mi trochę.
Alice przechyliła głowę na bok i spojrzała na mnie karcącym wzrokiem.
-Nie przesadzasz? Dla niego to nic takiego i jestem pewna, że jak się dowie, to nawet wciśnie ci tą kasę na siłę.
-Kto powiedział, że się dowie… - bąknęłam pod nosem, mając nadzieję, że tego nie usłyszała. Oczywiście się myliłam.
-Ja tak powiedziałam. Jeżeli mu nie powiesz, to ja to zrobię.
Otworzyłam szeroko oczy.
-Nie zrobisz tego.
Nawet nie zdążyłam zareagować, kiedy brunetka wyciągnęła telefon i wybrała numer do Nialla, przykładając urządzenie do ucha.
-Alice – jęknęłam, patrząc na nią błagalnie. Usłyszałam sygnał połączenia. Kurwa, ona naprawdę do niego dzwoni.
-Alice, rozłącz się. Sama mu o tym powiem, i tak pojutrze jadę do Londynu. Obiecuję, że powiem, proszę cię.
W końcu mnie posłuchała i zanim zdążył odebrać, kliknęła czerwoną słuchawkę i odrzuciła telefon na pościel.
-Dobra, ale pod koniec tygodnia zadzwonię i jak się dowiem, że nie powiedziałaś, to już po tobie.
Odetchnęłam z ulgą. Naprawdę nie chciałam, żeby dowiedział się od niej. Byłby zawiedziony, że nie ufam mu na tyle, żeby samej poprosić o trochę pieniędzy na leki. A ja nie chciałam go rozczarowywać.

Rozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę z Alice i w końcu postanowiłyśmy, że następnym razem wezmę ją ze sobą do Londynu. Proponowałam też, żeby została tam na stałe, tak jak ja, ale nie chciała. Stwierdziła, że czułaby się tam jak intruz, bo nikogo nie zna. Tłumaczyłam jej, że miałaby mnie, ale nie była zbyt przekonana. Więc, trudno. Może zmieni zdanie, kiedy tam przyjedzie. Na razie co prawda ma kolejnego chłopaka. Nazywam go numerem 49, bo nie wiem jak ma na imię. Ciągle mi mówi, ale zapominam. I tak twierdzę, że nie będzie mi to potrzebne, bo pewnie jak wrócę, to już się rozstaną. Mam nadzieję, że w końcu znajdzie kogoś, kogo pokocha tak bardzo, żeby go przy sobie zatrzymać. Tak jak ja znalazłam Nialla.
Nagle zadzwonił mój telefon. Wzięłam go do ręki z nadzieją, że dzwoni blondyn, ale to nie on, tylko Matt. Westchnęłam i niechętnie odebrałam.
-Cześć kotku, mam świetnie wieści.
O, coś nowego.
-Jakie? – zapytałam ostrożnie. Miałam złe przeczucie. Był aż nazbyt szczęśliwy.
-Jadę z tobą do Londynu!
CO?!
Nie.
Nie nie nie nie. Tylko nie to! To zniszczy cały plan!
Nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa, więc zaczęłam uporczywie dźgać Alice w nogę, żeby zwróciła na mnie uwagę. Gdy w końcu oderwała wzrok od laptopa, zasłoniłam telefon ręką i przedstawiłam jej całą sytuację. Zaczęłam się trząść. Boże, przecież to rujnuje wszystko.
-Powiedz mu, że jesteś dziewicą.
Zmarszczyłam brwi. A co to ma wspólnego z… Chwila. Ma rację. Powiem mu, że jestem dziewicą, może to uratuje sytuację. Odsłoniłam w końcu telefon i przycisnęłam go do ucha.
-Chloe? Jesteś tam? Chloe?
Och zamknij się kutasie.
-Jestem. Jak to jedziesz ze mną do Londynu?
-Jakieś sprawy rodzinne. Ale nie będziemy musieli się rozstawać na tyle czasu! Będziemy mogli mieszkać razem przez cały ten miesiąc. Ale ekstra, już się nie mogę doczekać!
Zakrztusiłam się własną śliną.
-Mieszkać? – wydusiłam z siebie w końcu. Alice uniosła brwi, przysłuchując się rozmowie i przysunęła się bliżej, żeby usłyszeć to co mówi Matt.
-No.
Myślałam, że zemdleję. W co ja w ogóle wpakowałam… 
-Matt, ja… Ja ten, no. Ja jestem dziewicą. – spojrzałam na Alice, która zasłoniła dłonią usta, próbując powstrzymać wybuch śmiechu. Sama również się uśmiechnęłam. Jak dobrze, że Matt nie wiedział o mojej przypuszczalnej ciąży. A teraz po drugiej stronie panowała cisza.
-Och.
