Definitywnie wracam. Fanfiction o tematyce potterowskiej, konkretnie Dramione. Nie wiem czy wam się spodoba, właściwie sama nie wiem czy spodoba się to mnie, ale spróbuję xd Niedługo pojawi się prolog:
Druga część fanfiction o Niallu Horanie i Chloe Woods. Pierwsza część: emotive-emotions.blogspot.com
poniedziałek, 19 stycznia 2015
niedziela, 21 września 2014
EPILOG
RYCZĘ CZYTAJĄC WASZE KOMENTARZE POD EPILOGIEM. TAK BARDZO WAS KOCHAM <3
Wyprostowałam się i spojrzałam na Daisy, powstrzymując drżenie warg. Niall, stojący obok mnie, nie wytrzymał i parsknął śmiechem, przez co miałam jeszcze większą ochotę do niego dołączyć. Dziewczynka z krótkimi, czarnymi włosami siedziała w obszernym fotelu i wpatrywała się w nas dużymi, niebieskimi oczami z dezorientacją. Była przebrana w kostium kwiatka. Skąd mieliśmy idiotyczny kostium kwiatka? Przysłała go mama i Tom ze Szwajcarii. Jej główka była otoczona pluszowymi płatkami stokrotki i wyglądała tak komicznie wpatrując się w nas i kompletnie nie rozumiejąc o co nam chodzi, że nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu. Nagle nabrała powietrza i zamknęła buzię, nadmuchując policzki. To spowodowało, że sekundę później sama też wybuchłam śmiechem, jednocześnie podnosząc polaroid do twarzy i pstryknęłam fotkę. W momencie błysku flesza Daisy popatrzyła na nas i jak na zawołanie zaczęła płakać. Pewnie chciała nam w ten sposób pokazać swój bunt wobec naszej świetnej zabawy, jaką sobie urządziliśmy jej kosztem. Od razu przestaliśmy się śmiać. Wzięłam dziecko na ręce, i przytuliłam do swojego ramienia, głaszcząc ją po plecach. Obróciłam się twarzą do Nialla, a on wciąż uśmiechał się szeroko, co od razu odwzajemniłam.
Wyprostowałam się i spojrzałam na Daisy, powstrzymując drżenie warg. Niall, stojący obok mnie, nie wytrzymał i parsknął śmiechem, przez co miałam jeszcze większą ochotę do niego dołączyć. Dziewczynka z krótkimi, czarnymi włosami siedziała w obszernym fotelu i wpatrywała się w nas dużymi, niebieskimi oczami z dezorientacją. Była przebrana w kostium kwiatka. Skąd mieliśmy idiotyczny kostium kwiatka? Przysłała go mama i Tom ze Szwajcarii. Jej główka była otoczona pluszowymi płatkami stokrotki i wyglądała tak komicznie wpatrując się w nas i kompletnie nie rozumiejąc o co nam chodzi, że nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu. Nagle nabrała powietrza i zamknęła buzię, nadmuchując policzki. To spowodowało, że sekundę później sama też wybuchłam śmiechem, jednocześnie podnosząc polaroid do twarzy i pstryknęłam fotkę. W momencie błysku flesza Daisy popatrzyła na nas i jak na zawołanie zaczęła płakać. Pewnie chciała nam w ten sposób pokazać swój bunt wobec naszej świetnej zabawy, jaką sobie urządziliśmy jej kosztem. Od razu przestaliśmy się śmiać. Wzięłam dziecko na ręce, i przytuliłam do swojego ramienia, głaszcząc ją po plecach. Obróciłam się twarzą do Nialla, a on wciąż uśmiechał się szeroko, co od razu odwzajemniłam.
-Może powinnaś już iść się przebrać? – zapytał unosząc
brwi – Chociaż możesz przebrać się tutaj. – dodał jeszcze, a ja spojrzałam na
zegar na ścianie i przestraszyłam się widząc, że jest już południe. Spanikowana
oddałam mu Daisy, która zdążyła już się uspokoić i wsadziła palec do buzi,
śmiejąc się z głupich min, jakie robił do niej Niall. Przewróciłam oczami i
pobiegłam w stronę wyjścia, krzycząc jeszcze po drodze:
-Nie możesz mnie zobaczyć w sukni ślubnej aż do 14:00. To
przynosi pecha!
