Druga część fanfiction o Niallu Horanie i Chloe Woods. Pierwsza część: emotive-emotions.blogspot.com

poniedziałek, 13 stycznia 2014

4



Przewróciłam się na drugi bok, czując, że dosięgają do mnie promienie słoneczne zza okna. Sięgnęłam dłonią po omacku obok siebie, ale nie odszukałam chłopaka.  Przejechałam jeszcze dłonią po łóżku, ale wciąż nie mogłam go znaleźć, więc uchyliłam delikatnie jedną powiekę, a potem zdziwiona otworzyłam całkiem oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Byłam na łóżku sama, a miejsce obok mnie było zimne, jakby zupełnie nikogo tutaj nie było. Zmrużyłam oczy, nie będąc pewna czy mi się to po prostu nie przyśniło. W tym samym momencie do pomieszczenia weszła jakaś drobna szatynka w białym fartuchu. Uśmiechnęła się przyjaźnie, widząc, że nie śpię, a ja popatrzyłam na nią zdezorientowana.
-Był tutaj jakiś chłopak?
Kobieta stanęła w miejscu i zmarszczyła brwi.
-Nie, nikogo nie widziałam.
-Jest pani pewna? – nie dawałam za wygraną – Blondyn, średni wzrost…
-Nikogo nie widziałam. – powtórzyła i spojrzała na mnie niepewnie – Dobrze się pani czuje?
Wysiliłam się na uśmiech. Już nic nie rozumiałam.
-Tak, oczywiście.
-To świetnie, bo może się pani przebrać i jest pani wolna. Wyniki badań są w porządku, więc nie ma sensu, żeby pani tutaj dłużej siedziała. – oznajmiła z uśmiechem wyszła z sali.
-Świetnie. – bąknęłam sama do siebie i delikatnie zsunęłam się z łóżka, gdy natknęłam się na fotel, a na nim niedbale rzucony koc. Uniosłam kącik ust do góry.
Musiał tutaj być.
Wychodząc ze szpitala stwierdziłam, że nie mam żadnego transportu do domu, więc wyciągnęłam telefon który, jak się okazało, był wyłączony. Włączyłam go i zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, zaczęły napływać powiadomienia, smsy, nieodebrane połączenia. Stałam jak debilka na parkingu i patrzyłam na telefon, który co pół sekundy charakterystycznie pikał. Rozejrzałam się wokół, a ludzie patrzyli na mnie podejrzliwie. Zignorowałam ich i w końcu telefon się uspokoił. Miałam 29 nieodebranych połączeń i również ponad 20 smsów. Wszystkie połączenia od mamy, a smsy od Emmy. Nie było nic od Nialla. Przygryzłam dolną wargę. Chciałam do niego zadzwonić, ale nie mogłam znaleźć jego numeru.
No tak, przecież go usunęłam.
Zrezygnowana westchnęłam i ruszyłam na najbliższy przystanek autobusowy. Usiadłam na ławeczce i wyciągnęłam z torebki lusterko i tusz do rzęs. Pomalowałam je delikatnie i sięgnęłam po torbę, by wrzucić do niej z powrotem kosmetyki, ale usłyszałam  nade mną jakiś cichy, zawstydzony głos.
-Ch-chloe Woods?
Podniosłam wzrok i zobaczyłam przed sobą dziewczynę. Miała może 15 lat i uśmiechała się do mnie niepewnie, a na jej twarzy widać było delikatne rumieńce. Wyglądała zupełnie jak ja kiedyś. Założyła zawstydzona kosmyk włosów za ucho.
-Tak, ale.. znamy się? – zapytałam, nie mogąc skojarzyć twarzy dziewczyny.
-N-nie… Tylko wiesz, bo ty jesteś…
I wtedy zauważyłam koszulkę z logo 1D, którą miała na sobie. Uśmiechnęłam się do siebie i spojrzałam na dziewczynę, przerywając jej w połowie zdania.
-Dziewczyną Nialla, tak. To znaczy byłą dziewczyną. – poprawiłam sama siebie i uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-Uhm, tak. Mogłabym sobie zrobić z tobą zdjęcie? Zawsze cię lubiłam i w ogóle… - spuściła wzrok na swoje buty i zaczęła bawić się swoimi palcami.
Boże, była taka nieśmiała!
Zachichotałam cicho i wstałam, zostawiając torebkę na ławce.
-Pewnie.
Dziewczyna od razu się ożywiła i wyciągnęła swój telefon. Stanęłam obok niej, a ona wyciągnęła telefon przed siebie i zrobiła nam zdjęcie. Uśmiechnęłam się do zdjęcia, jednak nie patrzyłam w obiektyw. Moją uwagę przyciągnęły jej nadgarstki, pełne czerwonych kresek. Gdy tylko dziewczyna zrobiła zdjęcie, chwyciłam jej rękę i przyjrzałam się jej z bliska. Ona próbowała ją wyrwać, ale  spojrzałam jej w oczy, w których momentalnie pojawiły się łzy.
-Dlaczego to robisz? – zapytałam cicho.
-Ja… Nieważne.
Wciąż patrzyłam na nią poważnie, nie dając za wygraną, aż w końcu się poddała.
-Ja nie daję rady czasem. Nikt mnie nie lubi, bo jestem brzydka i gruba, wszyscy się ze mnie śmieją… - zaczęła, wycierając oczy rękawem.