-Yhym…
-Myślałem, że nie jesteś. W końcu chodziłaś z takim… facetem. I po prostu. Jezu, myślałem, że jeszcze z tobą jest, bo jesteś dobra w łóżku. – powiedział w końcu, jakby oskarżycielsko, a ja spojrzałam na Alice zaskoczona. Obie otwarłyśmy szeroko oczy. Boże co mu jest, czemu on mówi takie rzeczy?! Zacisnęłam mocniej dłoń na telefonie. Miałam ochotę wyrzucić mu wszystko i oznajmić, że jest tylko przykrywką, bo tak naprawdę kocham Nialla, z którym pieprzę się kiedy tylko mogę i jest zajebiście. Ale Alice mnie powtrzymała. Wzięłam głęboki oddech, wytrzymując jej karcące spojrzenie i paznokcie wbite w skórę mojej ręki.
-Jednak jestem… I nie będę się czuła komfortowo, jeśli…
-O, nie przejmuj się tym, Chloe. Ja mogę poczekać.
Dzięki ci Boże.
-Ale przecież i tak możemy wynająć sobie jakieś mieszkanie. Będzie fajnie, zobaczysz.
NIE!
Nie zniosę tego dłużej.
Wiedziałam, że muszę się zgodzić, bo on nie odpuści.
No dobra. Jakoś sobie z tym poradzę.
-Ok…
-Serio? To super! Widzimy się pojutrze!
I się rozłączył. Rzuciłabym telefonem o ścianę, ale było mi go szkoda, więc rzuciłam go na łóżko współlokatorki.
-Ej, będzie w porządku. Po prostu będziesz mówiła, że idziesz do Emmy, albo do rodziców, albo załatwiać sprawy z przeniesieniem na uczelnię londyńską, podczas gdy będziesz się spotykała z Niallem.
-Czarno to widzę.
-A ja wręcz przeciwnie. Nie ekscytuje cię to? Taka zakazana miłość. Wasz związek jest tak ciekawy i pełny intryg, że ja nie przeżyłam tyle z 49-cioma chłopakami, co ty z jednym.
Spojrzałam na nią jak na debilkę, na co tylko się zaśmiała, charakterystycznie przygryzając język zębami.
-Serio! Można by było zrobić o was film. Dobry pomysł.
-Daj spokój. – przewróciłam oczami – Muszę zadzwonić do Nialla.
-Przekaż mu całusy ode mnie. – rzuciła, chichocząc i wyszła z pokoju. Uśmiechnęłam się. Będę za tym tęskniła, za jej spontanicznym podejściem do życia. Będzie mi tego brakowało w Londynie, dlatego mam nadzieję, że jednak kiedyś da się przekonać na przeprowadzkę do Wielkiej Brytanii. Nie chcę, żeby zostawała tutaj sama. To smutne. Traktowałam ją jak siostrę, tak samo jak Emmę i nie mam pojęcia, jak niby mam się z nią pożegnać, prawdopodobnie na zawsze.
Westchnęłam i wzięłam znów swój telefon, wybierając numer do blondyna. Zaczęłam skubać nitkę, wystającą z kołdry, czekając aż odbierze. Stresowałam się.
-Cześć kochanie. – usłyszałam i momentalnie moje serce zaczęło szybciej bić i poczułam, jak motylki w brzuchu budzą się do życia.
-Cześć. – uśmiechnęłam się do siebie nieśmiało – Muszę ci o czymś powiedzieć. Sprawy się trochę pokomplikowały i mamy problem.
-Co się stało?
-Matt jedzie ze mną do Londynu.
Zapanowała cisza.
-To jakiś kiepski żart na Prima Aprilis?
-Jest listopad, Niall.
-Wiem. – odparł zirytowany, a ja tylko mocniej przygryzłam dolną wargę.
-I co teraz?
Znowu cisza. Zaczynałam się bać i to poważnie. Do tego poczułam metaliczny smak w moich ustach. Dotknęłam palcem wargi i tak jak myślałam, przygryzłam ją tak mocno, że zaczęła krwawić. Ekstra.
-Jest jeszcze coś. – powiedziałam w końcu.
-Co?
Wzięłam głębszy oddech. 
-On chce ze mną mieszkać. 


Ostatnio coś was mało.

czwartek, 27 marca 2014

13


Zamarłam. Kompletnie zapomniałam jak się oddycha i poczułam mocny ucisk w żołądku. Nie odezwałam się. Po prostu patrzyłam na niego zupełnie nie rozumiejąc o co chodzi. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Chłopak w końcu widząc, że nie zamierzam się odezwać, postanowił kontynuować.
-Przepraszam, Chloe. Ja… - zaczął niepewnie, ale od razu mu przerwałam. Zebrałam w sobie cały gniew i właściwie nawet nie myślałam o tym co mówię.
-Przepraszasz? – prychnęłam – Za co? Za to że nie odzywałeś się przez miesiąc? Za to, że przyjechałeś tu tylko po to, żeby ze mną zerwać? O, a może za to, że prawdopodobnie zrobiłeś mi dziecko?
Nie zdążyłam nawet ugryźć się w język. Niall otworzył szeroko oczy i wpatrywał się przez chwilę we mnie w milczeniu. Miałam ochotę wstać i wyjść. Wszystko się wali, w tym samym czasie.
