Druga część fanfiction o Niallu Horanie i Chloe Woods. Pierwsza część: emotive-emotions.blogspot.com

poniedziałek, 7 lipca 2014

24

Proszę was, zostawiajcie komentarze..



Tydzień później

Powoli zaczynam o tym zapominać. Alice skutecznie zastępuje moje myśli czymś innym. Ciągle namawia mnie na jakieś imprezy i randki, a ja ciągle odmawiam. Wiem, że to brzmi idiotycznie, ale nie potrafiłabym iść na randkę, bo czułabym się tak, jakbym zdradzała Nialla. Wiem, że nie powinnam tak się czuć, bo to on zdradził mnie, i to w bardzo okrutny sposób. Poza tym nie jesteśmy już razem i wszystko między nami skończone. Mimo wszystko ja wciąż o nim myślę. Potrafiłam zapomnieć o tym, że zostałam zgwałcona, głównie przez to, że byłam nieprzytomna i kazałam mojemu mózgowi myśleć, że to tylko wytwór mojej chorej wyobraźni, ale nie potrafiłam zapomnieć o nim.
Nawet siniaki na moim ciele już zniknęły. Wszystko na pierwszy rzut oka wyglądało jak dawniej. No, może nie licząc tego, że mój brzuch robił się coraz większy.
Emma mówiła, że da mi znać o wynikach testów jak tylko czegoś się dowie.
Cóż, nastąpił nowy rok, a wraz z nim nowe zmiany. Jeżeli chodzi o sylwestra, to razem z Alice spędziłyśmy go w domu przy butelce wina i opłakiwałyśmy nasze nędzne życia singielek. Dla sprostowania, to ona piła wino, a ja zadowoliłam się soczkiem pomarańczowym. Wiadomo z jakich powodów. Takim sposobem brunetka się mocno upiła i opowiadała mi historię swojego życia, jak to nie potrafi żadnego chłopaka utrzymać przy sobie dłużej niż miesiąc. A potem zaczęła płakać i pytać w kółko co jest z nią nie tak, bo przecież ma idealny rozmiar stanika. No cóż, cała Alice. Tak więc nasza super impreza długo nie potrwała, bo zaraz po północy przyjaciółka zasnęła w moich objęciach, a ja od razu po niej. Prawdę mówiąc, jeszcze w listopadzie zupełnie inaczej wyobrażałam sobie rozpoczęcie kolejnego roku. Nowy start dla mnie i Nialla, a potem już tylko żylibyśmy długo i szczęśliwie. A w rzeczywistości będę sobie żyła długo i nieszczęśliwie, jako samotna matka.