-Hej. – złapałam ją za ramiona i zmusiłam żeby na mnie spojrzała – To idioci. Jesteś piękna, pamiętaj o tym. Nie jesteś sama. Jest masa ludzi na świecie, którzy cię kochają. Twoi rodzice, ja, oni. – dotknęłam jej brzucha, wskazując na logo zespołu i uśmiechnęłam się do niej szczerze – Nie warto tego robić. Wszystko będzie dobrze, głowa do góry. Pokaż im wszystkim, że nie są tego warci. Pokaż im, że jesteś silna. Bo jesteś, kochanie. Możesz pokazać im, że nie są w stanie cię zniszczyć, musisz tylko w siebie uwierzyć.
-Chciałabym być taka jak ty… - szepnęła cicho.
Co? Jak ja? A co niby takiego wyjątkowego jest we mnie?
-Mimo wszystko ja też nie radzę sobie z problemami.  – westchnęłam - To przeze mnie rozstaliśmy się z Niallem. To była tylko moja wina, bo nie pokazałam, że jestem silna. Nie wykorzystałam swojej szansy. Jestem tchórzem. – przyznałam sobie bolesną prawdę i zauważyłam, że nadjeżdża mój autobus. Sięgnęłam po swoją torebkę i spojrzałam na dziewczynę.
-Pamiętaj. Nie jesteś sama. – powiedziałam i przytuliłam ją mocno do siebie. Usłyszałam jeszcze ciche dziękuję i ruszyłam w stronę autobusu. Wsiadając usłyszałam jeszcze ją za sobą.
-Chloe?
Odwróciłam się i spojrzałam na dziewczynę.
-Tak?
-Wcale nie jesteś tchórzem. Prawdę mówiąc, jesteś najsilniejszą kobietą jaką znam.


Wciąż nie mogłam zapomnieć o tej dziewczynie i o tym, co mi powiedziała. Myślałam o tym całą drogę do domu. Odrzuciłam te myśli dopiero, gdy zobaczyłam wóz policyjny pod domem. Zrobiłam wielkie oczy i wpadłam do domu, a tam zastałam zapłakaną mamę na kanapie, a wokół niej 3 facetów w mundurach i stojącego za nią Toma, który opiekuńczo głaskał ją po głowie. Wszyscy nagle odwrócili wzrok i spojrzeli prosto na mnie.
-Co? – zapytałam zdziwiona, a rodzicielka rzuciła się na mnie dokładnie tak, jak rzuciła się na mnie kiedy pierwszy raz zobaczyła mnie od dwóch lat.
-Chloe! Słońce, gdzie ty byłaś?! Odchodziłam od zmysłów, myślałam, że ktoś cię porwał i…
-Niall do ciebie nie zadzwonił?
-Nie, dlaczego miałby dzwonić?
Westchnęłam.
-Mamo, przepraszam. Miałam wypadek… - zaczęłam, ale mi przerwała.
-O mój boże, nic ci nie jest?!
-Nie. Wjechałam w ciężarówkę, auto jest w naprawie. Potem z Niallem pojechaliśmy do Emmy i dostałam atak… wiesz. Ale zostawiłam inhalator w samochodzie, więc zawieźli mnie do szpitala, ale zemdlałam i obudziłam się w środku nocy. Dopiero rano mnie wypuścili ze szpitala. Musiałam wracać autobusem, dlatego tak długo mnie nie było. Myślałam, ze cię powiadomił, przepraszam…
-Nie szkodzi. Najważniejsze, że nic ci nie jest. – pociągnęła nosem i uśmiechnęła się, a potem szczelnie oplotła mnie ramionami, chociaż była niższa ode mnie. Przygryzłam dolną wargę i poklepałam kobietę po plecach. W tym czasie trzech facetów wyszło, kiwając do mnie głową na pożegnanie. – Czyli między wami jest już ok?
-Hm? – zamyślona spojrzałam na rodzicielkę.
-No wiesz, ty i ten uroczy chłopak, Neil.
-To jest Niall, mamo. – zaśmiałam się.
Speszona uśmiechnęła się szeroko.
-A tak, przepraszam. Więc, jest ok?
-Hm, sama nie wiem. – wzruszyłam ramionami i ruszyłam do kuchni, nie chcąc dłużej o tym rozmawiać – Jest coś do jedzenia?
Mama poszła za mną i usiadła na krześle barowym, podczas gdy ja otworzyłam lodówkę i szukałam w niej czegoś konkretnego do jedzenia.
-Bo wiesz, słońce. Zaprosiliśmy go z Tomem na nasz ślub – powiedziała niepewnie.
Zamarłam , wpatrując się pustym wzrokiem na jogurt truskawkowy. Dopiero po chwili wystawiłam głowę znad lodówki i spojrzałam na rodzicielkę.
-Że co? – wydusiłam z siebie.
-No wiesz, Tom go zna, ja go znam, ty go znasz, poza tym dużo dla nas zrobił, np. kupił ten dom i w ogóle jest dla nas bardzo…
-To nie jest powód, żeby go zapraszać na ślub! – trzasnęłam drzwiami od lodówki, powodując, że kobieta aż podskoczyła na krześle – Dobrze wiedziałaś, że nie jest między nami dobrze.
-Tak wiem, ale pomyślałam, że może się pogodzicie i… - zaczęła, ale jej przerwałam.
-To źle myślałaś. – syknęłam i wyminęłam ją, po czym ruszyłam do swojego pokoju.
Może zareagowałam zbyt ostro, ale byłam zła, bo kompletnie nie wiedziałam na czym stoję. Nie byłam pewna czy on w ogóle był wtedy w tym szpitalu, co się wydarzyło itd. Nie byłam pewna co jest prawdą, a co tylko wytworem mojej wyobraźni i musiałam się tego dowiedzieć. Chwyciłam telefon i napisałam Emmie smsa, żeby wysłała mi numer do blondyna. Już po kilku minutach otrzymałam odpowiedź z numerem bez zbędnych pytań, na szczęście. Wystukałam numer i rzucając się na łóżko, kliknęłam zieloną słuchawkę. Nie odbierał. Westchnęłam cicho i podjęłam druga próbę, ale znów to samo. Odczekałam parę minut, po czym zadzwoniłam do niego trzeci raz, ale tym razem od razu włączyła się poczta głosowa. Spojrzałam zdziwiona na telefon i rozłączyłam się.