-Mówisz serio? – zapytał tak cicho, że ledwo go usłyszałam.
-Nie udawaj, że cię to obchodzi.
Zaczynała mnie już boleć głowa od tego wszystkiego.
-Obchodzi mnie, Chloe. Nie przyjechałem po to, żeby z tobą zerwać, wysłuchaj mnie… – powiedział ostrożnie i spokojnie, sięgając dłonią w moją stronę, ale wyciągnęłam ręce w obronnym geście.
-Nie dotykaj mnie! – krzyknęłam i nie wiedzieć czemu odsunęłam się od niego. Spojrzał na mnie zdziwiony, zupełnie nie spodziewając się mojego wybuchu. Szczerze mówiąc sama nie potrafiłam tego wytłumaczyć. Nie bałam się go. Byłam bardziej zła, niż przestraszona. Po raz pierwszy nie byłam załamana. Byłam raczej wściekła za to, jak mnie traktuje.
-Dobra Chloe. Uspokój się. Jesteś pewna, że jesteś w ciąży?
-Nie, nie jestem i nie chce być.
-To zrób ten test teraz, póki tu jestem…
-O, czyli zaraz wyjeżdżasz?
Przełknął ślinę i wziął głębszy wdech. Nie odpowiedział mi na pytanie, więc pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Zrobię test, ale dopiero po tym, jak mi wszystko wyjaśnisz.
Westchnął. Pewnie już się nauczył na pamięć swojej wymówki i szykuje się do przemówienia.
-Chloe, żeby było jasne. Wcale z tobą nie zrywam. Przynajmniej nieoficjalnie tego nie robię. Sprawa wygląda tak, że ledwo wróciłem do Londynu i miałem spotkanie z ludźmi z Modestu, którzy zaczęli przedstawiać swoje argumenty i w końcu powiedzieli mi, że mam z tobą zerwać. Tak, po prostu mi to rozkazali. A, że drobnym druczkiem w umowie jest napisane, że mają do tego prawo, to właściwie nie miałem nic do gadania. Nie chodzi tylko o nasz wypad na napis Hollywood. Ogólnie stwierdzili, że związek z tobą wpływa źle na moją reputację, co jest nieprawdą, bo właściwie tą reputację mi poprawiasz. I przede wszystkim, że są same problemy z tobą. Np. twój pobyt w szpitalu, moje załamanie po tym, jak wyjechałaś. Przedstawili jasno swoje warunki. Miałem możliwość skontaktować się z tobą tylko raz, a nie chciałem tego robić telefonicznie, więc czekałem do twoich urodzin, żeby wyjaśnić ci wszystko prosto w oczy. Chłopaki niczego nie wiedzą, nie powiedzieli im i ja niby też miałem milczeć. Muszę im powiedzieć, ale muszę też zrobić to dyskretnie. Nie odbierałem telefonu, bo jestem pewny, że miał podsłuch. Dlatego mam nowy numer, nowy telefon. A to twój  – wyciągnął z kieszeni jakiegoś iphone’a i podał do ręki – Zapisałem tam wszystkie najważniejsze numery, które będą ci potrzebne. Kontaktuj się ze mną tylko przez niego. To wszystko wcale nie jest tak kolorowe, jak się wydaje. Przez miesiąc kombinowałem, jak utrzymać nasz związek w sekrecie. Kontrakt z Modestem obowiązuje do końca tego roku, więc to tylko jakieś półtora miesiąca, nawet niecałe, a potem znów będziemy mogli legalnie się spotykać. Do stycznia musimy udawać, że wszystko między nami jest skończone. Dlatego ten naszyjnik. Żebyś o mnie pamiętała. Wszystko będzie w porządku, spokojnie wytrzymamy do końca roku, a potem będzie jak dawniej.
Zamrugałam parę razy oczami, nie mogąc uwierzyć, że Modest jest zdolny do czegoś takiego. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Muszą naprawdę mnie nienawidzić. A Niall wcale mnie nie olewał, tylko chronił nasz związek. To było takie słodkie z jego strony.
-Ale przecież ja przyjeżdżam do Londynu w grudniu. Jak niby mamy to ukryć? Nie możemy się w ogóle widywać?
Niall przejechał dłonią po włosach.
-No i właśnie tu jest najgorszy problem. Musisz sobie znaleźć chłopaka.
Otworzyłam szeroko oczy. O czym on do cholery mówi?! I skąd w ogóle przyszedł mu taki pomysł do głowy?!
-Że co?!
-To konieczność. Tak samo ja muszę sobie znaleźć dziewczynę, inaczej mi nie uwierzą, że naprawdę z tobą zerwałem i zaczną węszyć. Jeżeli jednak oboje będziemy kogoś mieli to się odczepią i nawet nie zauważą, jak będziemy się potajemnie spotykać. Wiem, że to podłe wobec tych osób, z którymi będziemy, ale nie mamy za bardzo wyjścia. A nie możemy im też powiedzieć, że są tylko przykrywką.