Mimo, że jest styczeń, w Los Angeles i tak jest ciepło, co sprawiało mi wiele radości. Alice poszła na jakieś dzikie łowy, bo myśli, że jej 50 chłopak będzie wyjątkowy, a ja miałam wolny dzień sam na sam z moim dzieckiem, więc stwierdziliśmy, że wybierzemy się na plażę. Spacerowałam powoli po brzegu, pozwalając by fale obmywały moje stopy. Miałam na sobie długą, zwiewną sukienkę i duży, biały kapelusz. Normalnie pewnie nie wyszłabym w czymś takim na ulicę. Preferuję raczej luźne T-shirty i spodenki. Ale Alice uparła się, żeby zmienić moją garderobę, więc nie miałam dużo do gadania. W końcu położyłam się na kocu na piasku i postanowiłam sobie troche poleżeć. Nie myślałam o opalaniu, bo nie wiedziałam jeszcze, jak promienie UV wpływają, i czy jakkolwiek wpływają na ciążę, ale wolałam nie ryzykować, więc stwierdziłam, ze tylko chwilę sobie tak posiedzę. Zamknęłam oczy i zaczęłam myśleć o tym co zwykle, czyli o Niallu. Byłam ciekawa, czy kiedykolwiek jeszcze się z nim zobaczę, czy porozmawiam.
Może byłam zbyt surowa. Może Emma miała rację, a blondyn naprawdę chciał mnie tylko chronić i nie miał zbyt dużego wyboru. Nie wyobrażałam sobie, że miałabym mu wybaczyć, a jednocześnie nie wyobrażam sobie, że mogłabym  o nim zapomnieć. Nie potrafiłabym tak po prostu wymazać go z pamięci.
Dobra, Chloe.
Musisz przestać o nim myśleć.
Pomyślmy lepiej o... O imieniu dla dziecka. Chłopiec, czy dziewczynka. Nie wiem dlaczego, ale miałam dziwne przeczucie, że będzie to chłopak.
Nagle poczułam, że słońce już na mnie nie świeci i zaciekawiona otworzyłam jedno oko. Zobaczyłam przed sobą sylwetkę jakiegoś mężczyzny, zasłaniajacego mi słońce, więc podparłam się łokciami i otworzyłam całkiem oczy. Dalej nie mogłam go rozpoznać, więc przyłożyłam jedną dłoń do czoła, chroniąc oczy przed promieniami słonecznymi i wraz z tym gestem otworzyłam szeroko oczy, zbladłam i zachłysnęłam się własną śliną.
-Josh?!
Zaraz dostanę zawału, przysięgam.
W odpowiedzi usłyszałam tylko śmiech. Josh przycunął przy mnie i spojrzał na mnie kpiąco, a ja zamarłam. Nie mogłam się ruszyć. Sama nie wiedziałam, czy się boję, czy jestem na niego wściekła, czy jestem wściekła na siebie.
-Co tam, mała? - zapytał jak gdyby nigdy nic, a ja w tym momencie chciałam mu dać w pysk, lecz nie mogłam się ruszyć. A może powinnam wołać o pomoc?
Uniosłam brwi.
-Naprawdę pytasz, Josh?
Ten wzruszył ramionami i posłał mi ten swój uśmiech, którym podrywał wszystkie laski. Strach pomyśleć, że kiedyś na to poleciałam. W tym momencie jedyne co do niego czułam, to obrzydzenie.
-No wiesz, słyszałem, że ostatnio nie jest u ciebie kolorowo. Tyle kłamstw. I jeszcze prześladowca, który o wszystkim się dowiedział i ukradł ci telefon... - powiedział, kręcąc głową z dezaprobatą i cmoknął.
Otworzyłam jeszcze szerzej oczy. Na sekundę moje serce stanęło, kompletnie zamarłam, gdy zdałam sobie sprawę z tego, co było oczywiste.
-To ty. - wyszeptałam tylko.
Chłopak zaśmiał się sarkastycznie i spojrzał na mnie jak na małe, głupiutkie dziecko.
-To nawet zabawne, że dopiero teraz się zorientowałaś.
Dobra, teraz to już naprawdę chciałam mu przywalić. Zmarszczyłam brwi.
-Od początku to byłeś ty?
-Tak. Właściwie wpadłem na was przypadkiem, kiedy mizialiście się w parku, a potem w jakiejś uliczce. Poszperałem trochę, dowiedziałem się, że oszukujecie, więc stwierdziłem, że się trochę pobawię. Zabrałem ci telefon, śledziłem was, zainstalowałem kamery w waszych mieszkaniach. Prawie jak zabawa w detektywa.
Więc wtedy w tej uliczce naprawdę ktoś tam był i to był Josh. Tak samo w przymierzalni kiedy byłam z Mattem. Naprawdę go wtedy widziałam między manekinami.
-Ty jebany... - nie dokończyłam, bo przerwał mi jego śmiech. Ten dźwięk doprowadzał mnie do szału a i tak już byłam wystarczająco wkurzona.
-Wiesz co jest w tym wszystkim najciekawsze? Że na tym chciałem zakończyć. Powiedziałem tylko Bercie i Mattowi o całej sprawie i zostawiłem to w ich rękach. - znów się zaśmiał - Ale w życiu bym nie przypuszczał, że Matt cię zgwałci, Niall zdradzi, a ty zaciążysz. Jak tam twoje dziecko, co? - poklepał mnie po brzuchu.
Tego było już za wiele. NIe mogłam dłużej znieść tego, jak bawi się moim kosztem. Zdecydowanym ruchem strzepnęłam jego rękę z mojego brzucha.
-Nie dotykaj mnie.
Zaśmiał się ironicznie.
-Niall już wie, że będzie tatusiem? A nie, czekaj. Przecież ty nie wiesz kto jest tatusiem twojego dziecka. - cmoknął z dezaprobatą, a ja w furii wykonałam szybki ruch i uderzyłam go z liścia. Zrobiłam to z taką siłą, że aż zapiekła mnie dłoń. Tego było już za wiele. Nie spodziewał się tego. Popatrzył na mnie oszołomiony, a ja wbijałam wzrok w jego oczy, ciskają w niego gromy.
Już się go nie bałam.
Nowa Chloe nie boi się zadufanych w sobie kutasów.
-Pożałujesz tego. - powiedział cicho z wyczuwalną groźbą, a ja zaśmiałam się, naśladując jego wcześniejsze szyderstwo.
-Oo nie, Josh. - cmoknęłam, kręcąc głową - To ty pożałujesz. Teraz mój czas na zemstę. Zastanowisz się nad tym, jak już będziesz siedział w pudle. - warknęłam, po czym wstałam, zabrałam swoje rzeczy i wyminęłam go, ruszając w stronę domu. Nie odwróciłam się, ale byłam pewna, że nie ruszył się z miejsca, bo był zbyt zdziwiony moją nagłą odwagą. Uśmiechnęłam się pod nosem i założyłam okulary przecisłoneczne.
W myślach przybiliśmy sobie piątkę z moim maleństwem. 