Po czym zniknęłam za drzwiami i ruszyłam przez hotelowy
korytarz do sąsiedniego pokoju, gdzie czekały na mnie fryzjerka, makijażystka,
mama i druhny, Alice, Emma i moja siostra Ann. Wszystkie miały błękitne,
skromne sukienki. Zamknęłam za sobą drzwi i omiotłam wszystkich przepraszającym
wzrokiem.
Zajęły się mną szybko. W niecałe 30 minut byłam już
gotowa, a mama zapinała moją suknię. Stanęłam przed dużym lustrem i
uśmiechnęłam się do siebie. Miałam delikatny makijaż, włosy spięte w fryzurę,
przypominającą koka, z kilkoma skręconymi pasmami luźno okalającymi moją twarz.
No i byłam ubrana w najpiękniejszą suknię ślubną na świecie. Dekolt nie był głęboki,
właściwie przebiegał centymetr pod linią obojczyków. Za to plecy były całe
odkryte. Rękawy sięgały do łokci i były koronkowe, zresztą jak cała suknia.
Mimo wszystko była prosta, bez żadnych siateczek, rusztowań, rozkloszowań ani
tego typu rzeczy. Prosta suknia, która idealnie podkreślała jaka byłam płaska.
Ale już się tym nie przejmowałam. Niall mnie kochał mimo wszystko, a tylko to
się dla mnie liczyło.
-Gotowa? – usłyszałam obok siebie i spojrzałam na Emmę,
która trzymała w ręce bukiet kwiatów. Uśmiechnęłam się do niej szeroko, biorąc
od niej kwiaty i pokiwałam twierdząco głową.
-Gotowa.
Wyszłyśmy więc z hotelu, skupiając na sobie wzrok
wszystkich gości, którzy akurat tam przebywali, a także personelu. Wszyscy
uśmiechali się do mnie przyjaźnie, co ochoczo odwzajemniałam, pozwalając sobie
zapomnieć na chwilę o stresie. Mama zniknęła, mówiąc, że musi znaleźć Daisy i
się nią zająć.
Dyskretnie przejechaliśmy samochodami do małego, białego
kościółka, w którym miał odbyć się ślub. Byliśmy w Grecji i całe
przedsięwzięcie było kameralne, trzymane w tajemnicy przed mediami, stąd ten cały
pośpiesz i brak profesjonalizmu. Zupełnie mi to nie przeszkadzało, bo i tak
nigdy nie marzyłam o wielkim weselu w pałacu, jaki miała Emma.
Gdy podjechaliśmy na żwirowy parking, wszyscy ucichli, a
ja wzięłam kilka głębszych wdechów. Alice złapała mnie za rękę.
-Chcesz chwilę poczekać? Zawsze możesz się spóźnić. –
powiedziała, uśmiechając się do mnie, próbując mi dodać otuchy, ale ja
pokręciłam przecząco głową.
-Nie. Już mam dość czekania. – odparłam, po czym jakoś
(niezbyt zgrabnie) wygramoliłyśmy się we czwórkę z samochodu. Wtedy zauważyłam
mojego tatę. Uśmiechnęłam się do niego szeroko, a on podszedł, podając mi swoje
ramię, które od razu objęłam.
-Jestem z ciebie taki dumny. – powiedział, na co od razu
uśmiechnęłam się do niego czule.
Tak, tata odprowadzał mnie do ołtarza i byłam z tego
dumna. Odkąd urodziła się Daisy, poświęcał jej bardzo dużo czasu. Często nas
odwiedzał, zawsze był skłonny do pomocy, kiedy go o to prosiłam. Nawet udało
nam się zawiązać sojusz z mamą i Annie, więc wszystko dobrze się skończyło.
Obok niego stał teraz Austin, śliczny blondyn w uroczej kamizelce. Austin był
3-letnim synem mojej siostry, więc byłam jego ciocią. Uśmiechnął się do mnie
szeroko, powiedział coś, że ładnie wyglądam, a potem Ann wzięła go na ręce i
zaprowadziła do wejścia do kościoła, gdzie stała już moja mama z Daisy
(bynajmniej nie w stroju stokrotki, zdążyli ją przebrać w niebieską sukienkę).