-Dlaczego?
-Od razu doniosą mediom. Ludzie są nieprzewidywalni i właściwie zrobią wszystko dla kasy.
Westchnęłam. W sumie miał rację.
-Czyli, że co? Mam być z kimś, kogo nie kocham? Mam z nim chodzić na randki i w ogóle?
Nie mogę uwierzyć, że naprawdę tego ode mnie oczekiwał.
Ja nie chcę, żeby on miał kogoś innego!
-Jedynie proszę, żebyś z nim nie spała. Wszystko inne mogę znieść.
Potarłam dłonią czoło.
-Ty mówisz serio?
-Niestety tak.
Wzięłam głęboki wdech. Nie mogłam tego wszystkiego zrozumieć. Niby miało sens, ale i tak tego nie rozumiałam. Do tego jeszcze szumiało mi w uszach, chyba od nadmiaru nowych informacji.
-Ja nie zniosę nawet tego, że dotkniesz jakąś inną dziewczynę – powiedziałam cicho i spojrzałam mu w oczy. Jego wzrok automatycznie złagodniał.
-Chloe, kocham tylko ciebie. Pamiętaj. Zawsze będę kochał tylko ciebie. Po prostu przetrwajmy tak tylko do końca grudnia. Obiecuję, że nie będę z nią spał. – powiedział i wyciągnął do mnie mały palec, a ja po chwili wahania zahaczyłam o niego swoim i uśmiechnęłam się lekko.
-Nie podoba mi się to. Nawet nie mam jak znaleźć chłopaka tak szybko.
-A ten koleś, który tutaj był, jak przyjechałem?
-Matt? Ale on… To mój przyjaciel.
-Tym lepiej, nie będziesz musiała się z nikim zapoznawać. Ja przypuszczalnie będę chodził z Berthą, bo ona w sumie jest takim typem, że prawdopodobnie sama będzie mnie na okrągło zdradzała.
Bertha?
O nie, tylko nie ona. Dlaczego musiałeś wybrać akurat najpiękniejszą dziewczynę na świecie?
Ból głowy jeszcze bardziej się nasilił.
-To naprawdę jest konieczne? – jęknęłam niezadowolona.
-Tak.
Nie chciałam ranić Matta. Ale Niall był dla mnie ważniejszy i w sumie, to może się udać. Potem po prostu z nim zerwę i powiem, że to był moment słabości, albo coś w tym stylu. Brzmi dość prosto. Pewnie będzie to trudniejsze w rzeczywistości, być może nawet mnie znienawidzi, ale na to już nic nie poradzę. Matt i tak jest trochę dziwny. Na przykład te jego nagłe ataki na mnie na temat Nialla. Wtedy u niego w domu, kiedy powiedział mi, że blondyn pewnie nie jest mi wierny i ma kogoś innego z Londynie… To było chamskie z jego strony. Przyjaciel się tak nie zachowuje, więc teoretycznie, żeby było kwita, ja również mogę zagrać nieczysto. No dobra, wiem, że to nie w porządku, ale przynajmniej łatwo będzie go w sobie rozkochać. Musiałabym być głupia, żeby nie zauważyć, że się mu podobam.
Skrzywiłam się i spojrzałam niepewnie na chłopaka.
-A nie możemy po prostu uciec na Madagaskar i mieć gdzieś cały ten Modest?
Niall zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie, zamykając w szczelnym uścisku. Przytuliłam się do niego klatki piersiowej i westchnęłam cicho. Dlaczego moje życie musi być takie skomplikowane?
-Naprawdę myślałam, że chcesz ze mną zerwać… - szepnęłam cicho, przyciskając policzek do jego koszulki.
-Nie ma mowy, Chloe. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. – uśmiechnął się szeroko i złapał mnie za podbródek, unosząc moją głowę, po czym pocałował mnie czule.
-Czyli podsumowując, mam zacząć chodzić z Mattem. A jak przyjadę do Londynu, to mam się wymykać na spotkania z tobą, które będziemy ustalać tylko za pomocą nowiutkich, ślicznych telefonów, które są zdecydowanie za drogie. Natomiast jeżeli wszystko dobrze pójdzie, pod koniec roku mam zerwać z Mattem i wtedy znów będziemy mogli być razem.
Chłopak przytaknął i uśmiechnął się do mnie lekko po chwili ciszy.
-A teraz zrób ten test, póki tu jestem. – powiedział cicho. Przez chwilę popatrzyłam na niego w ciszy, po czym zerknęłam na szafę, gdzie schowałam urządzenie.
O boże, nie chcę tego robić. Wolę żyć w błogiej nieświadomości.