Dotarłam do mieszkania i po otwartych drzwiach wywnioskowałam, że Alice już wróciła. Weszłam więc do środka, zdjęłam buty i ruszyłam do pokoju. Zatrzymałam się w ostatniej chwili przed drzwiami, słysząc jej głos.
-...Ok, będę miała na nią oko... Postaram się...
Z kim ona rozmawia? Chciałam przysunąć się bliżej drzwi, żeby lepiej słyszeć, nie zauważyłam deski surfingowej, opartej o ścianę obok i oczywiście zepchnęłam ją na ziemię, robiąc przy tym huk. Przeklęłam pod nosem. Już się zdemaskowałam, więc muszę wejść do pokoju.
-... Muszę kończyć. Pogadamy później, pa.
Otwarłam drzwi i napotykałam wzrok Alice dokładnie w momencie, kiedy ona się rozłączyła. Posłała mi szeroki uśmiech.
-Jak tam?
-Z kim rozmawiałaś? - pytam od razu, ale udając, że mnie to nic nie obchodzi.
-Och. Z Emmą. - powiedziała, wzruszając ramionami.
Uniosłam brwi.
-Co się stało?
Prychnęła i machnęła ręką.
-Nic, tak tylko dzwoniła zapytać co tam.
Ta, jasne.
Skrzyżowałam ręce na wysokości klatki piersiowej i spojrzałam na nią znacząco.
-Co się stało? - powtórzyłam jeszcze raz, a Alice popatrzyła na mnie z wahaniem, po czym westchnęła i rzuciła telefon na swoje łóżko.
-Nie spodoba ci się to co powiem, ale Matt jest w Los Angeles.
Otworzyłam szeroko oczy i wzdrygnęłam się ze strachu.
-Nie mówisz poważnie.
-To jeszcze nie wszystko. Niall też tu jest.
CO?! Czyli wychodzi na to, że nawet jak wyjeżdżam to wszystkie moje problemy jadą razem ze mną na wycieczkę? Matta jeszcze mogę zrozumieć, bo ma tutaj mieszkanie, ale Niall?  Objęłam się rękami. Nagle poczułam się malutka i bezbronna.
-Spokojnie, Chloe. Nic ci nie zrobią, po prostu będziemy ostrożne.
Pokiwałam twierdząco głową, jednak myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Muszę jak najszybciej zmienić temat i wyrzucić Nialla i Matta z mojej głowy.
-Pamiętasz tą akcję z telefonem i zdjęciami i w ogóle?
-No, i co?
-Wiem, kto to był.
-Kto?
-Josh. Ten sam chłopak, przez którego Niall ze mną kiedyś zerwał, ten sam, który kiedyś był moim chłopakiem i mnie zdradził.
-Skąd wiesz, że to on?
Podniosłam na nią wzrok.
-Przed chwilą go spotkałam.
Alice wytrzeszczyła oczy i przejechała po mnie wzrokiem, jakby oceniając czy nic mi nie jest.
-I co?
Przez chwilę patrzyłam na nią bez wyrazu, aż w koncu nie mogłam już dłużej powstrzymywać uśmiechu.
-Dostał w pysk.
Wyraz twarzy przyjaciółki od razu złagodniał, a sama za chwilę zaczęła się śmiać.


Niall
Zatrzymałem się w jakimś tanim, kiepskim hotelu, żeby nie wzbudzać podejrzeń mediów. W ogóle nikt nie wiedział, że tu jestem, powiedziałem tylko Liamowi, bo i tak był już w to zamieszany. I dobrze. Im mniej osób wie tym lepiej. Nie zamierzałem być tu długo. Jedna noc, załatwię to co mam załatwić i stąd spadam. Nie chcę obciążać Chloe, a wiem, że gdyby się dowiedziała, że tu jestem, to pomyslałaby, że ją prześladuje. A moje zamiary są odwrotne. Zdaję sobie sprawę z tego, co przeszła i nie chcę, żeby czuła się  jeszcze bardziej przytłoczona. Ostatnio kiedy ją spotkałem, była tak... bezbronna. Zabolało mnie to, że się mnie boi. Boi się mojego dotyku, podczas gdy ja tak bardzo chciałem ją przytulić. No ale w sumie to nie ma co się dziwić. Byłem ciekaw czy w ogóle jeszcze o mnie myśli, czy już kompletnie wykreśliła mnie ze swojego serca. Jeżeli chodzi o mnie, to nie potrafiłem myśleć o niczym innym. Prawie codziennie śniła mi się, płacząca i krzycząca, żebym jej nie dotykał. A potem zawsze znikała w windzie, a ja nie mogłem się ruszyć. I tak w kółko. Miałem potworne wyrzuty sumienia i doskonale wiedziałem, że są słuszne, bo to ja spierdoliłem sprawę. Dałem się zmanipulować jakiejś pustej blondynce, dałem się zmanipulować Modestowi. Dałem się zmanipulować Joshowi. Znowu. A ten skurwiel i tak jest poszukiwany i to tylko kwestia czasu, kiedy policja go znajdzie i wsadzi do więzienia za prześladowanie.
Czuję się odpowiedzialny za wszystkie krzywdy, jakie spotkały Chloe i muszę to wszystko doprowadzić do porządku. A zacznę od Matta.
Zakładanie czarnych rękawic jest idiotyczne i spotykane raczej tylko w filmach, ale wolę potem uniknąć sprawy w sądzie w związku z pobiciem. Spojrzałem na swoje odbicie w pękniętym lustrze. Czułem się jak zabójca. A nawet trochę tak wyglądałem. Czarna bluza, czarne spodnie... czarne rękawice. Miałem nawet wory pod oczami. Nie odrywając wzroku od swojego odbicia założyłem na głowę kaptur i włożyłem ręce do kieszeni.
Dzisiaj pożałujesz, że żyjesz Matt.