Unikał mnie.
Ewidentnie to robił.
Przecież to bez sensu, skoro za dwa dni i tak będzie zmuszony, żeby ze mną porozmawiać na weselu. Może to zaproszenie na ślub wcale nie było takim głupim pomysłem?
Usłyszałam pukanie do drzwi. Spojrzałam w tamtą stronę.
-Proszę – bąknęłam i po chwili zobaczyłam, jak mama niepewnie wchodzi do pokoju.
-Chloe, przepraszam. Nie wiedziałam, że…
Machnęłam na nią ręką i uśmiechnęłam się szeroko.
-Nie, to ja przepraszam. Miałaś rację. To dobrze, że go zaprosiłaś.
Rodzicielka zamrugała parę razy oczami, nie rozumiejąc o co mi chodzi, ale zignorowałam to.
-Więc… Pokażesz mi swoją suknię ślubną?


Niall
Spojrzałem obojętnie na telefon, leżący na stole pomiędzy mną, a Zaynem, który akurat znów zaczął dzwonić i wibrować poruszając całym meblem.
-Nie odbierzesz? – zapytał Zayn i spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami.
-Nie. – odparłem.
Chłopak wstał i spojrzał na telefon. Gdy zobaczył na wyświetlaczu „Chloe ;*”  otworzył szeroko oczy i sięgnął po urządzenie, ale byłem szybszy i zgarnąłem telefon po czym opadłem znów beztrosko na fotel i uśmiechnąłem się przebiegle do kumpla. Telefon akurat przestał dzwonić.
-Może coś się stało, skoro do ciebie dzwoni, Niall.
Zaśmiałem się krótko.
-Dzwoni, bo nie jest pewna czy z nią spałem. Poszedłem stamtąd jak tylko zasnęła, kiedy zorientowałem się, że to prowadzi do sytuacji, której chcę uniknąć.
Mulat zmarszczył brwi, patrząc na mnie jak na idiotę.
-Niby jakiej sytuacji? Że będziecie razem? Przecież to chyba dobrze!
-Już wolę żeby mnie znienawidziła. Nie pozwolę, żeby znowu cierpiała.
 Zayn pochylił się nad stołem i spojrzał na mnie uważnie.
-Kłamiesz. Ty się jej zwyczajnie boisz. – uśmiechnął się triumfalnie.
No chyba go pojebało.
-Co? Niby jak… - nie dokończyłem, bo telefon znów zaczął dzwonić, więc wkurzony odrzuciłem połączenie i całkiem wyłączyłem urządzenie.
-Powinieneś odebrać.
Znów zaczyna…
-Nie.
-Unikasz jej.
-Nie! Jak odbiorę to pomyśli, że mi zależy.
Zayn uniósł brwi i przysunął się jeszcze bliżej mnie.
-A nie zależy ci?
Trafił w czuły punkt. Oczywiście, że mi zależało. Wtedy w samochodzie, kiedy wiozłem ją do szpitala, a ona zamknęła oczy, myślałem, że to koniec. Że straciłem ją na zawsze. Moje serce rozpadło się na miliony małych kawałeczków, w sekundzie ktoś jakby wyssał ze mnie całą radość. Czułem, że nie mam po co już żyć. Miałem ochotę krzyczeć, płakać, miałem ochotę zginąć. Spojrzałem w lusterko i najpierw zauważyłem, że mam łzy w oczach, co było do mnie niepodobne. A potem zobaczyłem, że jej klatka piersiowa się unosi. Lekko, ale unosi. Wtedy znów jakby wróciła do mnie nadzieja. Dziękowałem Bogu za to, że pozwolił jej przeżyć, bo to naprawdę graniczyło z cudem w tamtej sytuacji. Leżała nieprzytomna na tym cholernym łóżku szpitalnym i czułem się wtedy dokładnie tak, jak po incydencie z Tamarą, kiedy siedziałem przy niej bezradnie, nie będąc w stanie nic zrobić. Czułem się okropnie, obwiniałem się o wszystko. Aż w końcu się obudziła i jakimś cudem spałem z nią w jednym łóżku. Głaskałem ją delikatnie po głowie aż zasnęła. Spała tak spokojnie, z głową na mojej klatce piersiowej, z delikatnym uśmiechem na twarzy. Ale wiedziałem, że nie mogę do tego dopuścić. Obiecałem sobie, że będę ją od siebie odpychał, żeby tylko nie chciała ze mną z powrotem być. Nasz związek przyniósł jej tyle cierpienia, tyle przeze mnie przeszła, że nie mogłem zrobić jej tego ponownie. Ale jednocześnie za każdym razem, gdy ją widziałem, miałem ochotę ją pocałować, powiedzieć, że już jest bezpieczna i pokazać jej jak bardzo ją kocham.
-Halo! – Zayn pomachał mi dłonią przed twarzą, a ja zamrugałem parę razy oczami.
-Co? Nie. Nie zależy mi.
-Kłamiesz – prychnął – Kochasz ją jak debil.
-Skończ już.
Sięgnąłem znowu po telefon i go włączyłem, ale ku mojemu zdziwieniu dziewczyna więcej nie zadzwoniła.
A co jeśli ją zraniłem?
Wszedłem na internet i wszędzie, dosłownie wszędzie pisali o powrocie Chloe i o tym, że „stara miłość nie rdzewieje”. Zmarszczyłem brwi i włączyłem jakiś artykuł na ten temat.