W końcu jednak przełknęłam ślinę i bardzo powoli sięgnęłam po pudełko. Bałam się. Sama nie wiedziałam, czy bardziej faktu, że mogę być w ciąży, czy tego, że z jej powodu Niall może mnie zostawić. A ja zdecydowanie nie chcę wychowywać dziecka samotnie. Nie popatrzyłam na chłopaka, chociaż wiedziałam, że on dokładnie mnie obserwuje. Nie miałam odwagi. Czułam się, jakbym zaraz miała wybuchnąć płaczem, albo zemdleć. Naprawdę czułam się fatalnie. Ruszyłam w stronę łazienki, trzęsącymi się dłońmi otwierając po drodze opakowanie. Gdy otworzyłam drzwi, niespodziewanie blondyn znalazł się obok mnie, łapiąc za nadgarstek. Uniosłam zmartwiony wzrok na niego i ku mojemu zdziwieniu nie ujrzałam w jego oczach żadnej paniki. Może lekkie zakłopotanie, ale i tak było tłumione przez miłość.
-Nawet jeżeli wyjdzie pozytywny… Poradzimy sobie z tym. Będę przy tobie. – powiedział pewnym siebie głosem, na co uśmiechnęłam się mimowolnie. To zdecydowanie dodało mi odwagi i rozwiało wszelkie wątpliwości, że zostanę sama. On jest idealny. A ja jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, mając go przy sobie.
Z nieco lepszym samopoczuciem weszłam do łazienki i spojrzałam na test.
No dobra, nie zawiedź mnie.

Te cholerne kilka minut, które musiałam czekać na wynik dłużyły się niemiłosiernie. Niall siedział pod drzwiami po drugiej stronie, co chwilę pytając ile to jeszcze potrwa. Wiem, że mogłam go przecież wpuścić do środka, ale nie chciałam. Czułam wewnętrzną potrzebę zrobienia tego samotnie.
W końcu jednak wynik się pojawił. Przygryzłam dolną wargę i wzięłam głęboki wdech, po czym spojrzałam niepewnie na test ciążowy. Zamrugałam parę razy oczami, wpatrując się z niedowierzaniem na wynik.
-Niall! – krzyknęłam, a chłopak od razu zerwał się z podłogi i sekundę później stał już przy mnie. Stresował się. Podniosłam na niego wzrok i uśmiechnęłam się szeroko.
-Jest negatywny. – powiedziałam radosnym głosem i chwilę potem przytuliłam się mocno do niego. Alice miała rację. Wszystko jest w porządku. Nie mam się czym martwić. Czułam taką ulgę, jakby właśnie mi powiedzieli, że wyleczyli mi nowotwór. Nie wiem co bym zrobiła z dzieckiem, musiałabym rzucić studia i zająć się wszystkim sama. Nawet nie chciałam o tym myśleć. Najważniejsze, że wszystko jest w porządku.
Odsunęłam się od chłopaka i spojrzałam mu w oczy, wciąż się uśmiechając. Ten pocałował mnie delikatnie w czoło i objął ramieniem, po czym wyprowadził z łazienki.
Nie mogę uwierzyć, że naprawdę wszystko jest w porządku. Ale w takim razie dlaczego co chwilę wymiotuję?
Niall znów spojrzał na mnie i zmarszczył brwi.
-Dobrze się czujesz?
-Tak, a co? – zapytałam, nie wiedząc o co mu chodzi. Może wyczuł, ze nad czymś się zastanawiam.
-Strasznie blada jesteś… to dziwne, z uwagi na to, że mieszkasz w takim klimacie. Na pewno wszystko w porządku? – patrzy na mnie z troską. To takie słodkie, że się martwił. Uśmiechnęłam się  lekko.
-Jest ok, serio. Nic mi nie jest.
-Jeżeli coś by się działo to mów, w każdej chwili możemy jechać do… - więcej nie usłyszałam. Mój wzrok stracił ostrość, a za chwilę w ogóle kolory. Niespodziewanie zaczęłam się kołysać, tracąc kontakt z rzeczywistością, a potem przechyliłam się do tyłu za mocno i moje ciało bezwładnie spadło prosto w ramiona chłopaka.
Nie wiem jak długo byłam nieprzytomna, ale ocknęłam się, czując coś mokrego na czole. Otworzyłam delikatnie oczy i zauważyłam pochylającego się nade mną blondyna, który przykładał mi coś do czoła. Zorientowałam się, że leżę na ziemi, a to co dotyka mojego czoła, to tylko mokry ręcznik.  Spojrzał na mnie przestraszony, po czym uklęknął i ułożył moją głowę na jego nogach.
-Jedziemy do szpitala Chloe.
-Nie, nie jedziemy. – odparłam cicho, ale pewnie.
-Dlaczego? Dopiero co zemdlałaś, coś jest nie tak.
-Nie. Pójdę do lekarza jutro. Nic mi nie jest.
Niall spojrzał na mnie zirytowany.
-Jutro już mnie tu nie będzie.
Uniosłam brwi.
O boże, moja głowa. Ja chcę tylko iść spać, o niczym innym nie marzę.
-Czyli wyjeżdżasz teraz, zgadłam? – zapytałam, podtrzymując sobie ręcznik przy czole. Nie odpowiedział mi. Czyli zgadłam. Czułam, że tak będzie, ale w zasadzie nie mogłam go winić. Nie miał na to wpływu, był tylko marionetką Modestu, którą mogli sobie manipulować jak tylko chcieli.