Było coś koło 1 w nocy, kiedy znalazłem się pod jego mieszkaniem. Stwierdziłem, że będę na tyle grzeczny, że kulturalnie zapukam do drzwi. Czekałem kilka minut, aż w końcu chłopak otworzył mi i stanął w progu, przecierając oczy. Na jego widok wpadłem w jeszcze większą wściekłość.
-Dobry wieczór. Zamawiał pan pizzę? - zapytałem, uśmiechając się ironicznie, a potem nie dając mu szansy na odpowiedź, wymierzyłem mu cios w twarz pięścią. Matt zatoczył się do tyłu, będąc zbyt sennym, żeby w ogóle zorientować się o co chodzi. Spokojnie wszedłem do mieszkania, zamykając za soba drzwi, podczas gdy mężczyzna dochodził do siebie. Było ciemno, więc nie widział kim jestem.
-Nie zamawiałem żadnej pierdolonej pizzy.
Pokręciłem głową i zacząłem iść w jego stronę, a on zaczął się cofać. Skurwiel się mnie bał. Tchórz.
-A może zamawiałeś bezbronną, nieprzytomną dziewczynę do przeruchania?
Matt stanął w miejscu, otwierając szeroko oczy. Dopiero teraz dotarło do niego o co tak naprawdę mi chodzi. I prawdopodobnie zorientował się też kim jestem. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale uniemożliwiłem mu to ciosem w brzuch. Przyparłem go do ściany, Rękę przykładając mu do szyi. Zaczął się wiercić, ale nie miał szans na ucieczkę.
-Nie sądziłem, że jesteś aż takim tchórzem, Matt.
-Nie jestem tchórzem. - wydusił z siebie, a ja przywaliłem mu kolejny raz w pysk.
-Jesteś.
Już się nie odezwał. Zaśmiałem się sarkastycznie.
-Naprawdę sądziłeś, że tak po prostu zgwałcisz moją dziewczynę i nie poniesiesz za to żadnych konsekwencji?
Nie odpowiedział. Wkurzyłem się i kopnąłem go jeszcze raz w brzuch.
-Mów jebany kutasie.
-Nie myślałem o tym. - wydusił i zaczął kaszleć.
Puściłem go, a on skorzystał z okazji i zamachnął się, żeby mnie uderzyć, ale zatrzymałem jego rękę w połowie drogi i wykręciłem do tyłu. Syknął z bólu, a ja przewróciłem oczami z irytacją.
-Serio Matt, będziesz mi tu jęczał, bo ci wykręciłem rączkę? Ciekawe co byś zrobił, jakbym ci wyrwał jaja, popaprańcu. - warknąłem i znów go kopnąłem, a potem drugi raz, aż w końcu oboje padliśmy na ziemię. Usiadłem na nim i zacząłem go okładać pięściami. Przemawiała przeze mnie złość i szczerze mówiąc w ogóle się nie kontrolowałem. Matt próbował się bronić, wymachując rękami i raz udało mu się trafić mnie w twarz. Super, będę miał podbite oko. Wkurzony przywaliłem mu z całej siły w twarz tak, że przestał się bronić, splunął krwią i jęknął z bólu. Spojrzałem na niego. Miał rozciętą wargę, wielką śliwę pod okiem, rozwalony łuk brwiowy, a z ust kapała mu krew. Skrzywiłem się, oddychając ciężko i podniosłem się.
-Więcej jej nie dotkniesz, sukinsynu. - warknąłem, kopnąłem go jeszcze, na co zareagował kolejnym jękiem, odwróciłem się i kulturalnie wyszedłem z mieszkania.
Wyrzuciłem rękawiczki do pobliskiego kosza i zacząłem iść przed siebie. Na ulicach było pusto, nie licząc meneli i przechodzących co jakiś czas grupek imprezowiczów. Wszyscy na szczęście mnie ignorowali i czułem się z tym naprawdę świetnie. W szybie jakiejś wystawy sklepowej zauważyłem, że wyglądam okropnie z podbitym okiem, ale zignorowałem to. Adrenalina wciąż buzowała w moich żyłach.
Nawet nie wiem jakim cudem znalazłem się nagle pod mieszkaniem Chloe. Odszedłbym stamtąd, gdyby nie to, że zobaczyłem ją w oknie. Momentalnie zatrzymałem się, tak samo jak zatrzymało się moje serce. Nie ukryłem się w krzakach, bo wtedy już na serio wyglądałbym na psychol, więc po prostu stałem na chodniku i patrzyłem co robi. Była taka piękna. Stała bokiem do okna, w spodenkach i staniku. Z przechyloną głową na bok przeglądała się w lustrze i masowała po brzuchu.
Co ona do cholery robi?
Uśmiechnęła się szeroko do własnego odbicia, po czym przeniosła wzrok na okno i widząc mnie na zewnątrz, podskoczyła przestraszona. Może pomyślała że to Matt? W końcu wyglądam jak morderca w tej bluzie. Zdjąłem kaptur, a ona podeszła bliżej okna i zmarszczyła czoło, po czym otworzyła szeroko oczy, rozpoznając mnie. Chciałem jej pomachać, ale uznałem, że to byłoby idiotyczne w obecnej sytuacji, więc po prostu dalej stałem i na nią patrzyłem. Odeszła od okna, a po chwili zgasło światło. Poszła spać? Może chciała mi przekazać, żebym sobie poszedł? Przez chwilę jeszcze tak stałem, patrząc w osłupieniu na okno, po czym stwierdziłem, że lepiej stąd pójdę, zanim wezwie policję. Zrobiłem krok do tyłu i w tym momencie usłyszałem trzask drzwi. Spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem Chloe, idącą pewnym krokiem w moją stronę w workowatej bluzie. Uniosłem brwi.
-Ile razy mam ci mówić, żebyś trzymał się ode mnie z dale... - urwała, gdy dotarła do mnie. Momentalnie zbladła. - Co ci się stało? - zapytała szeptem.
Przez chwilę nie ogarniałem o co jej chodzi, a potem zorientowałem się, że przecież mam podbite oko.
-To nic takiego.
Zignorowała mnie i podeszła bliżej, po czym położyła delikatnie dłoń na moim policzku i przechyliła moja głowę, żeby się lepiej przyjrzeć. Przyjemny dreszcz przepłynął przez moje ciało gdy mnie dotknęła. Trwało to może sekundę, zanim zorientowała się co robi i odskoczyła ode mnie speszona, zabierając rękę.
-Niall, co ci się stało?
-No nic takiego.
-Biłeś się.
-Nie.
-Jeszcze masz czelność mnie okłamywać? - zapytała, patrząc na mnie z wyrzutem.
Westchnąłem.
-Dobra. Biłem się. To znaczy, głównie to ja biłem, to oko to akurat jednorazowy wypadek.
-Kogo biłeś?
-Matta. - odparłem prosto, a ona otworzyła usta ze zdziwienia. Nie spodziewała się tego.
-Och.
-Chloe, serio nie przyjechałem tutaj po to, żeby cię śledzić i obserwować jak jakiś psychopata. Naprawdę szanuję twoją decyzję i znalazłem się tutaj przez przypadek. Będę się trzymał od ciebie z daleka, obiecuję. Wiem, że Matt cię zgwałcił i czuję się za to odpowiedzialny, dlatego dałem mu nauczkę. A teraz idź do domu, zanim się przeziębisz. - powiedziałem cicho i beznamiętnie, po czym posłałem je ostatnie spojrzenie, odwróciłem się i odszedłem, zostawiając ją samą z mętlikiem w głowie. 