Podeszliśmy tam za nimi.
-Mama. – bąknęła dziewczynka, wystawiając do mnie ręce i
robiąc dziubek z ust.
Niall ją tego nauczył, a teraz chciała się ze wszystkimi
całować, nawet z przypadkowymi dziećmi na placu zabaw. Ostatnio narobiła nam
wstydu, jak Niall został zaproszony do Alana Carra razem ze mną i Daisy, a ona
jak tylko weszła do studia, to chciała go całować. Poza tym całowała już wszystkich
członków One Direction i inne sławy też, więc nasza córka miała już bujne
życie. Na szczęście wszyscy fani ją pokochali, więc byłam o nią spokojna.
Dałam jej buzi i uśmiechnęłam się szeroko do mamy, po
czym ustawiliśmy się przed wejściem do kościoła. Uśmiechnęłam się do siebie,
kiwnęłam głową na znak, że jestem gotowa i drzwi się otworzyły. Mama postawiła
Daisy na ziemi, a ta szła z małym koszyczkiem, pełnym płatków kwiatów pierwsza
przez środek kościoła. Co jakiś czas wyciągała garść i rzucała na podłogę. Mama
trzymała ją za rękę, bo nie chodziła jeszcze zbyt stabilnie, ale to i tak nie
powstrzymało ją przed upadkiem. Spadła w końcu na kolana potykając się o własne
nogi i wszyscy ucichli, czekając aż zacznie płakać, ale ona dźwignęła się z
ziemi i zaczęła się śmiać podnosząc koszyk, przez co wszyscy do niej dołączyli.
Parsknęłam śmiechem. Spojrzałam na Nialla, który stał przy ołtarzu, w
towarzystwie czterech dobrze znanych mi mężczyzn. On w tym samym momencie
podniósł wzrok z Daisy na mnie i uśmiechnął się do mnie szeroko.
Gdy wreszcie dotarliśmy pod ołtarz, dziewczyny ustawiły
się za mną i stanęłam naprzeciwko Nialla, już byłam bliska płaczu. Blondyn to
zauważył i uśmiechnął się do mnie, ścisnął mnie za rękę i powiedział:
-Wyglądasz przepięknie.
Była nas garstka, może ze 20 osób, ale i tak wszyscy
świetnie się bawili. Daisy tańczyła z Austinem, a przynajmniej próbowała,
chociaż właściwie wyglądało to tak jakby walczyła o to, żeby się nie wywalić.
Austin był dla niej jak starszy brat, ciągle się razem bawili, a on czuł się
odpowiedzialny za jej bezpieczeństwo i cały czas nad nią czuwał. To był tak
słodki widok, że serce samo się rozpływało. Mama i Tom kupili sobie w końcu
domek letniskowy w Szwajcarii i rzadko przyjeżdżali, ale ciągle przysyłali
jakieś śmieszne prezenty dla Daisy. Tata jest sam, ale chyba mu to nie
przeszkadza, bo wydaje się być szczęśliwy. Emma i Liam to przykład prawdziwej
miłości od pierwszego wejrzenia, ich uczucia względem siebie wzrastają coraz
bardziej z każdym dniem i wszyscy czekamy, aż w końcu powiedzą nam, że spodziewają
się dziecka. Alice… Alice na dobre przeprowadziła się do Londynu. Oddaliśmy jej
mieszkanie Nialla. A, no i oczywiście wreszcie oficjalnie jest z Harrym i nie
zapowiada się, żeby kiedykolwiek mieli się rozstać. Josh dostał wyrok 10 lat
odsiadki, bo okazało się, że nękał też inne dziewczyny zanim spotkał mnie. Niespecjalnie
mnie to zdziwiło. A my z Niallem myślimy nad przeprowadzką do jakiegoś małego,
bardziej przytulnego domu.
Nagle poczułam ciepłe dłonie, obejmujące mnie od tyłu.
-Zmywamy się? – zapytał Niall szeptem, na co się
zaśmiałam.