-Wolałbym iść z tobą do szpitala, bo coś czuję, że jutro sama tego nie zrobisz.
Zaśmiałam się cicho, starając się brzmieć w miarę naturalnie.
-Obiecuję, że pójdę. Naprawdę nie mam ochoty tam teraz iść, pewnie kazaliby mi zostać na noc na obserwację. Poza tym czuję się już dobrze – skłamałam i podniosłam się lekko, a chłopak pomógł mi wstać, obserwując mnie uważnie. Nie chciałam go martwić, bo wtedy miałby wyrzuty sumienia, że znowu mnie zostawia, że nie ma go przy mnie, że nie może mi pomóc. Oczywiście chciałam, żeby został, ale nie mogłam tego od niego oczekiwać. Uśmiechnęłam się lekko i wtuliłam się mocno w jego klatkę piersiową. Nienawidzę tych rozstań. Naprawdę, nie cierpię ich. Przynajmniej tyle dobrze, że za tydzień znowu się zobaczymy. Szkoda tylko, że w zupełnie innych okolicznościach i będziemy musieli chować się po kątach, żeby nas nikt nie zauważył. Ale najważniejsze, że będzie przy mnie.
-Dobra, ale zadzwonię do Alice, żeby zaciągnęła cię tam siłą, jeśli nie będziesz współpracować. Na stole masz jakieś leki przeciwbólowe, które znalazłem w łazience. Najlepiej od razu idź spać.
Pokiwałam głową na znak, że rozumiem, a on przygryzł dolną wargę.
-Cholera, nienawidzę tego, że muszę cię tu zostawić.
-To zostań. – szepnęłam cicho, nie mając siły nawet by podnieść na niego wzrok.
-Wiesz, że nie mogę. – przytulił mnie mocniej do siebie i zaczął głaskać po głowie. Jego dotyk był taki kojący. Zamknęłam oczy, chcąc nacieszyć się jego bliskością. Czemu akurat my musimy być w takiej pojebanej sytuacji?
-O której masz samolot?
-Przyleciałem prywatnym.
Odsunęłam się gwałtownie i spojrzałam na niego, otwierając szeroko oczy. Momentalnie zapomniałam o tym, że kręci mi się w głowie i szumi mi w uszach.
-Masz prywatny samolot i jeszcze nigdy mnie nim nigdzie nie wziąłeś?!
Blondyn zaśmiał się i przejechał dłonią po włosach, drugą wciąż obejmując mnie w talii.
-Chciałem cię dzisiaj zabrać na małą wycieczkę, ale z racji tego, że zemdlałaś, nic z tego.
Otworzyłam szeroko oczy.
-Żartujesz? Czuję się świetnie! Naprawdę, możemy lecieć nawet teraz. – chciałam go wyminąć, ale skutecznie przyciągnął mnie z powrotem do siebie.
-Nie ma mowy. Nie będę ryzykował. Poza tym to nie jest właściwie mój samolot, tylko Harrego.
Jęknęłam niezadowolona. A mogło być tak fajnie. Nie no, tak naprawdę to musiałam przyznać, że czułam się okropnie i pewnie zwymiotowałabym z samolocie. A to byłby straszny wstyd, więc już wolałam odpuścić.
-Ale jak przyjadę do Londynu to polecimy. Obiecaj mi, że polecimy.
Uśmiechnął się szeroko.
-Obiecuję. A teraz idź przebrać się w piżamkę jak grzeczna dziewczynka.
Uniosłam brwi.
-Ja śpię nago.
Niall oblizał wargi i spojrzał na mnie, unosząc kącik ust do góry.
-To ja może jednak zostanę.
Zaśmiałam się i uderzyłam go lekko w ramię.
-Żartuję. Będziesz tu chociaż aż zasnę?
-Jasne. – uśmiechnął się i uniósł moją koszulkę do góry. Pomogłam mu ją ściągnąć i usiadłam na łóżku, przyciągając go do siebie. Chłopak zsunął ze mnie też spodnie i myślałam, że sam tez zacznie się rozbierać, ale on po prostu kazał mi się położyć, przykrył mnie kołdrą i sam położył się obok. Koniec zabawy. Przewróciłam oczami i przytuliłam się do niego, a on objął mnie opiekuńczo ramieniem. Nie chciałam zasypiać, bo wiedziałam, że gdy się obudzę, jego nie będzie obok.


I tak jak myślałam, gdy się obudziłam, miejsce obok mnie było puste i zimne. Musiał wyjść od razu kiedy zasnęłam. Westchnęłam zasmucona. Jakaś cząstka mnie myślała, że tu zostanie, a teraz wszystko wydawało mi się być snem. Nie ma żadnej umowy z Modestem, nie muszę chodzić z Mattem, nie zemdlałam wczoraj. Z błędu wyprowadziła mnie Alice, która zaraz jak się podniosłam, weszła do pokoju ze śniadaniem i postawiła mi tacę na kolanach.