 Chyba się zakochałam.
 *Gratuluję wszystkim, którzy zorientowali się, że to Josh*

sobota, 28 czerwca 2014

23

Nie chciałam siedzieć w święta sama w mieszkaniu Emmy i Liama, więc w końcu cała przemarznięta wróciłam do domu. 
Nie wiedziałam co o tym wszystkim mam myśleć. Moje serce biło szybko już od dobrych dwóch godzin, kiedy plątałam się po ulicach Londynu po spotkaniu z Niallem. Dopiero po upływie czasu zdałam sobie sprawę z tego, co powiedział mi chłopak. Ulżyło mi, że przynajmniej miał konkretny powód, żeby mnie zdradzić. Nie chciało mi się w to wierzyć, ale nawet jeśli było to prawdą, a blondyn naprawdę nic nie czuł ani nie czuje do Berthy, to i tak to go nie usprawiedliwia. Złamał obietnicę. Zranił mnie i zdradził, w najgorszym momencie. Zostawił mnie samą. A ja teraz przez to już gubiłam się we własnych myślach. 
Weszłam do domu po dobrych kilku godzinach nieobecności i niemal od razu wszyscy się na mnie rzucili. Było późno, a mimo to Anne i Brian wciąż byli w budynku. 
Czekali na mnie? 
Nie zdążyłam nawet ściągnąć butów, a mama od razu przyciągnęła mnie do siebie, ściskając mocno w uścisku. Ponad jej ramieniem spojrzałam na Ann, która patrzyła na mnie z niepokojem. Wszyscy zaczęli coś mówić, ale w ogóle nie potrafiłam ich słuchać. Czułam się przytłoczona całą tą sytuacją, więc zupełnie ignorując ich słowa, nagle zapytałam czy mogę przenocować w domu. Wszyscy ucichli, prawdopodobnie wyczuwając, że wywierają na mnie zbyt dużą presję, a Tom bez słowa zaprowadził mnie do którejś z sypialni. Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością, a on tylko zmierzwił mi włosy jak małemu dziecku i powiedział, że zaraz przyniesie mi ciepłą herbatę. Poczekałam cierpliwie, aż zamknie za sobą drzwi, po czym usiadłam na łóżku i podkuliłam nogi pod brodę, zwijając się w kłębek. Spojrzałam pustym wzrokiem na ścianę. Nawet już nie miałam siły płakać. 
Co się ze mną dzieje? Powoli staję się wrakiem człowieka. Zapominam już co jest dobre, a co złe. Gubię się we własnym umyśle. Mam wrażenie, jakbym wisiała nad przepaścią. Nie mogę ani spaść w dół, ani wspiąć się na górę. Nie potrafię zrobić nic, przez co jestem całkowicie bezbronna wobec świata i całej tej sytuacji. Już nawet nie wiem co podpowiada mi rozsądek. Czy Niall kłamie, czy mówi prawdę? Czy powinnam mu wybaczyć, czy nie? Czy zostać w Londynie, czy wyjechać do Kalifornii? Tyle pytań, a żadnej odpowiedzi. A najgorsze było to, że sama muszę dokonać wyboru. To ja zdecyduję jak to się dalej potoczy i szczerze mówiąc wcale się z tego nie cieszyłam. Byłam przerażona, że podejmę złą decyzję, która zaważy o całym moim życiu i życiu mojego dziecka. A na nim w tej chwili zależało mi najbardziej na świecie. 
Po chwili drzwi powoli się otworzyły i spojrzałam w tamtą stronę, ale nie stał w nich Tom, lecz moja mama. Odwróciłam wzrok z powrotem na ścianę, dając jej do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana rozmową. W normalnej sytuacji pewnie po prostu wyszłaby z pokoju, jak robiła to zawsze, ponieważ nie chciała mi się narzucać, ale teraz ostrożnie zamknęła drzwi i podeszła do mojego łóżka. Postawiła kubek z parującą cieczą na szafce nocnej i usiadła na łóżku tuż obok mnie. Żadna z nas się nie odezwała, a ja starałam się ją ignorować, ciągle