„[…] dziewczyna po dwóch latach znów się ujawniła. Najnowsze informacje podają, że Chloe Woods, dawna wybranka Nialla Horana z One Direction przebywa obecnie w Londynie i była widziana pod szpitalem dzisiejszego ranka. Prawdopodobnie Chloe jest w ciąży z naszą gwiazdą i spodziewają się małych Horanków!”
Co za brednie.
Małe Horanki, ja pierdole.
Przewróciłem oczami sam do siebie i włączyłem twittera, gdzie natomiast wszyscy  pytali mnie czy wróciliśmy do siebie. Przypadkowo natknąłem się na zdjęcie Chloe z jakąś dziewczyną, zrobione telefonem. Spojrzałem na Close. Była taka piękna, nawet bez makijażu, aż sam uśmiechnąłem się do telefonu. Dopiero po chwili zauważyłem podpis do zdjęcia.
„Ta dziewczyna daje mi siłę. Chyba właśnie uratowała mi życie.”
A mnie ta dziewczyna nigdy nie przestanie zadziwiać.






Nawet sobie nie wyobrażacie jaką miałam minę gdy zobaczyłam 40 komentarzy pod poprzednim postem! Bardzo bardzo bardzo wam dziękuję, pozytywnie mnie zaskoczyliście!
Paryż jest piękny, nawet o takiej paskudnej porze roku!
Zwiedziłam tyle rzeczy, było tyle śmiechu, tyle wspomnień.
Naprawdę niesamowite przeżycie, jeśli bd miały kiedyś okazję to zapraszam do Paryża! Haha, w Wersalu jakiś chińczyk z ochrony dał mi kwiatka z origami aww. Byłam pierwszy raz w Starbucksie z Agą, kupiłyśmy sobie kawy i były tak niedobre, że wylałyśmy je do kibla w McDonaldzie, ale wszystkim mówiłyśmy, że była pyszna XD Disneyland bajka, aczkolwiek byłam na niego trochę za stara i większość rzeczy wydawała mi się nudna. Oczywiście oprócz Space Mountain (rollercoaster), bo to było świetne!
Co do rozdziału, krótki i kiepski, ale nic na to nie poradzę.
Kocham was!

piątek, 3 stycznia 2014

3


Siedziałam na łóżku od godziny i obgryzałam paznokcie, gapiąc się na swój telefon. Czekałam aż w końcu Emma do mnie oddzwoni, bo próbowałam się skontaktować z nią odkąd rozstałam się z Zaynem. Oczywiście na marne, bo przyjaciółka najwyraźniej była zbyt zajęta swoim chłopakiem. Wypuściłam powietrze z ust, czując, że ręce mi się trzęsą.
Cholernie martwiłam się o Nialla i miałam nadzieje, że mulat trochę przesadza i w rzeczywistości nie jest tak źle. W końcu w sklepie zachowywał się prawie tak jak zawsze. Nie zauważyłam jakiejś szczególnej różnicy.
Spojrzałam jeszcze raz na telefon i wkurzona całą sytuacją wstałam z łóżka i sięgnęłam po laptopa. Położyłam go sobie na kolanach i włączyłam wszystkie idiotyczne portale plotkarskie i inne strony, które mogłyby dostarczyć mi informacji. Na początku nie widziałam nic podejrzanego, głównie same posty dotyczące promocji nowej płyty i tego typu sprawy. Czyli Zayn miał rację, Niall zakłada na siebie maskę. Później włączyłam jego twittera i tam zauważyłam parę zdjęć z imprez, to samo zresztą na instagramie. Znów Zayn miał rację. Po jakiejś godzinie udało mi się znaleźć chyba ze 20 zdjęć z „nową dziewczyną Horana”. Oczywiście każda inna. No i było też parę kompromitujących fotek z imprez, kiedy nachlany Niall wychodzi z klubu i kompletnie nie ogarnia co się dzieje, albo całuje się z kimś w aucie. Na widok tych zdjęć zrobiło mi się niedobrze, więc wyłączyłam całego laptopa. Cieszyłam się w duchu, że przynajmniej nie było tam żadnych zdjęć jak na kogoś przeklina, albo rzuca się na paparazzich. Od tego wszystkiego bolały mnie oczy i głowa.
Zbyt dużo informacji, zbyt wiele emocji jak na jeden dzień.
Poszłam szybko wziąć prysznic, przebrałam się w piżamę i poszłam spać.

Następnego dnia obudziłam się nie wiedząc nawet która jest godzina, ale mało mnie to obchodziło. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, ale Emma wciąż się nie odzywała. Zadzwoniłam do niej jeszcze raz, ale znów włączyła się poczta głosowa. Westchnęłam i wstałam leniwie z łóżka, wiedząc że i tak już nie zdołam zasnąć, ale w tym samym momencie opadłam na nie z powrotem i rzuciłam się na telefon, słysząc dźwięk dzwonka. Odebrałam od razu, nie patrząc nawet kto dzwoni.
-Gdzie ty masz telefon? – wypaliłam.
-No miałam ten, wyciszony miałam. Sorry. Dlaczego dzwoniłaś do mnie 38 razy?
-Musimy pogadać.
-Teraz?
-Jak najszybciej.
Przez chwilę się zawahała.
-Um, ok. Wywalę Liama z domu i wpadnij do mnie.