-Masz to zjeść, a potem jedziemy do szpitala.
Czyli to wszystko jednak było prawdziwe.
-Nie chcę iść do szpitala. – zerknęłam na jedzenie niepewnie i modląc się w duchu, żebym tego zaraz wszystkiego nie zwróciła do ubikacji, ugryzłam omleta. No musiałam przyznać, że był pyszny.
-Nie masz wyjścia. Boże, ten twój chłopak na żywo jest jeszcze bardziej seksowny, wiesz?
Zakrztusiłam się kawałkiem ciasta i spojrzałam na nią zdziwiona.
-Widziałaś się z nim?
-Tak, tutaj w mieszkaniu. Jak wychodził to ja akurat wchodziłam. Pogadaliśmy tylko chwilę, bo było już naprawdę późno. Kazał mi się tobą zająć, a ja obiecałam, że to zrobię, więc nie pozbędziesz się mnie. Wiesz, że jestem w stanie zanieść cię tam na rękach, więc lepiej będzie jeśli nie narobimy sobie nawzajem wstydu i dobrowolnie przebierzesz się i pójdziesz z ciocią Alice do szpitala. Umówiłam cię już na wizytę do lekarza.
-Nie powinnaś być na zajęciach? – przerwałam jej.
-Co? Nieee, coś ty – machnęła lekceważąco ręką – Już z tym skończyłam, to była jednorazowa przygoda.
Zaśmiałam się w odpowiedzi i dokończyłam jeść omleta, po czym poszłam się przebrać. Ubrałam zwykłą bluzkę, sweter i rurki, a makijażu nawet nie robiłam. Nie miałam ochoty w ogóle się malować. Nie miałam dla kogo wyglądać pięknie. Gdy wychodziłyśmy z domu, napisałam Mattowi smsa, czy możemy spotkać się potem i włożyłam telefon do kieszeni. Wolałam załatwić to od razu, spontanicznie, zamiast czekać do ostatniej chwili. Wtedy za dużo bym o tym myślała, przez co automatycznie za bardzo bym się stresowała i w rezultacie mój plan by nie wypalił.
O dziwo czułam się nawet dobrze, a na pewno lepiej niż czułam się wczoraj. Prawie przez całą drogę milczałam, myśląc tylko o tym jak będzie wyglądał najbliższy miesiąc. Niall chyba nie powiedział o niczym Alice, bo na pewno już by o to pytała. Sama też stwierdziłam, że jak na razie lepiej o niczym nie mówić, póki sytuacja się nie rozwinie.
-To ja tutaj poczekam. Jezu, ale się stresujesz, to tylko lekarz. Przecież nie jesteś w ciąży, powinnaś była mnie słuchać. Ja zawsze mam rację. – powiedziała, przewracając oczami i popchnęła mnie w stronę gabinetu. Prychnęłam cicho i zapukałam do drzwi, po czym słysząc stłumione „proszę”, weszłam do środka. Posłałam jeszcze brunetce ostatnie spojrzenie i widząc ją zadowoloną z siebie, zamknęłam drzwi. Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się w stronę lekarza. Przywitałam się i usiadłam.
-Więc, co się dzieje?  - zapytał oficjalnym tonem i spojrzał na mnie znad okularów.
Po co mu te okulary, skoro nawet przez nie nie patrzy?
Jezu.
-Od jakiegoś miesiąca często wymiotuję. Boli mnie też głowa, a wczoraj zemdlałam.
Mężczyzna zapisał coś w notatniku, czy cokolwiek co było i znów podniósł na mnie wzrok. Zakaszlałam, czując się trochę nieswojo przy takiej ciszy.
-Czy czuje się pani nieakceptowana?
Co?
-Yyym… Nie? – powiedziałam trochę niepewnie, nie wiedząc o co mu chodzi.
-Czy uważa pani siebie jako atrakcyjną kobietę?
Co?! Ej serio, on chyba jest chory psychicznie.
-Można tak powiedzieć…
Znów coś zapisał, a ja przez chwilę jego nieuwagi rozejrzałam się, szukając potencjalnej broni, gdyby chciał mnie zaatakować i zgwałcić.
-Panno Woods, zapytam wprost. – powiedział lekarz i ściągnął okulary, po czym odłożył je na biurko – Czy pani się głodzi?
CO?!
Nie no, zdecydowanie koleś jest chory psychicznie, muszę stąd jak najszybciej wyjść.
-Nie, nie głodzę się. – odparłam lekko zirytowana.
-Jest pani pewna?
Boże, co jest nie tak z tym człowiekiem?
-Tak. Jestem. Pewna. – powiedziałam dokładnie akcentując każde słowo, żeby celowo dać mu do zrozumienia, że nie podobają mi się jego pytania. Mężczyzna ignorując moją złość znów coś zapisał.
-Dobrze. Powiem szczerze, że od samego początku myślałem, że cierpi pani na bulimię, albo anoreksję. Proszę mi wybaczyć, ale ma pani sporą niedowagę…
Dzięki, serio.