patrząc w jeden punkt na ścianie. W końcu jednak nie wytrzymałam i przeniosłam wzrok na rodzicielkę, a łzy w moich oczach błysnęły w świetle księżyca. Mama przechyliła głowę na bok, patrząc na mnie ze smutkiem, po czym bez słowa przytuliła mnie do siebie, całując w czubek głowy. Tym razem nie chciałam uciekać. Pozwoliłam sobie na jej bliskość i przytuliłam się do niej mocno, zaciskając oczy. Siedziałyśmy tak przez dobre parę minut, a mama bez słowa starała się mnie uspokoić, głaszcząc regularnie moje włosy. 
-Jak się czujesz? – zapytała w końcu cicho, pochylając się nade mną.
-Zaraz chyba zwymiotuję. – bąknęłam tylko, nawet nie ruszając się z miejsca. 
-Chcesz o tym porozmawiać?
Nie wiedziałam, czy chcę o tym rozmawiać. Czułam, że muszę jej powiedzieć, ale nie byłam do tego przekonana. A jeśli zacznie panikować, albo wpadnie w szał i wyrzuci mnie z domu?
Och daj spokój, Chloe. Jesteś dorosła.
Czas wziąć się w garść i podjąć pierwszą decyzję.
-Tak. – odpowiedziałam pewnie i podniosłam się, by na nią spojrzeć. 
Uśmiechnęła się smutno i przejechała dłonią po moim policzku, jakby chciała mi podziękować, że jej zaufałam. Wzięłam głęboki oddech.
-Nie wiem od czego zacząć. – szepnęłam.
-Może od początku? Mamy czas.
Westchnęłam. 
-No dobra.
I zaczęłam opowiadać jej wszystko. Zaczynając od momentu, kiedy Modest postawił Niallowi ultimatum i musieliśmy się ukrywać, a kończąc na dniu, w którym Matt i Bertha dowiedzieli się o wszystkim, Matt mnie zgwałcił, dowiedziałam się, że jestem w ciąży i Niall mnie zdradził. Ostatnie słowa z trudem przechodziły mi przez gardło. Omijałam szczegóły, mówiłam ogólnikowo, myśląc tylko o tym, żeby przez to przebrnąć i wyrzucić wspomnienia z mojej głowy. Gdy skończyłam mówić, zapanowała cisza, a ja nawet nie zauważyłam, że na przedramionach mam ślady po własnych paznokciach. Rodzicielka patrzyła na mnie kompletnie zszokowana, nie wiedząc co ma powiedzieć. Nie spodziewała się aż tak skomplikowanej historii. Szczerze mówiąc nie zdziwiłabym się, gdyby mi w nią nie uwierzyła, bo brzmiała na mało prawdopodobną. Już prędzej mogłaby pomyśleć, że zwariowałam i trzeba mnie zamknąć w psychiatryku.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej kochanie? – zapytała tylko, patrząc na mnie smutno, a ja odwróciłam wzrok.
-A ty po czymś takim byłabyś w stanie o tym rozmawiać? Bo ja już mam ciarki. – odparłam.
-Wiem kochanie. Ale możesz mi zaufać. 
-Ufam ci.
-Więc musimy znaleźć Matta. Ten człowiek musi zostać ukarany.
Wzruszyłam ramionami i westchnęłam, po czym spojrzałam na nią ze łzami w oczach.
-To niczego nie zmieni. To nie sprawi, że o tym zapomnę. To nie cofnie czasu.
-Chloe. – złapała mnie za ramiona – Nie wrócisz czasu, ale możesz uratować komuś innemu życie. Skąd wiesz, może on jest chory psychicznie. Może będzie chciał gwałcić inne dziewczyny. Pomyśl o tym, że możesz temu zapobiec.
Spojrzałam jej w oczy. Oczywiście, że miała rację, ale naprawdę nie chciałam teraz zaprzątać sobie tym głowy. Miałam ważniejsze rzeczy do ogarnięcia. 
Mama chyba zauważyła, że się waham, bo od razu kontynuowała.
-Kochanie, nie przejmuj się. Poradzimy sobie. Wprowadzisz się z powrotem do domu i damy sobie jakoś radę. 
Przełknęłam ślinę i przygryzłam dolną wargę.
-Jutro wracam do Los Angeles. 