-Spoko, będę za chwilę – powiedziałam i rozłączyłam się, po czym szybko się ogarnęłam, przebrałam i wyszłam z domu. Samochód stał na podjeździe, więc mama pewnie była w domu a nie chciałam jej budzić (w rzeczywistości nie chciało mi się wracać na górę) więc po prostu zabrałam kluczyki i wsiadłam do auta, rzucając torebkę na miejsce pasażera. Wyjechałam na ulicę i skierowałam się w stronę domu przyjaciółki. Włączyłam jakąś muzykę i jadąc czteropasmówką, śpiewałam sama do siebie, mając gdzieś niektóre spojrzenia facetów z ciężarówek dostawczych. W końcu zahamowałam na czerwonym świetle i na chwilę się uspokoiłam, wiedząc że obok ludzie mogą na mnie patrzyć jak na wariatkę. Spojrzałam na prawo i zobaczyłam w tylnej szybie samochodu małą dziewczynkę, która wystawiała do mnie język i robiła różne, dziwaczne miny, liżąc przy tym szybę. Fuu. Skrzywiłam się i odwróciłam od niej wzrok. Spojrzałam na lewo. W samochodzie siedział jakiś chłopak i wyglądał zupełnie jak… Kurwa. Zrobiłam wielkie oczy i zanim zdążyłam odwrócić wzrok, chłopak mnie zauważył. Nie mogłam nic zrobić, nawet się ruszyć. Chociaż cała akcja trwała może dwie sekundy, miałam wrażenie, że czas się zatrzymał i ciągnie się to w nieskończoność. Ocknęłam się, słysząc za sobą trąbienie. Przestraszona aż podskoczyłam i widząc zielone światło, nacisnęłam stanowczo pedał gazu, chcąc być jak najdalej od niego. Serce waliło mi jak młot pneumatyczny, a ja dyszałam ciężko, jakbym właśnie przebiegła maraton. W ogóle nie skupiałam się na drodze, w głowie myślałam tylko o nim i o tym co powiedział Zayn. W ostatniej chwili zorientowałam się, że ciężarówka przede mną gwałtownie zwolniła i nacisnęłam szybko hamulec, ale i tak samochód nie zdążył wyhamować i wjechałam prosto w ciężarówkę. Przez chwilę siedziałam nieruchomo, nie wiedząc co się wydarzyło. O dziwo żyłam. Nic mi się nie stało, tylko miałam doszczętnie zniszczony samochód. Przez chwilę przeżywałam szok, jakby zupełnie nie wiedząc co się stało. Dopiero teraz z kierownicy wystrzeliła poduszka i zaczęłam machać rękami, próbując ją odsunąć. Niezły refleks, do tej pory już dawno mogłam zginąć. Facet w furii wyszedł z ciężarówki i podszedł do mojego samochodu, przeklinając coś do mnie, ale go nie słyszałam, bo wciąż walczyłam z poduszką.  Ocknęłam się dopiero kiedy zaczął wściekle pukać w szybę od mojego samochodu. Odpięłam pasy i wyszłam z auta a koleś od razu zaatakował mnie wyzwiskami. Nie słuchałam go ani trochę. Zostawiłam drzwi otwarte i rozejrzałam się  wokół, jakby w ogóle nie kontaktując co się dzieje. Starszy facet potrząsnął mną, więc spojrzałam na niego wreszcie.
-Co? – zmrużyłam oczy.
-Zepsułaś mi pani ciężarówkę. To. Co se pani wyobraża, że se pani wjedzie we mnie i tyle? No to teraz  się pani zdziwi! Zapłać pani za te szkody, bo ja tu mam dostarczyć wysyłkę, a teraz na czas nie zdążę, no. Pani pijana, czy co? No już, niech pani mi za to zapłaci! Pieprzone młode kierowce, kto wam prawo jazdy dał?!
-Daj jej spokój. – usłyszałam za sobą zachrypnięty, niski głos i automatycznie wróciłam do rzeczywistości. Odwróciłam się zdziwiona i zauważyłam za sobą blondyna w czarnej bejsbolówce, opierającego się o swój samochód. Miał skrzyżowane ręce na klatce piersiowej i przypatrywał się całej sytuacji z obojętnością.
Co on tu do cholery robi?!
-Wsiadaj do samochodu. – odezwał się znowu, tyle że tym razem do mnie.
Zmarszczyłam brwi, zdziwiona jego bezpośredniością.
-Co?
-Powiedziałem, wsiadaj do samochodu.
-Nie. – odparłam oburzona i wróciłam wzrokiem na faceta przede mną.
-Wsiądź do tego pieprzonego samochodu Chloe. – syknął Niall przez zaciśnięte zęby i otworzył drzwi od strony pasażera swojego samochodu.
No chyba nie sądził że serio do niego wsiądę.
Gdy znów na niego spojrzałam, stwierdziłam że nie warto dłużej się opierać, bo wkrótce zaniósł by mnie tam siłą. Odwróciłam się na pięcie i zirytowana weszłam do samochodu, unikając jego wzroku.
Dobra, tym razem wygrałeś.
Chłopak zamknął za mną drzwi i podszedł do faceta od ciężarówki. Rozmawiali o czymś, ale nie słyszałam o czym. Cały samochód był przepełniony zapachem Nialla, co wywołało u mnie przyjemne motylki w brzuchu. Rozejrzałam się wokół i mój wzrok spoczął na schowku. Zerknęłam ponad nim na dwóch facetów, ale wciąż rozmawiali, więc otworzyłam schowek i wtedy wyleciały z niego cztery prezerwatywy. Skrzywiłam się, widząc w środku jeszcze jakieś czerwone stringi. Podniosłam wzrok znad schowka i zauważyłam, że chłopak zmierza w moją stronę, więc w panice zamknęłam szybko schowek i nogą kopnęłam gumki pod fotel w momencie, kiedy wsiadł do samochodu. Nawet się nie odezwał, tylko zapalił silnik i wyjechał na drogę.