-To dlatego, że tyle wymiotuję. Dlatego mało jem, żeby chociaż to się utrzymało w moim żołądku.
-Rozumiem. Jak na razie przepiszę pani leki, ale osobiście twierdzę, że to nie wystarczy. Mam pewne przypuszczenia, ale wymaga to badań audiometrycznych i tomografii komputerowej. Wypisałem pani skierowanie na zabieg i najlepiej, żeby zrobiła go pani jak najszybciej. Z wynikami proszę się zgłosić do mnie i zobaczmy co dalej.- oznajmił i podał mi dwie kartki, po czym uśmiechnął się i skinął mi głową na pożegnanie. Łatwo poszło.
Ledwo wyszłam z gabinetu i Alice od razu zasypała mnie pytaniami, ale podałam jej tylko ogólniki i ruszyłyśmy w stronę domu. Powiedziałam jej, że umówiłam się z Mattem, więc współlokatorka wzięła moją receptę i skierowanie, po czym rozdzieliłyśmy się.

Nie musiałam na niego czekać, był na plaży już wcześniej. Przeżegnałam się w duchu i zaczęłam mrugać intensywnie oczami, myśląc o zdechłych szczeniaczkach, żeby tylko wyglądać na zdruzgotaną. Poczułam, że w moich oczach zbierają się łzy, naciągnęłam rękawy swetra i będąc już blisko chłopaka, pociągnęłam nosem i bez słowa mocno wtuliłam się w niego.
Nie myśl o tym, że to twój przyjaciel.
Nie myśl o tym.
Skup się na tym co musisz zrobić.
-Hej, co się stało? – zapytał od razu, przytulając mnie do siebie. Znów pociągnęłam nosem.
-N-Niall, on… On… Ze mną zerwał.
Poczułam, jak jego mięśnie się spięły. Tak, zdał sobie sprawę z tego, że teraz ma szansę.
No dawaj Matt, połknij haczyk.
-Jak to? – zapytał, odsuwając mnie od siebie. Otarłam dwie łzy wierzchem dłoni, które jakimś cudem wydostały się na zewnątrz. Może ja powinnam iść do szkoły aktorskiej, skoro tak świetnie sobie radzę.
-Powiedział mi, że ma inną. – spojrzałam mu w oczy z największym bólem, na jaki się zmusiłam.  Chłopak wypuścił głośno powietrze z ust i znów przyciągnął mnie do siebie. Gdyby to był Niall, już dawno poczułabym motylki w brzuchu, a tymczasem nie czułam zupełnie nic oprócz zwykłej sympatii do przyjaciela.
-Tak mi przykro Chloe…
Zaczęłam szlochać w jego koszulkę. Teraz tylko musisz go pocałować i będzie po sprawie. Nie zrobię tego. Boże, to jest okropne, nie mogę tego zrobić. Odsunęłam się po chwili delikatnie od niego i spojrzałam mu w oczy. Byłam blisko niego, ale nie chciałam tego robić. To była idealna chwila, dla innych pewnie romantyczna, może dla niego też. Wpatrywał się we mnie bez słowa. Nie, nie każ mi tego robić, nie chcę tego robić. Myślałam, że może sam mnie wyręczy. Ale najwyraźniej się na to nie zanosiło. Musiałam działać szybko. Zerknęłam na jego usta, a potem znów spojrzałam mu w oczy, dając do zrozumienia, że myślę o pocałunku. A potem zmusiłam się, żeby choć trochę się do niego przysunąć.
Nie chcę go całować.
Nie, nie chcę.
Nie zrobię tego.
Zrobiłam to.
Dotknęłam swoimi ustami jego, a potem to on przejął kontrolę. Teraz już z górki. Nie czułam nic, oprócz obrzydzenia i nie opuszczała mnie świadomość, że w tej chwili prawdopodobnie Niall robi to samo z Berthą. O boże, to okropne. Poczułam się jak ostatnia suka.
Odsunęłam się po chwili od niego, nie będąc tego w stanie dłużej znieść. Miałam ochotę uciec, ale zmusiłam się by zostać i posłałam mu lekki uśmiech, który on po chwili odwzajemnił z dużo większym entuzjazmem niż ja.
Pocałowałam go, zrobiłam to.
Matt się uśmiechał szczerze, ale ja nie potrafiłam, bo wiedziałam, że niedługo będzie z tego powodu cierpiał.





Kurde, czytam Chills, a tam Re ma podobne problemy XD
Masakra, jaka telepatia.
Muszę przyznać, że czasem było zabawne czytać te wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem i te, gdzie zgadywaliście, że Chloe jest w ciąży. No cóż, trzeba słuchać Alice, bo ona „zawsze ma rację” :D
Robi się coraz ciekawiej i gwarantuję, że w ciągu tego grudnia dużo się wydarzy.
Spodziewaliście się takiego obrotu sytuacji? :)
Szablon by S1K