Następnego dnia rano zadzwoniła do mnie Emma i powiedziała, że Liam wrócił z „trasy” i mogę już odebrać swoją walizkę. Niestety doskonale wiedziałam, że nie zdążę tego załatwić przed wyjazdem, szczególnie, że są święta. Wychodząc z domu pożegnałam się ze wszystkimi, a oni tylko mówili, że wszystko się ułoży. Wiedziałam, że to nieprawda. Widziałam to nawet w ich spojrzeniu. Byłam tylko ciekawa kogo obwiniali. Matta? Nialla? A może mnie? Miałam wrażenie, że nikt mi nie wierzy. 
Od razu zamówiłam taksówkę i pojechałam do Emmy, gdzie na samym środku salonu spotkałam utęsknioną walizkę, która miała być rozwiązaniem na wszystko. A przynajmniej większość.
-I jak tam było u mamy? – zapytała blondynka, kładąc się leniwie na kanapie. Oparłam się o ścianę i spojrzałam na sufit. 
-Powiedziałam jej. 
Emma podniosła na mnie wzrok.
-I co? 
-Nic. 
Zmarszczyła brwi.
-Jak to nic?
Westchnęłam.
-To trochę skomplikowane. Ann powiedziała, że jest w ciąży, a ja byłam wkurzona więc wstałam i powiedziałam, że ja też jestem. Po czym wyszłam z domu i włóczyłam się po Londynie, aż wpadłam na Nialla. On zaczął się tłumaczyć, a ja nic nie słyszałam, bo moje serce dostało palpitacji, ale w końcu od niego poszłam i wróciłam do domu i opowiedziałam mojej mamie całą historię. Całą. A ona powiedziała, że sobie poradzimy i musimy znaleźć Matta.
Zerknęłam na przyjaciółkę, a ona patrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami.
-Spotkałaś Nialla?! – krzyknęła, otwierając usta ze zdziwienia – Co ci mówił? O czym rozmawialiście?
-Nic ciekawego, naprawdę. Powiedział, że mnie kocha. I coś, że Bertha go zmusiła, bo miała moje zdjęcia. Nie wierzę mu. – wzruszyłam ramionami, a blondynka się podniosła do pozycji siedzącej.
-On nie kłamie.
-Serio myślisz, że Bertha miała moje zdjęcia? Niby skąd je wzięła?
-Może to ona była złodziejem telefonu. Nie wiem, ale Niall chyba wie, kto nim jest.
-I nie powiedział ci?
-Nie. Prędzej powiedziałby tobie.
-Jakbyś nie zauważyła, to nie utrzymuję z nim kontaktu.
Emma westchnęła.
-Wiem, że to trudne, ale jeśli mu nie wybaczysz, to będziesz tego później żałować, kiedy sobie odpuści i znajdzie sobie inną dziewczynę. 
-Wybaczyłabyś Liamowi, gdyby cię zdradził?
-On nigdy by mnie nie… - urwała nagle, a ja uniosłam brwi.
-Co chciałaś powiedzieć? 
-Nie, nic. 
-On by cię nigdy nie zdradził? Cóż. Ja o Niallu też tak myślałam.
-Chloe, to co innego. On tego nie zrobił umyślnie, tylko chciał cię chronić. 
Prychnęłam pod nosem.
-Potrafię sama siebie ochronić.
Przyjaciółka słysząc to spojrzała na mnie wymownie. Obie wiedziałyśmy jak idiotycznie to zabrzmiało, biorąc pod uwagę fakt, że jestem ofiarą gwałtu i prześladowania. Machnęłam tylko ręką, ignorując jej ironiczny wzrok i odepchnęłam się od ściany, postanawiając zmienić temat.
-Mam do ciebie prośbę. - wskazalam palcem na walizkę, leżącą na ziemi. - Dzisiaj wyjeżdżam, nie zdążę załatwić tej analizy DNA do testów na ojcostwo, więc musisz to zrobić za mnie.
-Dlaczego już dzisiaj wyjeżdżasz?
Wzruszyłam ramionami.
-Duszę się tutaj. Nie chce mieszkać z mamą, bo ona będzie się ze mną obchodziła jak z jajkiem i będzie nadopiekuńcza. Zresztą wiesz jaka jest moja mama. A nie chcę wam z Liamem cały czas zawracać dupy.
-EJ, przecież możesz tu zostać tak długo jak chcesz.
Uśmiechnęłam się.
-Wiem, skarbie, ale ja naprawdę mam dosyć narzucania się. I muszę trochę odpocząć. Poza tym strasznie tęsknię za Alice, więc pojadę tam na jakiś czas, a pewnie za miesiąc albo dwa tutaj wrócę. I tak będę musiała sprawdzić kto jest ojcem mojego dziecka.
-No dobrze. Załatwię to. Ale mam nadzieję, że nie będę musiała na ciebie długo czekać.
Zaśmiałam sie krótko i przewróciłam oczami.
-Będę tu szybciej niż myślisz.