-Hej, a co z moim samochodem? – spojrzałam na niego zdziwiona.
-Wezmą go do naprawy. – odparł, wciąż patrząc przed siebie.
Patrzyłam na niego kompletnie zdezorientowana, a on nawet nie zaszczycił mnie swoim spojrzeniem. Serce waliło mi tak szybko, jakbym miała dostać zaraz zawału, a on miał to wszystko w dupie. Po prostu zgarnął mnie do auta i sobie wziął. Zayn miał rację. Jest dziwny, nawet bardzo. Jechaliśmy przez chwilę w ciszy, a ja bawiłam się palcami, kompletnie nie wiedząc co mam robić. Sytuacja była bardzo niezręczna.
-Nie tak wyobrażałam sobie naszą pierwszą rozmowę po moim wyjeździe.- powiedziałam cicho.
-Ja też.
I tyle? Ugh, co za koleś.
-Yyy.. Gdzie jedziemy?
-Odwożę cię do domu, geniuszu. – wyczułam w jego głosie ironię, więc przygryzłam dolną wargę nieco zbita z tropu. Wciąż na mnie nie patrzył.
-Właściwie to ja chciałam iść do Emmy..
-O, świetnie. Więc pojedziemy tam razem. – powiedział obojętnie, automatycznie zakańczając temat.
Znów przez parę minut siedzieliśmy w ciszy, do tego jeszcze staliśmy w korku. Modliłam się, żeby tylko jakimś magicznym trafem znaleźć się pod domem przyjaciółki i uciec od Nialla jak najdalej.
-Po co przyjechałaś?
Przeszył mnie dreszcz i przeniosłam zdziwiona wzrok na niego. Tym razem na mnie patrzył. Wbijał we mnie intensywnie wzrok, ale w jego błękitnych oczach nie zobaczyłam już dawnej iskierki, która zawsze im towarzyszyła. Widziałam w nich tylko obojętność. Dopiero wtedy sobie uświadomiłam to, że zostawiając go dwa lata temu, straciłam go na zawsze. Już nie będzie tak jak dawniej. Nigdy nie będzie, a ja łudziłam się, że kiedyś wrócę a on wciąż będzie na mnie czekał. Jaka ja byłam naiwna. Poczułam jak łzy zbierają się w kącikach moich ust i wtedy zauważyłam, że jego spojrzenie się zmienia. Dostrzegłam w jego oczach cień bólu, ale od razu go zakrył go maską obojętności. Chciał pokazać mi że jest ponad to, byłam tego pewna. Otworzyłam delikatnie usta, nie wiedząc nawet, co mu powiem.
-Ja..
-No właśnie. Chyba tylko, żeby mnie wkurwić. – powiedział i przeniósł wzrok na ulicę, naciskając gaz.
Zaskoczył mnie tym. Wpatrywałam się w niego tępo, kompletnie nie wiedząc co w niego wstąpiło. Nie odezwałam się już w ogóle. W końcu wjechaliśmy na osiedle Emmy i Niall zatrzymał samochód, a ja od razu wyskoczyłam z niego jak oparzona. Myślałam, że chłopak odjedzie, ale on wyjął kluczyki i zadowolony z siebie ruszył do klatki. Rozejrzałam się wokół, rozważając opcję ucieczki, ale gdy zrobiłam krok w tył, Niall odwrócił się i spojrzał prosto na mnie.
-Idziesz czy nie?
Westchnęłam i zrezygnowana ruszyłam za nim. Wsiedliśmy do windy i nacisnęłam przycisk z numerem 4, po czym odsunęłam się do kąta, jak najdalej od niego. Nie wiem czy tylko mi się wydawało, czy naprawdę winda jechała tak wolno, ale zaczynało mnie to już denerwować. Spojrzałam na niego.
-Niall, ja… - zaczęłam, żeby wytłumaczyć mu dlaczego wróciłam i komplikuję wszystkim życie, ale i przerwał.
-Nie bierz mnie na litość.
-Ale…
-Zamknij się.
Zamrugałam parę razy oczami. Nigdy nie był w stosunku do mnie, zresztą do nikogo, taki wredny.
-Dobra, nie musisz być taki chamski.. – szepnęłam, mając nadzieję, że mnie nie usłyszy.
Chyba jednak usłyszał, bo w sekundzie przyparł mnie do ściany i spojrzał w moje oczy. Na ułamek sekundy jego wściekłość zniknęła i zauważyłam w jego oczach dawny blask. Patrzyliśmy na siebie przez parę sekund w ciszy, jakby rozumiejąc się bez słów. Aż wstrzymałam oddech. Zamrugał dwa razy i dawny Niall zniknął. Chłopak zawzięcie trzymał mnie za ramiona. Winda stanęła i drzwi się otworzyły, ale blondyn mnie nie puścił.
-A jaki mam być co? – syknął – Sądziłaś, że przyjedziesz a ja będę na ciebie czekał z bukietem jakiś pieprzonych kwiatków pod domem? To się myliłaś. – puścił mnie i wyszedł z windy, kierując się w stronę mieszkania przyjaciółki.
Przez chwilę przeżywałam jeszcze szok po jego bezpośrednim wyznaniu. Zresztą już którymś z rzędu. Zamrugałam oczami i niepewnie wyszłam z windy, nawet na niego nie patrząc. W momencie kiedy podeszłam pod drzwi, one się otworzyły i stanęła w nich Emma.
-O cześć, wreszcie jesteś, myślałam że… Niall. – spojrzała na niego zdezorientowana, a żadne z nas się nie odezwało, więc znów popatrzyła na mnie. – Nie sądziłam, że przyjdziesz z nim.
-Ja też. – bąknęłam i weszłam do środka.