-A co z Daisy? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie,
obracając się przodem do niego.
-Moi rodzice się nią zajmą, już wszystko ustaliłem.
Możemy iść. – powiedział, ciągnąc mnie w przeciwną stronę od naszej rodziny.
-Nie powinniśmy się pożegnać?
-Nie. Chcę cię mieć tylko dla siebie. – odparł, nawet się
nie zatrzymując.
Śmiałam się jak nastolatka, gdy Niall zatrzymał się pod
hotelem, wziął mnie na ręce i przeprowadził przez próg, po czym wyniósł na górę
do apartamentu, zamykając nogą drzwi. Położył mnie na łóżku i pochylił się nade
mną, ale zanim zdążył mnie choćby dotknąć, rozbawiona sięgnęłam po poduszkę i
wymierzyłam mu cios w głowę. Blondyn spojrzał na mnie i zaczął się śmiać. Podniósł
się i chwycił poduszkę, jednocześnie rzucając mi wyzwanie. Śmiejąc się, wstałam,
starając się nie zniszczyć sukienki, złapałam poduszkę i zaczęliśmy się bić jak
małe dzieci, skacząc po łóżku i śmiejąc się do rozpuku, aż w końcu chłopak
powalił mnie na kołdrę i przylgnął swoim ciałem do mojego. Spojrzał mi prosto w
oczy, uśmiechając się niewinnie.
-Kocham cię, Chloe Horan. – szepnął jeszcze, zanim dotknął
ustami moich warg.
I to by było na tyle.
Zacznę od tego, że się rozczarowałam, bo myślałam że przy
ostatnim rozdziale będzie najwięcej komentarzy, a było najmniej. Ale trudno,
rozumiem to, że wielu czytelników odpadło, bo w ostatnim czasie trzeba było
dość długo czekać na rozdział. I rozumiem też to, że moja twórczość straciła
trochę na jakości.
Jednak mimo wszystkich błędów, wielokrotnych moich
zawahań, chęci zakończenia tego w połowie, to dzięki wam dotarłam do końca.
Zaczęłam pisać właściwie dlatego, że chciałam przeczytać
jakieś fajne fanfiction i zaczęłam szukać, ale nie mogłam znaleźć nic
sensownego, więc pomyślałam sobie, że sama coś napiszę. Na początku było to
makabryczne, zresztą kto czytał ten wie, więc tym bardziej dziękuję, że to
przetrwaliście. Naprawdę bardzo przywiązałam się do tej historii i z bólem
serca się z wami rozstaję. Nie napiszę już kolejnego fanfiction, bo mam maturę,
a potem idę do TapMadl więc no xd Jednak mam już wymyślone fabuły na całą
trylogię i jedną pojedynczą książkę. Mam nadzieję, że kiedyś zrealizuję swoje
pomysły i marzenia i kiedyś jeszcze o mnie usłyszycie. Jak coś wydam, to na
pewno tutaj i na emotive-emotions zamieszczę informację, więc możecie zacząć
obserwować bloga, wtedy dowiecie się pierwsi :D
Ktoś mi podsunął pomysł, żeby dodać jakieś miniaturki z
przyszłości i niewykluczone, że kiedyś coś takiego się pojawi, np. z Daisy w
roli głównej.
Dodatkowo jeśli ktoś chce utrzymywać ze mną kontakt to
nie ma sprawy, naprawdę. Wystarczy napisać. Na twitterze ( @pastelmind )
chociaż już go w ogóle nie używam więc najwyżej dam wam tam swojego fejsa.
Chciałam podziękować wszystkim czytelnikom. Zarówno tym,
którzy komentują, jak i tym którzy tego nie robią, bo to dzięki wam ten blog w
ogóle istnieje. Dziękuję wam, że wytrwaliście. Dziękuję za te wszystkie miłe
słowa, przez które byłam taka szczęśliwa i uśmiechałam się jak idiotka do
ekranu. Dziękuję za to, że poświęciliście mi swój czas, albo chociaż jego namiastkę
i że zadaliście sobie trud przeczytania historii Nialla i Chloe.
Dziękuję.
Ola.
Subskrybuj:
Posty (Atom)