Doleciałam do Los Angeles potwornie zmęczona. Przez natłok myśli w ogóle nie mogłam zasnąć w samolocie, do tego byłam strasznie głodna. Alice nie wiedziała, że przyjadę, chciałam jej zrobić niespodziankę, niestety nie obliczyłam tego, że znajdę się w naszym mieszkaniu w środku nocy. Jak zwykle drzwi były otwarte, bo brunetka nigdy nie kwapiła się, żeby je zamknąć. Ta dziewczyna w ogóle niczego się nie bała. Żyła spontanicznie, w ogóle nie obawiając się tego co będzie jutro. Ona cieszyła się każdym dniem i chociaż kompletnie olewała studia, to i tak wiedziałam, że będzie w życiu szczęśliwa. Zazdrościłam jej tego. Bije od niej taka pozytywna energia, której w tym momencie najbardziej potrzebuję. 
Po cichu zamknęłam drzwi i weszłam do naszego wspólnego pokoju. Z rozmachem zapaliłam światło i zobaczyłam, że Alice nie śpi sama, ale z jakimś gościem z zarostem. Najprawdopodobniej był to jej 49 chłopak. Zaśmiałam się, widząc jak dziewczyna podnosi się leniwie z przymrużony oczami, a widząc mnie w progu otwiera je szeroko i zrywa się na równe nogi, strącając Numer 49 na podłogę.
-Co kurwa.. - warknął, ale uciszyła go swoim piskiem.
-CHLOE! - wrzasnęła i wystrzeliła prosto na mnie, przytulając mnie do siebie. Dziękowałam Bogu za to, że miała na sobie bieliznę, bo naprawdę nie miałam ochoty dotykać ją teraz nago. Zaśmiałam sie i przytuliłam się mocno do niej. Po chwili oderwała się ode mnie i kucnęła, kładąc ręce na moim brzuchu. 
-Mogę do niego coś mówić? - zapytała, uśmiechając się szeroko, a ja znow się zaśmiałam.
-Jest jeszcze za mały, żeby cię usłyszeć, ale możesz próbować.
-Dobra. Cześć młody. Albo młoda. Chcę ci tylko powiedzieć, że jak już wyleziesz stamtąd to poznasz taką zajebistą ciocię. Ups przeklnęłam, cicho nie słyszałeś tego. No i będziesz miał taką ciocię, która pewnie jak już będziesz nastolatkiem to będzie strasznie stara. Ale pamiętaj, że zawsze będziesz mógł na nią liczyć. Zawsze. - szepnęła, po czym podniosła wzrok na mnie - I ty też. 
Uśmiechnęłam się do niej, czując jak łzy napływają mi do oczu i znów ją mocno przytuliłam.
 Nie rycz, tylko nie rycz. Musisz być silna. Poradzisz sobie. 
Stłumiłam w sobie szloch i kiwnęłam głową w stronę Numeru 49, który akurat mozolnie podnosił się z podłogi.
-Kurwa nie po to tu przychodziłem, żebym był rzucany po ziemi w nocy. - warknął, biorąc swoją koszulkę do ręki. - Z nami koniec Al. -  powiedział jeszcze, po czym wyszedł z mieszkania, zamykając z trzaskiem drzwi. Obie patrzyłysmy przez chwile pustym wzrokiem na miejsce, w którym przed chwilą był, po czym spojrzałyśmy na siebie nazwajem i wybuchłyśmy śmiechem. 
-I tak chciałam z nim zerwać. - powiedziała w końcu przyjaciółka i machnęła ręką. - Więc, wracasz do mnie? - zapytała, siadając na skraju swojego łóżka, a ja położyłam się obok niej.
-Na chwilę. Ale i tak będę musiała jechać do Anglii z powrotem po wyniki testów na ojcostwo. - westchnęłam.
-Jak sobie dajesz radę z tym?
-Szczerze? W ogóle sobie nie daję rady. Powoli zaczynam już świrować.
Alice położyła się obok mnie i obie spojrzałyśmy na sufit.
-Wiesz co? Myślę, że powinnaś wprowadzić jakieś zmiany w swoim życiu. 
-Jakie zmiany?
-Zmienisz garderobę, fryzurę, numer telefonu, usuniesz konta na wszystkich portalach społecznościowych. Staniesz się nieosiągalna. Staniesz się nową Chloe, która pewnie wkracza w nowe życie macierzyństwa i potrafi być samowystarczalna. 



Niall
W środku nocy obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Przekląłem pod nosem i po omacku sięgnąłem po komórkę,  odbierając połączenie.
-Co -bąknąłem tylko. 
-Dobry wieczór panie Horan. Proszę mi wybaczyć, że dzwonię tak późno, ale stwierdziłem, że chciałby pan to wiedzieć od razu. Przed chwilą wróciły wyniki analizy DNA. Pańska walizka jest do odebrania w moim biurze. Obecnie pan Matt Harris przebywa w Los Angeles. Wyślę panu jego dokładny adres zamieszkania mailem. Życzę spokojnej nocy. - oznajmił i się rozłączył. Nawet nie zdążyłem nic powiedzieć. Odsunąłem telefon od siebie i spojrzałem na wyświetlacz. Westchnąłem, odłożyłem komórkę i przejechałem dłońmi po twarzy.
No to teraz czeka mnie wycieczka do Kalifornii.





Ostatnio miałam tyle na głowie, że w ogóle nie miałam czasu, żeby napisać coś porządnego. Dostałam mandat i muszę zapłacić 100 zł lol. Wkurza mnie też pewna osoba. Do tego mam dylemat miłosny. Plus jeszcze zaczynam od dzisiaj pracę i teraz całe wakacje jedno i to samo. I mam strasznie zły humor. Nie wiem czemu, może dostanę okres.  Udanych wakacji wam życzę <3
PS: Na twitterze poinformuję was dzisiaj wieczorem albo jutro, bo aktualnie nie mam dostępu do listy osób :)
Szablon by S1K