Widziałam jeszcze, że Niall uśmiechnął się ironicznie i wszedł za mną. Usiadałam na kanapie, a on usiadł obok mnie, więc odsunęłam się na sam jej brzeg.
O co mu do cholery chodzi?
Emma usiadła naprzeciwko nas i przygryzła dolną wargę, przyglądając się całej sytuacji. Spojrzałam na nią błagalnie, próbując przekazać jej bez słów, że sama też nie wiem o co chodzi i wtedy usłyszałam jego krótki śmiech.
-Boisz się mnie? – zapytał i znów się zaśmiał.
Spojrzałam na niego, mrużąc brwi.
-Nie boję się ciebie.
-Ciekawe.
-To ja może zrobię herbatę! – pisnęła Emma i szybko wstała, po czym uciekła do kuchni.
-O świetnie, pomogę ci. – podniosłam się od razu i ruszyłam za nią.
Gdy tylko weszłam do kuchni, przyjaciółka spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami.
-Co się do cholery dzieje?! – szepnęła.
-Nie mam pojęcia. Miałam wypadek i Niall wziął się tam z nikąd. W ogóle nie wiem gdzie obecnie jest mój samochód. W każdym razie on wziął mnie swoim i przyjechaliśmy tu. Był strasznie chamski dla mnie. Rozmawiałam wcześniej z Zaynem i ostrzegał mnie przed… - zamilkłam, widząc jak Emma dyskretnie macha dłonią koło szyi w prawo i w lewo i patrzy gdzieś ponad mną.
-Przed czym?
Odwróciłam się i zauważyłam blondyna, opierającego się o lodówkę. Boże, wyglądał tak seksownie nawet w zwykłym t-shircie.
-Yyyy, przed…
-Przede mną. – dokończył za mnie, łapiąc do ręki jabłko i zaczął się mu przyglądać.
-Co? Nie, coś ty… - czułam jak zaczynam się rumienić.
Chłopak spojrzał na mnie i chyba to zauważył, bo posłał mi jeden z tych cudownych uśmiechów z dawnych czasów. Na sekundę zniknął chamski Niall.
-Nie musisz kłamać.
Spuściłam wzrok i zaczęłam się bawić palcami. Zrobiłam z siebie idiotkę i dobrze o tym wiedziałam. Czułam jego spojrzenie na sobie, ale chyba zrezygnował, bo więcej się już nie odezwał. Po chwili usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi i dwie sekundy później w drzwiach do kuchni stanął Liam. Rozejrzał się po nas marszcząc brwi.
-O co chodzi? – zapytał zdezorientowany, a Niall posłał mu ironiczny uśmieszek.
-Nic, to co zwykle. Chloe wciąż zachowuje się jak dziecko.
Chamski Niall wrócił.
Podniosłam na niego wzrok. Przecież nic nie zrobiłam!
Zanim zdążyłam się odezwać, zrobiła to za mnie przyjaciółka.
-Wiesz co, Niall? Odpierdol się od niej. Jak możesz tak w ogóle mówić? Przeszła przez piekło dla ciebie!
-No i co z tego, skoro potem zachowała się jak tchórz!
Zamknęłam oczy, próbując się uspokoić, bo już czułam przeszywający ból w klatce piersiowej.
-Nie miała wyjścia!
-Miała, mogła zostać ze mną, ale wolała uciec i zachować się tak egoistycznie! Nie widzisz, że ona myśli tylko o sobie?! – wykrzyknął, a ja już tego nie wytrzymałam.
Wybiegłam z kuchni, gdy każdy oddech zaczął sprawiać mi ból. Rzuciłam się na torebkę na kanapie i zaczęłam szukać w niej inhalatora, ale nie mogłam go znaleźć, więc wyrzuciłam całą zawartość torebki na ziemię i zaczęłam desperacko szukać urządzenia, biorąc coraz płytsze oddechy, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że inhalator został w schowku.
W moim samochodzie.
Który nie wiadomo gdzie teraz był.
Zaczęłam kaszleć i wtedy do salonu wbiegł Niall. Klęknął na ziemi obok mnie i spojrzał na mnie przestraszony.
-Co jest?
Gówno, a jak myślisz?
-In.. inh…inh… - próbowałam wydusić, ale nie byłam w stanie. Ból w płucach był tak silny, że oczy mimowolnie zaczęły mi łzawić. Na szczęście chłopak zorientował się o co mi chodzi.
-Gdzie on jest, Chloe?
Pokręciłam tylko przecząco głową, bo wiedziałam że i tak nic nie dam rady powiedzieć. Niall przeklął pod nosem i szybko wziął mnie na ręce. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam nawet co się dzieje. Czułam tylko jego zapach i miałam wrażenie, że tylko on mnie utrzymuje przy życiu. Chyba biegł po jakiś schodach, a potem wylądowałam na czymś miękkim. Jego samochód. Brałam coraz płytsze oddechy a ból zabijał mnie od środka. Miałam może maksymalnie 2 minuty życia. Leżałam na tylnym siedzeniu, ale podniosłam wzrok na wsteczne lusterko, gdzie spotkałam się z jego wzrokiem.
-Proszę cię, tylko mnie teraz nie zostawiaj. – szepnął błagalnie, patrząc na mnie z bólem, ale nie odpowiedziałam mu, bo moje powieki stały się tak ciężkie, że nie byłam w stanie powstrzymać chęci ich zamknięcia.



Gdy otworzyłam oczy, nie wiedziałam do końca gdzie jestem ani co się stało. Usłyszałam charakterystyczne pikanie w równomiernych odległościach czasowych i dopiero po chwili zorientowałam się, że to bicie mojego serca. Na klatce piersiowej miałam tylko jakąś idiotyczną przepaskę, zasłaniającą piersi i rozpiętą koszulę, a pod nią pełno jakiś dziwnych poprzyczepianych kabelków. Miałam też podobne wychodzące z mojego nosa. Wokół panował półmrok, więc musiałam tutaj przeleżeć ponad pół dnia. Zamrugałam parę razy oczami, próbując przyzwyczaić się do ciemności i wtedy zauważyłam chłopaka na fotelu, stojącym obok łóżka. Miał niedbale narzucony na siebie jakiś koc i opierał głowę na swojej ręce. Spał. I wyglądał zdecydowanie uroczo. Uśmiechnęłam się do siebie na jego widok i automatycznie zrobiło mi się ciepło. Siedział tutaj przy mnie cały czas, a to oznacza, że jego chamski stosunek do mnie może być po prostu obroną przed kolejnym zranieniem. Wcale nie był taki zły jaki myślał, że jest. Przechyliłam się delikatnie na bok, próbując do niego dosięgnąć. Położyłam delikatnie dłoń na jego kolanie.
-Niall… - szepnęłam.
Chłopak podniósł na mnie zaspany wzrok i poprawił się na siedzeniu.
-Kiedy wstałaś? – zapytał, przejeżdżając dłonią po swoich włosach i spojrzał na mnie troskliwie.
-Przed chwilą. – z uśmiechem podźwignęłam się na łóżku do pozycji siedzącej.
-Ej, nie ruszaj się, bo sobie coś zrobisz.
Zaśmiałam się.
-Nic mi nie będzie. Która jest godzina? – ziewnęłam i zasłoniłam usta dłonią, mrugając oczami.
-Nie wiem, coś koło 22. – wzruszył ramionami – Chloe, przepraszam cię, za to co powiedziałem, za wszystko. To przeze mnie i wiem że mogłaś…
-Shh.. – uciszyłam go – Jest ok.
-Ale…
-Jest ok, serio. – spojrzałam na niego poważnie. – Kiedy będę mogła stąd wyjść?
-Chyba rano. Tak mówiła wcześniej pielęgniarka.
Mruknęłam z niezadowoleniem i osunęłam się z powrotem do pozycji leżącej.
-Niefajnie. – bąknęłam pod nosem, na co chłopak się zaśmiał.
-Mogę zostać z tobą – zaproponował i poruszył zabawnie brwiami, na co tylko przewróciłam oczami.
-Wracaj do domu Niall. – odparłam ze śmiechem.
Błagam, niech tak będzie cały czas, tylko niech nie wraca chamski Niall.
-Nie ma mowy. Tym bardziej zostaję, skoro mnie nie chcesz. Będę cię denerwował. – udał obrażonego i przytulił do siebie koc.
Westchnęłam głośno i odsunęłam się trochę na bok.
-Chodź tu.
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony i zmarszczył brwi.
-Co?
-No chodź tu. – powtórzyłam. – Skoro masz tu zostać, nie pozwolę ci spać na jakimś krześle.
-Ale to jest fotel.
W odpowiedzi posłałam mu spojrzenie, mówiące żeby się zamknął i poklepałam miejsce obok siebie na łóżku. Po kilku minutach wahania, Niall w końcu wstał i niepewnie położył się obok mnie. Spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Co, boisz się mnie? – uniosłam kącik ust do góry, powtarzając jego słowa z rana.
Prychnął, śmiejąc się.
-Nie boję się ciebie. Po prostu nie chcę ci zrobić krzywdy… - szepnął i spojrzał mi w oczy.
Motylki w brzuchu mają orgazm.
Uśmiechnęłam się do niego, czując, że się rumienię.
-Nie zrobisz. – odszepnęłam i wtuliłam się w jego klatkę piersiową.
Po moim ciele przeszedł lekki dreszcz. To był nasz pierwszy, intymny kontakt od dwóch lat. Tak bardzo za tym tęskniłam. Zaciągnęłam się jego zapachem i zamknęłam oczy, mając gdzieś wszystkie podpięte do mnie urządzenia, a Niall delikatnie objął mnie ramieniem i pocałował mnie w głowę, ale zrobił to tak delikatnie, że ledwo to poczułam. Wreszcie poczułam się bezpieczna.





Strasznie zagmatwane to jest, wiem.
Jak same zauważyłyście, Niall ma swoje dziwaczne humorki, raz jest ok, a za chwilę robi się chamski i opryskliwy. Spokojnie, z czasem wszystko zrozumiecie.
Tymczasem zastanawiam się dlaczego 2 część jest mniej popularna niż pierwsza. Cóż, może nawet niektórzy nie zorientowali się, że jest dalszy ciąg, w każdym razie byłabym wam bardzo 
wdzięczna za wszelkie reklamowanie bloga, koleżankom itd.
Zależy mi na tym, żeby dotrzeć do większej liczby odbiorców. 
Poza tym, mam coś takiego, że im więcej osób jest zainteresowanych blogiem, 
tym mam większe chęci, żeby go prowadzić.
Bardzo wam dziękuję za to, że jesteście, od pierwszej części i wciąż mnie wspieracie.
Następny rozdział pojawi się dopiero po 12.01, albo dokładnie w ten dzień, ponieważ wyjeżdżam do Paryża na tydzień (jhavfksvfkysgfbsjhfgsjfskfhkfha!).
Byłoby mi bardzo miło, gdybyście tak dla odmiany zrobili mi niespodziankę
i zostawili dużo komentarzy pod postem.
Wiem, że niektórzy komentują ciągle, a niektórzy w ogóle, a to naprawdę bardzo motywuje ;)
Miłego weekendu! :*
Szablon by S1K